Pierwszy wyrok za handel w niedzielę. Sąd uznał właścicielkę za winną, ale nie wymierzył kary

Sąd Rejonowy w Bartoszycach (woj. warmińsko-mazurskie) uznał, że właścicielka sklepu złamała ustawę o zakazie handlu w niedzielę stawiając tego dnia za ladą dwie pracownice, jednak odstąpił od wymierzenia kary.

Anna Z. jest właścicielką sklepu spożywczo-monopolowego, w którym oprócz zrobienia codziennych zakupów można m.in. zagrać w Lotto.

Z konkurencją dyskontów, sklepów sieciowych i supermarketów kobieta walczy nie tylko różnorodną ofertą, ale również dostępnością. Jej sklep jest czynny 24/h na dobę siedem dni w tygodniu.

18 marca, czyli drugą niedzielę bez handlu, w sklepie Anny Z. za ladą stanęły dwie pracownice, które kobieta wcześniej skłoniła do założenia działalności gospodarczej, aby pracowały u niej w niedziele jako "zewnętrzne podmioty".

Ponieważ w sklepie Anny Z. jakiś czas temu padła główna wygrana Lotto i od tej pory bardzo wielu klientów przychodzi puścić u niej los, kobieta uznała gry losowe i zakłady wzajemne za przeważającą formę prowadzenia przez nią działalności, jednak nie zgłosiła tego faktu w wyznaczonym terminie.

Czytaj także: Popierała zakaz handlu w niedzielę, ale teraz szacuje straty w swoich sklepach na 1 mln zł rocznie

Kontrolerzy Państwowej Inspekcji Pracy nie podzielili zdania pani Anny w żadnym z przyjętych przez nią sposobów ominięcia ustawy, i skierowali wniosek o ukaranie do sądu.

Wina, ale bez kary

Właścicielce groziła kara od tysiąca do 100 tys. zł, jednak sąd, choć uznał ją za winną, odstąpił o ukarania, ponieważ, jak podano w uzasadnieniu, zdaniem sądu ustawę wprowadzono w pośpiechu i bez należytej akcji informacyjnej.

Sąd w uzasadnieniu wyroku napisał, że Anna Z. "niewątpliwie dopuściła się zarzucanego jej czynu" jednak "od wielu lat prowadzi sklep spożywczo – monopolowy czynny przez całą dobę, 7 dni w tygodniu i zapewne w ten tylko sposób rywalizować może z coraz to mocniej naciskającą konkurencją w postaci chociażby supermarketów." 

Zdaniem sądu "tym samym oczywistym jest, iż w wypadku zakazu handlu w niedziele i święta musiałaby liczyć się z utratą znacznej części dochodów, a co za tym idzie poszukiwanie przez nią możliwości zniwelowania ograniczeń wynikających z ustawy z dnia 10 stycznia 2018 r. było dla niej niezwykle ważne.”

Czytaj także: Zakaz handlu w niedziele działa w najlepsze. Ale m.in. Solidarność ma zastrzeżenia. Chcą zmian

Dodatkowo sąd część odpowiedzialności przenosi na ustawodawcę:

„Należy zaznaczyć, iż ustawa wprowadzająca zakaz handlu w niedziele i święta, uchwalona została w dość szybkim tempie, a jej wejście w życie nie zostało poprzedzone jakąkolwiek kampanią informacyjną, która chociażby w nieznaczny sposób wpływałaby na świadomość często nie mających zbyt wielkiego doświadczenia prawniczego przedsiębiorców, umożliwiając uniknięcia im nieprawidłowego interpretowania nowych przepisów, tym samym chroniąc ich od popełnienia nielegalnych zachowań” – czytamy w uzasadnieniu wyroku.

Wyrok jest już prawomocny.

Po pierwszym kwartale obowiązywania ustawy o zakazie handlu - w sądach czekało na wszczęcie kilkadziesiąt rozpraw.

Tylko w pierwszym miesiącu obowiązywania ustawy PIP bardzo przejęła się swoją rolą i wysłała w teren 600 inspektorów. W efekcie skontrolowano ok. 2 tys. placówek, które były otwarte tego dnia. Inspektorzy nałożyli wtedy 54 mandaty karne, skierowali do sądu 38 wniosków o ukaranie, a w 55 przypadkach zastosowali środki oddziaływania wychowawczego, czyli upomnienia, nagany i ostrzeżenia w tym zapowiedź ponownych kontroli.

PIP uznała, że skala łamania nowego prawa jest niewielka i po marcowej fali uderzeniowej, kiedy w teren ruszyło 600 inspektorów, w kwietniu zmniejszyła ich liczbę do 270.

+++

Morawski: "Teraz rozwijamy się w tempie 5 proc., ale to jest nie do utrzymania. Choćby dlatego, że w Polsce zabraknie pracowników"