Największa podwyżka emerytur od lat okazała się fikcją? Wielu emerytów dostaje realnie mniej

Rząd obiecywał najwyższą waloryzację świadczeń od 5 lat. Najwyraźniej zapomniał wspomnieć emerytom, że ta podwyżka zostanie praktycznie w całości zjedzona przez wysoką inflację.

W marcu emeryci mieli powody do radości, gdyż emerytury wzrosły o blisko 3 procent, co było najwyższą podwyżką świadczeń od kilku lat. Minimalne świadczenie (dotyczące osób z odpowiednim stażem pracy) wzrosło o prawie 30 złotych (24 na rękę), a przeciętnie emerytom przybyło blisko 50 złotych netto. Rok wcześniej wskaźnik waloryzacji wyniósł 0,44 proc., więc podwyżka była zauważalna.

Czytaj też: Bliski koniec groszowych emerytur z ZUS. Ich wysyłka kosztuje miliony

Inflacja zjada podwyżki

Przeciętny emeryt, zgodnie z danymi GUS miesięcznie wydawał w 2017 roku 1296 zł, z czego jedną czwartą na żywność. „Super Express” wyliczył, że modelowy emeryt chcący odżywiać się w 2018 roku podobnie jak rok wcześniej wyda na jedzenie o 3,8 proc. (o tyle zdrożała średnio żywność). Więcej wyda też w aptece, gdyż leki nierefundowane zdrożały o 6 procent. Podwyższeniu uległy też czynsze czy opłaty za energię, a od czerwca w całej Polsce drożeje woda.

Co prawda, wg GUS przeciętny emeryt miał w 2017 dochód rozporządzalny na poziomie 1630 zł, a udział wydatków wynosił niecałe 80 procent, ale już w zeszłym roku wydatki rosły szybciej od przychodów emerytów.

Tabloid szacuje, że same wydatki na żywność, leki i koszty mieszkania „wyjęły” modelowemu emerytowi 38 złotych z kieszeni. A do tego dochodzi wzrost innych kosztów, choćby  wydatków na kulturę czy higienę osobistą. Tym samym, jak wylicza gazeta, średnia realna waloryzacja wyniosła 9 złotych. Oczywiście, w przypadku przeciętnej emerytury.

Znaczna część emerytów, o czym warto pamiętać, dostaje jednak świadczenia niższe niż przeciętne. To zaś oznacza, że waloryzacja w najlepszym razie pozwala utrzymać niezwykle skromny standard życia, a jeszcze w tym roku może się okazać, że emeryci będą musieli zacisnąć pasa. Inflacja bowiem rośnie – w czerwcu 2018 roku ceny były o 1,9 proc. wyższe niż rok wcześniej i niewiele zapowiada, by ich wzrost wyhamował.

Polscy emeryci nie należą do zamożnych – 70 procent z nich otrzymuje emeryturę mniejszą niż 1,9 tys. zł netto. Jedna trzecia musi przeżyć za 1,3 tysiąca zł netto. Przy takich dochodach nawet niewielka podwyżka cen żywności czy czynszu znacząco wpływa na domowy budżet, a od problemów finansowych dzieli emerytów jedno cięższe przeziębienie.

W 2019 roku nie będzie lepiej?

Emeryci nie powinni się spodziewać, że 2019 rok przyniesie znaczącą poprawę sytuacji. Prognozowany na chwilę obecną wskaźnik waloryzacji wynieść ma bowiem w marcu 2019 roku około 3,26 proc. Rząd nie traktuje bowiem waloryzacji jako sposobu podnoszenia emerytur, tylko jako utrzymywanie ich realnej wartości, tak by sytuacja emerytów się nie pogarszała.

Zgodnie z przepisami, wskaźnik waloryzacji emerytur i rent to średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w poprzednim roku kalendarzowym, zwiększony o minimum 20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w poprzednim roku kalendarzowym. Ministerstwo Rodziny Pracy i Polityki Społecznej zaproponowało, w projekcie nowego rozporządzenia utrzymanie wskaźnika właśnie na minimalnym poziomie ustawowym, wbrew głosom, że wzrost emerytur powinien lepiej odzwierciedlać wzrost płac i PKB.

- Przy prognozie średniorocznego wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych dla gospodarstw domowych emerytów i rencistów w 2018 r. na poziomie 102,6 proc. i prognozie realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej w 2018 r. wynoszącej 3,3 proc. (20 proc. realnego wzrostu wynagrodzeń w 2018 r. – 0,66 proc.) – prognozowany wskaźnik waloryzacji w 2019 r. kształtuje się na poziomie 103,26 proc.” – stwierdza resort pracy w uzasadnieniu projektu.

Dobra wiadomość jest więc taka, że emerytury będą się realnie utrzymywać na podobnym poziomie co teraz. Ta gorsza wiadomość jest taka, że oznacza to, że nadal będą niskie (choć wciąż wyższe niż przyszłe emerytury osób, które zaczęły pracę po reformie emerytalnej w 1999 roku).

Morawski: "Teraz rozwijamy się w tempie 5 proc., ale to jest nie do utrzymania. Choćby dlatego, że w Polsce zabraknie pracowników"