Wiemy, co dalej z dodatkami dla emerytów. Ministrowie nie pozostawiają złudzeń

Co z 500 plus dla emerytów albo "premiami" za pracę po osiągnięciu wieku emerytalnego? Mówiąc najprościej - "nic". - Najważniejszą zachętą jest to, że każdy rok pracy to wyższa emerytura - mówi wiceminister finansów Leszek Skiba.

Nie ma szans w najbliższych czasie na jednorazowe dodatki "500 plus dla emerytów" albo premie za pozostawanie na rynku pracy po osiągnięciu wieku emerytalnego - wynika z zapowiedzi przedstawicieli rządu podczas debaty zorganizowanej przez "Fakt".

Oba pomysły były szeroko dyskutowane w zeszłym roku, ale ostatecznie, przynajmniej na razie, nic z tego nie wyjdzie. O braku pieniędzy w tegorocznym budżecie na jednorazowe dodatki dla emerytów jednoznacznie mówiła już na początku stycznia minister rodziny, pracy i polityki społecznej Elżbieta Rafalska. „W MRPiPS nie toczą się w tej chwili żadne prace nad takim świadczeniem” - tłumaczył resort. To znacząca zmiana retoryki wobec zapowiedzi jeszcze z III kwartału 2017 r., gdy Rafalska przyznawała, że takie prace w ministerstwie trwają, choć dodatek miałyby dostawać zapewne tylko osoby z najniższymi emeryturami.

W debacie „Faktu” wątpliwości rozwiewa też wiceszef resortu rodziny, pracy i polityki społecznej, Marcin Zieleniecki. Tłumaczy, że pieniędzy na „500 plus dla emerytów” nie ma, ale broni się, że w zeszłym roku emerytura minimalna wzrosła o ponad 100 zł - z 882,56 zł do 1000 zł. W tym roku emerytury też wzrosną stosunkowo mocno, bo wskaźnik waloryzacji prawdopodobnie wyniesie 2,9 proc. (a minimalnie 2,7 proc.). - Nie można w tym kontekście zapominać również o tym, że od 1 października 2017 r. skróceniu z 22 do 20 lat uległ staż ubezpieczeniowy, od którego zależy objęcie gwarancją otrzymania najniższego wymagany dla kobiet co przyczyniło się do zwiększenia liczby osób uprawnionych do minimalnej emerytury. 1 marca 2018 r. nastąpi również jednorazowe wyrównanie do kwot najniższych świadczeń emerytur uzyskanych z urzędu przez osoby, które pobierały wcześniej renty z tytułu niezdolności do pracy i nie zdołały wypracować sobie stażu uprawniającego do minimalnej emerytury - dodaje Zieleniecki.

10 tys. za późną emeryturę też wątpliwe

Nic nie wskazuje też na to, aby miał powrócić temat dodatków dla osób, które mimo osiągnięcia wieku emerytalnego nie decydują się występować o emeryturę. Taki pomysł wyszedł w marcu ub.r. z Ministerstwa Rozwoju, pozytywnie mówiła o nim też ówczesna premier Beata Szydło. Mowa była roboczo o 10 tys. zł za opóźnienie przejścia na emeryturę o 2 lata.

Sprawy od tamtego czasu stoją jednak w miejscu. Podobno pomysł nadal jest w głowie obecnego premiera Mateusza Morawieckiego, ale kwestia „premii” dla pracujących seniorów zdecydowanie nie ma priorytetu. Wątpliwości nie pozostawia wiceminister finansów Leszek Skiba, który po raz kolejny powtarza, iż „najważniejszą zachętą jest to, że każdy rok pracy to wyższa emerytura”. Zwraca też uwagę, że sytuacja na rynku pracy jest dobra (brakuje rąk do pracy, więc rosną wynagrodzenia), więc po prostu opłaca się dłużej pracować. Warto też przypomnieć, że także Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej na spółkę z ZUS miesiącami tłumaczyli setkom tysięcy osób osiągających wiek emerytalny, że finansowo lepiej wyjdzie dla nich, jeśli jeszcze chwilę popracują.

Mimo tego emerytury przy obniżonym wieku emerytalnym pobiera już 313 tys. osób, czyli 79 proc. uprawnionych (są to dane na koniec 2017 r.).

Wnioski o emeryturę "na ślepo"

Ciekawostką jest fakt, że ogólnie decyzji co do emerytury ZUS wydał po obniżeniu wieku emerytalnego ok. 395 tys. Czyli aż 82 tys. decyzji było odmownych. Zatem mnóstwo osób składało wnioski o emerytury w zasadzie na ślepo - nie wiedząc, czy świadczenie im się należy czy nie. Zauważa to Leszek Skiba: - 82 tys. osób złożyło wniosek, ale nie spełniło wymogów, mieliśmy sporo osób w wieku poniżej 60 lat. Czyli były zainteresowane przejściem na emeryturę nie wiedząc, jakie są warunki obniżenia wieku emerytalnego.

Warto też zwrócić uwagę, że tylko ok. 40 proc. osób wnioskujących o emerytury musiało wybierać między pracą a emeryturą (a w zasadzie w dużej części wybierali zwolnienie się z pracy i powrót do niej po zdobyciu emerytury). Resztę stanowiły osoby nieaktywne zawodowo - zarejestrowane w urzędach pracy, pomocy społecznej czy wręcz nigdzie niezarejestrowane, albo takie, które pobierały wcześniej renty i świadczenia emerytalne.

***

Magdalena Kruszewska: Zarządzanie strachem podcina ludziom skrzydła i odbiera im kreatywność [NEXT TIME]