Zaskakująco słabe dane z polskiej gospodarki za grudzień. Wśród winnych kalendarz i Black Friday

Rafał Hirsch
Produkcja przemysłowa w grudniu urosła tylko o 2,7 procent - to najgorszy wynik od kwietnia. Sprzedaż detaliczna wzrosła o 5,2 procent, chociaż oczekiwano, że urośnie o ponad 7 procent. Słabszy wynik ostatnio był w październiku 2016. Jednak zdaniem ekonomistów to wcale nie oznacza początku gorszej koniunktury gospodarczej w Polsce.

W grudniu 2017 rozczarowała produkcja i sprzedaż. Produkcja urosła tylko o 2,7 procent, sprzedaż detaliczna o 5,2 procent. W obydwu przypadkach oczekiwania rynku wyrażone w różnego rodzaju sondażach i ankietach były wyraźnie wyższe. W obydwu przypadkach to też dane znacznie gorsze od listopadowych. Wtedy produkcja rosła o ponad 9 procent, a sprzedaż o 8,8 procent.

Ale proszę wstrzymać się ze zbyt łatwo nasuwającymi się wnioskami. Zdaniem wielu ekonomistów te dane są słabsze tylko na pierwszy rzut oka. Tak naprawdę jednak wcale nie są złe.

Po kolei: zdaniem Piotra Bujaka, głównego ekonomisty PKO BP produkcja wypadała słabo z powodów kalendarzowych.

Danymi nie zmartwili się też analitycy z mBanku, także wspominając o „niekorzystnym efekcie kalendarzowym”.

Jeszcze ciekawsze od produkcji przemysłowej jest wyraźnie słabsza grudniowa sprzedaż detaliczna. Dla większości sklepów sezon świąteczny, a  co za tym idzie cały grudzień to najważniejszy miesiąc w roku, z największymi obrotami.

W roku takim jak 2017, z wyraźnym wzrostem gospodarczym, spadkiem bezrobocia i wzrostem płac można było oczekiwać także sporego wzrostu grudniowej sprzedaży. Jednak urosła ona tylko o 5 procent – wyraźnie poniżej oczekiwań. Najciekawsza próba wytłumaczenia tego zjawiska dotyczy zmiany sposobu, w jaki robimy zakupy przed świętami. Mówiąc krótko chodzi o Black Friday.

Oczywiście są też inne, mniej rewolucyjne wytłumaczenia. Znów wracamy do kalendarza, przez który w grudniu 2017 było więcej dni wolnych niż w grudniu 2016. Wprawdzie zakupom w sklepach nie powinno to przeszkadzać, bo w weekendy robimy ich nawet więcej, ale zdaniem mBanku wyjątkiem jest branża moto. Samochodów w niedzielę raczej nie kupujemy, a są one na tyle drogie, że mają wpływ na ogólny wynik sprzedaży detalicznej.

Co do tego, że gorsza sprzedaż w grudniu nie powinna oznaczać spowolnienia konsumpcji (to już byłby problem) to GUS dostarczył nam jeszcze jednego dowodu na to, że konsumpcja powinna dalej mieć się świetnie.

Otóż nastroje konsumentów po jednym miesiącu przerwy znów wróciły na poziom rekordowo wysoki

Nid od wczoraj wiadomo, że konsument w dobrym nastroju jest w stanie wydać na różnego rodzaju zakupy znacznie więcej pieniędzy niż konsument przestraszony, niepewny przyszłości i pogrążony w nastroju złym. Dopóki więc w comiesięcznym danych GUS o nastrojach konsumentach będziemy mieć rekordy, nie powinniśmy zakładać pogorszenia się konsumpcji. A skoro konsumpcja jest podstawą wzrostu PKB, to nie powinniśmy się też obawiać o spowolnienie wzrostu gospodarczego.

Produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna w grudniu wyglądają gorzej od oczekiwań, ale w sumie wychodzi na to, że nie powinno nas to zanadto niepokoić.