Nazywają ich barbarzyńcami. Kończą rozmowy ws. rządu we Włoszech. Strefa euro ma problem

Rafał Hirsch
Lewicowy Ruch Pięciu Gwiazd i prawicowa Liga planują jednoczesne zwiększenie wydatków, obniżenie podatków i umorzenie włoskich długów. Rynek finansowy osłupiał.

Najbardziej kontrowersyjny rząd strefy euro

"Financial Times" polityków, którzy przejmują władzę we Włoszech nazywa współczesnymi barbarzyńcami.

Według projektu umowy koalicyjnej, która wyciekła i została opublikowana przez "Huffington Post Italy", Liga i Ruch Pięciu Gwiazd chcą, aby Europejski Bank Centralny umorzył część włoskiego długu publicznego w wysokości 250 miliardów euro. Oczywiście, gdyby tak się stało, agencje ratingowe natychmiast musiałyby ogłosić bankructwo Włoch - stałyby się one krajem, który nie uznaje swojego własnego zadłużenia. 

Dlatego rynek finansowy widząc, co się szykuje w Rzymie, wpadł w konsternację. Wyprzedaży włoskich obligacji na razie jednak nie widać. Ich rentowność wprawdzie rośnie, ale nadal jest poniżej poziomów sprzed paru miesięcy. Na razie nie ma więc sygnałów, że rynek wpadł w popłoch. Zapewne inwestorzy do końca będą wierzyć w to, że zapowiedzi nie doczekają się realizacji i pozostaną tylko na papierze.

Rentowność obligacji włoskich ostatnio wyraźnie rośnie, ale nadal jest poniżej poziomów chociażby sprzed dwóch miesięcyRentowność obligacji włoskich ostatnio wyraźnie rośnie, ale nadal jest poniżej poziomów chociażby sprzed dwóch miesięcy wykres: investing.com

A tego typu zapowiedzi jest więcej.

Wyższe wydatki i niższe podatki jednocześnie

Chaotyczne próby sklejenia koalicji rządowej z udziałem partii „mainstreamowych”: Demokratów byłego premiera Renziego albo Forza Italia Berlusconiego, nic nie dały. Po dwóch miesiącach od wyborów wszystko wskazuje na to, że nowy rząd we Włoszech zbudują dwie partie określane jako populistyczne, antyunijne, a na dodatek z bardzo różnymi programami politycznymi.

Ruch Pięciu Gwiazd to partia wyraźnie lewicowa, chcąca zwiększać wydatki socjalne i generalnie zwiększać redystrybucję dochodów poprzez budżet. Z kolei Liga to partia wyraźnie prawicowa, jej populizm ma odcień liberalny: chce z kolei wyraźnego obniżenia podatków, a najlepiej wprowadzenia podatku liniowego.

Ten, komu się wydaje, że te koncepcje polityczne wykluczają się nawzajem, ma małą wyobraźnię. Lidze i Ruchowi Pięciu Gwiazd udało się jedno z drugim połączyć. Dlatego nowy rząd będzie miał w programie jednoczesne:

- wprowadzenie stałych zasiłków z budżetu dla najuboższych (780 euro miesięcznie),

- obniżenie wieku emerytalnego,

- obniżenie i wprowadzenie liniowego podatku dochodowego.

Według wstępnych wyliczeń włoskich mediów wszystko to ma kosztować państwo około 85 miliardów euro rocznie (podatek 40 mld, zasiłek 30 mld, wiek emerytalny 15 mld).

Można argumentować, że podobne pomysły realizuje chociażby PiS w Polsce. Ale jednak istnieją istotne różnice. PiS faktycznie również zwiększył transfery socjalne i obniżył wiek emerytalny, ale jednak wpływy z podatków zwiększa, a nie obniża, przez co deficyt budżetowy jest pod kontrolą. 

Po drugie Polska ma dług publiczny na poziomie 50 procent PKB, a Włosi na poziomie 130 procent PKB. Polska gospodarka rośnie w tempie 4-5 procent rocznie, a włoska w tempie 1,5 procent rocznie. Do tego Włosi mają na koncie stosunkowo niedawny epizod z utratą zaufania rynków finansowych w 2011 roku. 

Dlatego Włochy w kontekście polityki gospodarczej powinny mieć się na baczności nawet bardziej niż kraje takie jak Polska (brzmi to dziwnie, bo Włochy to znacznie większa gospodarka od naszej). 

Kwestia euro poza dyskusją

Nic jednak nie jest jeszcze do końca przesądzone. Z przecieków prasowych wynikało, że nowy rząd będzie chciał przeprowadzić referendum w sprawie przynależności Włoch do strefy euro. Ale akurat tę, najbardziej sensacyjną wiadomość, szef Ruchu Pięciu Gwiazd Luigi Di Mayo bardzo szybko zdementował. Przy okazji podkreślił, że kwestia euro nie będzie przez nowy rząd kwestionowana.

Problem w tym, że pozostałych doniesień ani Di Mayo, ani szef Ligi Matteo Salvini nie zdementowali.

Niezależnie od tego, jak dużo z tych planów zostanie zrealizowanych, a jak wiele propozycji zostanie w szufladach, jedno wydaje się pewne. Nowy włoski rząd złożony z Ligi i Ruchu Pięciu Gwiazd będzie oznaczać powrót do strefy euro ryzyka politycznego, które jej szkodzi.

Powrót ryzyka politycznego do strefy euro

Ryzyko to zniknęło dokładnie rok temu, kiedy Emmanuel Macron pokonał w wyborach Marine Le Pen. To zwycięstwo plus program reform instytucjonalnych strefy euro, który Macron prezentował, spowodowały duży przypływ optymizmu w europejskich firmach. W efekcie przez pół roku gospodarka strefy euro rosła najszybciej od dziesięciu lat.

Teraz jednak wygląda na to, że ten dobry okres dla euro szybko się kończy. Proponowane przez Macrona i popierane dotychczas przez Europejski Bank Centralny, Włochów i Hiszpanów reformy nie zostaną wprowadzone. Będą one blokowane przez Niemców, bo Angela Merkel boi się, że jakiekolwiek zmiany zwiększą popularność antyunijnej opozycji w Berlinie.

Tempo wzrostu gospodarczego w strefie euro wygląda znów słabiej, bo firmy boją się konsekwencji wojen handlowych, które ciągle promuje Donald Trump.

A teraz na dodatek zmiana władzy we Włoszech będzie dla tych firm oznaczać kolejny czynnik ryzyka, a dla Macrona i zwolenników reform strefy euro zmniejszenie siły nacisku na Niemców. Bo przecież ani Lidze, ani Ruchowi Pięciu Gwiazd nie będzie zależeć na pogłębianiu integracji w ramach strefy. Dlatego to taka ważna zmiana.

Chociaż oczywiście nadal jest niewielkie prawdopodobieństwo tego, że jednak na ostatniej prostej się nie dogadają i nowego rządu nie będzie. Ale wtedy najbardziej prawdopodobne będą kolejne wybory we Włoszech, w których i Liga i Ruch Pięciu Gwiazd mogą uzyskać jeszcze lepsze rezultaty niż w wyborach, które odbyły się na początku marca.

Maciej Panek: Byłem na dnie, gdy otworzyłem firmę posiadającą obecnie 3 tys. samochodów [NEXT TIME]