Kolejny bank ma ofertę jak firmy chwilówkowe. Darmowy "trik" od Credit Agricole

Credit Agricole jest kolejnym bankiem, który zaproponował klientom pożyczkę zupełnie za darmo. Taką ofertę rodem z firm pożyczkowych ma już Getin Bank. Haczyków nie ma, poza jednym - darmowa gotówka kusi i uzależnia.

Oferta Credit Agricole jest banalnie prosta. Do końca marca br. każda osoba, która wcześniej nie miała ani nie ma teraz w tym banku żadnego produktu kredytowego (więc mowa także np. o kartach kredytowych czy kredytach hipotecznych), może pożyczyć maksymalnie 3 tys. zł, najwyżej na 12 miesięcy, i nie zapłacić za to ani grosza odsetek, prowizji, ubezpieczenia czy innych kosztów manipulacyjnych.

Żadnego haczyka tutaj nie ma. Ot, taka promocja. Podobną ofertę darmowego kredytu (na rok na 2 tys. zł) ma od kilku lat już Getin Bank. No i kuszenie nowych klientów darmowym pieniądzem to domena chyba większości internetowych firm pożyczkowych.

Ocenę ofert typu „pierwsza pożyczka gratis” pozostawiam każdemu z osobna. Banki czy firmy pożyczkowe argumentują, że darmowe (czy bardzo tanie) pierwsze pożyczki są po to, żeby klient przetestował produkt, osoby ostrzegające przed takimi ofertami przypominają złośliwie, że podobny trik z „pierwszą działką gratis” stosują dilerzy narkotyków. Prawdą jest, że ta „darmowość” pierwszych pożyczek kończy się w momencie, gdy pieniędzy nie zwróci się na czas, poza tym kolejne pożyczki są już normalnie płatne.

Credit Agricole chce się porozpychać na rynku

W Credit Agricole nie boją się, że darmowe pożyczki nie będą regularnie spłacane. Bank przyznaje, że musi porozpychać się na rynku, bo konkurencja nie próżnuje. Już zapowiada, że jeśli „test” promocji wyjdzie pozytywnie, to potrwa ona dłużej niż tylko do końca marca.

Z tą niepróżnującą konkurencją faktycznie jest coś na rzeczy. W ostatnich miesiącach bardzo tanimi pieniędzmi w ramach pierwszej pożyczki kusił m.in. Raiffeisen Polbank (jedyny koszt to prowizja 2,99 proc., żadnych odsetek itp.) czy Alior Bank (Kredyt „Przymiarka” – możliwość bezkosztowego odstąpienia od umowy nawet po 30 dniach; choć tu jest prowizja za udzielenie kredytu w wysokości 5 proc.). Coraz śmielej poczynają sobie wbrew pozorom firmy pożyczkowe, regularnie podnosząc maksymalne kwoty darmowych pierwszych pożyczek. W segmencie pożyczek do 1 tys. zł firmy pożyczkowe zbierają obecnie więcej klientów niż banki, a przy kwotach 1-4 tys. zł „zabierają” bankom już co czwartego klienta. Konkurencja jest więc ostra.

Najsłabsi gracze z rynku pozabankowego wykruszyli się m.in. po wprowadzeniu 500 plus czy nowej wersji „ustawy antylichwiarskiej” (a ostatnio gruchnęła wiadomość, że wszystkie oddziały zamyka firma Kredyty-Chwilówki), ale reszta rynku rośnie. Przyczyna jest prosta – może i Polacy mają teraz 500 plus, ale i coraz droższe marzenia czy zachcianki. A przy okazji prace i pensje, które przynajmniej na razie dają im poczucie stabilności. To sprzyja zapożyczaniu się.

Pożyczki wcale nie dla takich biednych

A de facto pożyczki nie są domeną ludzi „biednych”, którzy muszą łatać braki w budżetach domowych, ale właśnie młodszych, nieźle zarabiających ludzi, nastawionych na konsumpcjonizm, którzy pożyczki zaciągają wręcz kompulsywnie (mnóstwo pożyczek w internetowych firmach pożyczkowych jest zaciąganych z poziomu smartfona). Można żonglować przykładami, ale do mnie najbardziej przemawia statystyka od VIASMS, iż najczęściej używanym smartfonem przez osoby zaciągające tam pożyczki jest… iPhone. Czyli, co by nie mówić, raczej nie telefon dla osób ledwie wiążących koniec z końcem.

Banki „zbierają” przede wszystkich klientów zainteresowanych wyższymi kredytami – widać to doskonale w statystykach np. Biura Informacji Kredytowej. W I półroczu 2017 r. (niestety, nowszych nadanych na razie BIK nie pokazał) widać mocny spadek rok do roku przyrostu kredytów konsumpcyjnych do 4 tys. zł i aż 15-procentowy wzrost kredytów na ponad 100 tys. zł. Tylko w ciągu czterech lat, od 2013 do 2017 r., średnia kwota kredytu gotówkowego wzrosła z 13 tys. zł do 17 tys. zł, czyli o 30 proc.

Poza tym wydaje się, że banki przynajmniej na jakiś czas „popuściły” pasa i obniżyły ceny pożyczek. Widać to nie tylko na pojedynczych ofertach. Przykładowo, średnie rzeczywiste oprocentowanie, czyli ze wszystkimi kosztami, wszystkich pożyczek na 10 tys. zł na rok (z promocjami i bez) w bankach to wg Comperia Analytics obecnie ok. 25 proc., co oznacza spadek aż o ponad 5 p.p. w stosunku do danych jeszcze z 2016 r.

Bank „wsłuchuje się w oczekiwania klientów” 

Gdy rozmawiałem z rzecznikiem CreditAgricole o tym, dlaczego proponują pożyczkę za darmo, usłyszałem m.in., że bank „wsłuchuje się w oczekiwania klientów”. I jakkolwiek można to uznać za banał, to… coś w tym jest. Banki w Polsce coraz śmielej komunikują, że ich celem jest zacieśnianie relacji z klientami i w pewien sposób „obudowanie” ich rozmaitymi usługami. Bank ma być zawsze blisko, pod ręką, pomocny. Elementem tej bliskości są też… pieniądze na wyciągnięcie ręki.

Szybka gotówka z poziomu aplikacji mobilnej na koncie w kilka minut czy właśnie taka pierwsza tania (albo wręcz darmowa) to część tej układanki. Oczywiście pozostaje pytanie czy faktycznie tego oczekują klienci, czy to banki albo firmy pożyczkowe kreują te potrzeby łatwymi pieniędzmi „na już”. A ile to wszystko będzie potem kosztowało klienta? To już trochę efekt uboczny.

Rafał Masny: Przez trzy lata na pensje przeznaczaliśmy 15 proc. zysków, reszta szła na inwestycje [NEXT TIME]

Więcej o: