Rząd ma pomysł, jak wyciągnąć pieniądze ze spółki z JSW

Jastrzębska Spółka Węglowa, jak powiedział w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Daniel Ozon, jej prezes, jest naciskana przez rząd, by zainwestować w kosztowne projekty, które kompletnie nie pasują do jej biznesu. Przez to drobni akcjonariusze spółki mogą nie dostać żadnej dywidendy.

- Byłem naciskany kilkakrotnie, by z pieniędzy JSW finansować inwestycje kompletnie niezwiązane z działalnością spółki. Naciskany, by JSW zainwestowało w budowę cementowni. Odmówiłem. Ostatnio naciska się mnie na kupno akcji Polimeksu- Mostostalu - powiedział w rozmowie z "Rzeczpospolitą" Daniel Ozon, prezes JSW.

Ministerstwo Energii zaprzeczyło, ale w to dementi uwierzyli nieliczni, co potwierdzają poniedziałkowe notowania Jastrzębskiej Spółki Węglowej na GPW. Akcje JSW wczesnym popołudniem w poniedziałek traciły ponad 8 proc. Koncern znalazł się w gronie spółek najsłabiej radzących sobie na parkiecie z początkiem tygodnia.

Notowania JSWNotowania JSW Investing.com

Inwestorom bardzo nie spodobał się pomysł rządu, bo liczyli na wypłatę dywidendy. Mówił o tym w sierpniu Daniel Ozon. Dodatkowo sugerowały to dobre wyniki finansowe górniczej firmy. W pierwszym półroczu tego roku największy producent węgla koksowego w Europie miał ponad 4,9 mld zł przychodu i ponad miliard złotych czystego zysku. Tymczasem z wypowiedzi prezesa JSW dla "Rzeczpospolitej" wynika, że dywidendy może nie być albo będzie dużo mniejsza.

Państwo chce wytransferować bowiem pieniądze z JSW, sprzedając koncernowi akcje Polimeksu, które teraz mają kontrolowane przez Skarb Państwa spółki energetyczne. Są one warte niemal pół miliarda złotych.

Na tym mogą stracić mniejszościowi akcjonariusze JSW, w tym wielu drobnych inwestorów. Ale tym rząd się absolutnie nie przejmuje.

Czytaj więcej: Australijska spółka przebija sufit na GPW. Rosną szanse, że jej aktywa kupi JSW i zakończy się spór z resortem środowiska

Bitwa o prezesa

"Rzeczpospolita" dodatkowo napisała, że przynajmniej od kilku tygodni toczy się wojna o głowę prezesa JSW. - Relacje między Ozonem a ministrem energii Krzysztofem Tchórzewskim, którego resort nadzoruje spółki energetyczne i węglowe, zawsze były trudne, ale teraz można mówić już o prawdziwej wojnie – czytamy w tekście Barbary Oksińskiej.

Do odwołania prezesa, któremu nie podobają się pomysły Tchórzewskiego może już dojść w środę - wtedy zbierze się rada nadzorcza JSW, a w porządku jej obrad znalazł się punkt o zmianach w zarządzie.

Związki bronią prezesa JSW, "firma nie może płacić haraczu"

Do gry włączyły się związki zawodowe w JSW - w tym zakładowa „Solidarność”. W liście do premiera Morawieckiego i Tchórzewskiego bronią swojego prezesa.

- Absolutnie nie zgadzamy się z tym, by taki człowiek stał się ofiarą politycznych rozgrywek. Daniel Ozon to dobry menadżer, który nie tylko pomógł wyciągnąć Spółkę z zapaści, lecz także ustabilizował ją i po raz pierwszy od lat roztoczył realną wizję rozwoju firmy. Dzięki jego pracy załoga znów się czuje bezpieczniej i ma perspektywy na przyszłość - czytamy w nim.

Związkowcy przypominają, że jako spółka giełdowa JSW musi przede wszystkim dbać o interesy: własne, załogi oraz akcjonariuszy. - Po wielu trudnych latach nasza firma wreszcie wstaje z kolan, drugi rok z rzędu przynosimy konkretne zyski - załoga jest dumna ze swojej spółki i świetnie pracuje, a do budżetu Państwa spływają kolosalne podatki - piszą w liście.

I dodaje jeszcze, że JSW nie może być kołem ratunkowym dla innych spółek, które sobie nie radzą. - Nasza firma nie może płacić haraczu dla źle zarządzanych przedsiębiorstw. Powinno się je umiejętnie restrukturyzować, a nie obarczać nimi innych - doradzają rządowi.

Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ

Zbigniew Grycan: Dobrze mi się wiodło, bo przede wszystkim dbałem o jakość swoich produktów [NEXT TIME]