10 lat od największego bankructwa w USA. "Lunatykujemy w kierunku kolejnego kryzysu"

Dekadę po upadku Lehman Brothers na pozór nie ma powodów do narzekań. Światowa gospodarka kwitnie. Bezrobocie za oceanem jest najniższe od 18 lat, a giełda urosła o ponad 130 procent. Jednak widmo Lehmana wciąż krąży nad światem.

Gospodarka na przepaścią

To było największe bankructwo w historii Stanów Zjednoczonych. 15 września 2008 roku rynki finansowe stanęły nad przepaścią. Politycy, bankierzy, prezesi firm rzucili się do wielkiej reanimacji pacjenta po rozległym zawale. Nie chodziło tylko o jeden gigantyczny bank inwestycyjny Lehman Brothers. To, co działo się na rynkach finansowych, przypominało raczej uderzenie gigantycznego huraganu, który niszczył wszystko, co napotykał na swojej drodze.

Pracownicy opuszczają siedzibę Lehman BrothersPracownicy opuszczają siedzibę Lehman Brothers Fot. Mary Altaffer / AP Photo

Upadek wówczas czwartego co do wielkości banku inwestycyjnego spowodował efekt domina. Strach obleciał wszystkich ze świata finansów, bo skoro upadł Lehman, to następny w kolejce mógł być każdy. Spanikowani bankierzy przestali sobie ufać i pożyczać pieniądze. Politycy na całym świecie zaczęli drżeć, że klienci masowo zaczną wypłacać pieniądze z banków, a to oznaczałoby upadek całego systemu. Sytuacja była tak poważna, że kanclerz Angela Merkel zdecydowała się na niespotykane dotąd słowne zapewnienie, że niemieckie państwo zagwarantuje wszystkie wkłady oszczędnościowe swoich obywateli. Po wielu miesiącach były niemiecki minister finansów Peter Steinbruck w swojej książce „Unterm Strich” ("Pod kreską") napisał, że sam się dziwił „dlaczego nikt nie zapytał: na litość boską, czy wy wiecie, co wyrabiacie?”.

Na szczęście miliony klientów nie powiedziały "sprawdzam", ale pacjent po zawale dostał kolejny cios. Gospodarka bez dostępu do kredytu bardzo szybko wpadła w recesję. Tylko w Stanach Zjednoczonych pracę straciło 8 milionów ludzi, PKB skurczyło się o 500 miliardów dolarów. Finansowa zaraza przeniosła się z amerykańskiego sektora finansowego na wszystkie kontynenty. W Polsce liczba bezrobotnych przekroczyła grubo ponad 2 miliony osób.

Koszt kryzysu 2008 r.Koszt kryzysu 2008 r. Marta Kondrusik

Lekceważenie ryzyka

Co było ową zarazą? Chciwość, która zrodziła Collateralized Debt Obligation (CDOs), czyli papiery zabezpieczone hipotekami. W skrócie polegało to na tym, że do jednej "paczki" wrzucono dziesiątki kredytów i sprzedawano jako jeden nowy produkt finansowy. Kupującemu obiecywano kuszącą stopę zwrotu z dołączoną bajeczką o tym, że wszystko jest bezpieczne. Banki inwestycyjne stworzyły monstrualną maszynę do zarabiania pieniędzy.

Lekceważenie ryzyka i bezmyślne udzielanie kredytów hipotecznych w USA każdemu, komu, jak mówiło znane powiedzenie, "bije puls”, doprowadziło do pęknięcia bańki spekulacyjnej, która rykoszetem uderzyła w instytucje finansowe na całym świecie

- mówi Piotr Kuczyński, główny analityk domu inwestycyjnego Xeliona.

Największe banki inwestycyjne, w tym Lehman Brother były zapakowane w CDO's pod sufit. Ale nie wzięły się one przecież z kosmosu.

Praprzyczyną kryzysu były: deregulacja rynków finansowych, anulowanie w 1999 roku ustawy Glass-Steagalla, która oddzielała banki depozytowo–kredytowe od inwestycyjnych, błyskawiczny rozrost rynku instrumentów pochodnych (w latach 1990 do 2008 zwiększył się sześciokrotnie) oraz błędy agencji ratingowych

- dodaje Piotr Kuczyński.

Przypomnijmy, że agencja ratingowa S&P utrzymywała najwyższą ocenę wiarygodności AAA dla produktów finansowych banku Lehman Brothers jeszcze na trzy dni przed jego bankructwem. 

Koszt kryzysu 2008 r.Koszt kryzysu 2008 r. Marta Kondrusik

Nowy kryzys na horyzoncie?

Tyle historii. Pytanie, czy wyciągnęliśmy z tego kryzysu naukę i czy kolejne tąpnięcie nie będzie jeszcze gorsze? Gordon Brown, były premier Wielkiej Brytanii, powiedział w wywiadzie dla brytyjskiego dziennika The Guardian, że świat znów „lunatykuje w stronę kryzysu finansowego”. Brown był jedną z głównych osób reanimujących gospodarkę. Warren Buffet, amerykański miliarder i inwestor, zapytany w wywiadzie dla CNBC, kiedy uderzy kolejny kryzys, odpowiedział: „Cóż, kiedyś na pewno”. 10 lat po Lehmanie nie udało się wszystkiego uprzątnąć, wiele spraw zamieciono pod dywan. Pytanie, czy wystarczająco skutecznie, żeby nie wypełzły podczas kolejnej recesji.

Oto cztery zagrożenie, które mogą okazać się katalizatorem nowego, jeszcze większego kryzysu.

Zagrożenie pierwsze:

„Zbyt duży, by upaść”

Dzisiejsze crash testy banków, podobne do tych, które przeprowadzają producenci samochodów, pokazują, że sytuacja w sektorze jest ustabilizowana. Po kryzysie z 2008 roku świat finansów został obwarowany wieloma bezpiecznikami, które mają chronić przed upadkiem największych instytucji finansowych. Bo praprzyczyną kryzysu z 2008 roku było powstanie firm określanych jako TBTF (too big to fail), czyli za duże, żeby upaść. Chodzi oto, że w przypadku gigantycznego tąpnięcia, takie firmy mogą uratować tylko pieniądze podatników. A gdzie jest niewidzialna ręka rynku?

W sytuacji, kiedy światu groziła implozja rynków finansowych, państwo musiało wkroczyć, bo inaczej światu (nie tylko USA) groziłaby recesja gorsza od tej z lat trzydziestych tych XX wieku. Niewidzialna ręka rynku okazała się być ręką nieistniejącą. Program ratowania banków pieniędzmi podatników (TARP) w połączeniu z ultraliberalną polityka amerykańskiego banku centralnego pozwolił na przylepienie plasterka na rany zadane przez kryzys

– dodaje Piotr Kuczyński.

Szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego, który wpompował w ratowanie gospodarki i banków 750 miliardów dolarów, nie ukrywa, że po kryzysie zrobiono bardzo dużo, by to się nigdy więcej nie powtórzyło, ale wciąż za mało. A Gordon Brown dodaje: "Kary za złe postępowanie nie zostały wystarczająco zwiększone. Nie wysłano wystarczająco silnego komunikatu, że rząd nie uratuje instytucji finansowych, które nie uporządkowały swojej sytuacji ". "Too big to fail" wciąż mają się dobrze.

Zagrożenie drugie:

Połknięta żaba odbije się czkawką?

Ogromną rolę w ratowaniu świata odegrały banki centralne, które musiały połknąć tę żabę. Programy o dziwnych i skomplikowanych nazwach takich jak TARP i LTRO oznaczały pompowanie w system setek miliardów dolarów. Sytuacja gospodarcza wielu krajów została podratowana, jednak nie poszły za tym konieczne reformy. To pompowanie z banków centralnych wywołało także euforię na rynkach. Dziś hossa na amerykańskiej giełdzie trwa prawie 3500 dni, czyli rekordowo długo. Indeksy biją kolejne rekordy.

Dla wielu osób ta sytuacja jest dziwna. Ta hossa jest, ale głównie w USA. Mamy też wzrost gospodarczy w krajach Europy, ale to jest wszystko dziwne. Część ludzi wciąż może być rozgoryczona, że ten kryzys się nie skończył, bo ich sytuacja finansowa wcale się nie poprawiła. Niby kryzysu nie ma, ale postrzeganie kryzysu wciąż jest. Zwłaszcza wśród ludzi, a nie na Wall Street. To wszystko widać także w polityce poprzez wszystkie ruchy skrajne, które rosną w siłę. Trochę jest tak, że część ludzi zraziła się do kapitalizmu i do rynków finansowych

- mówi Grzegorz Zalewski, ekspert Domu Maklerskiego BOŚ.

HOSSA NA GIEŁDACH

Do tego dochodzi hossa na obligacjach i surowcach. Nikt nie ma wątpliwości, że rynki są rozgrzane do czerwoności i jednocześnie nikt nie wie, gdzie jest kolejna bańka spekulacyjna.

Teraz weszliśmy w okres, który od lat określałem jako diabelską alternatywę banków centralnych. Muszą one zdecydować, czy normalizują politykę monetarną, czy ryzykują dużym wzrostem inflacji? Fed wybrał drogę normalizacji, co już doprowadza do problemów na rynkach wschodzących. Daleko jednak jest do normalizacji ECB, Banku Japonii czy Banku Anglii. A co się stanie, jak one zaczną normalizować? Obawiam się, że ludzie świata finansów naśladują zachowanie bohatera ballady Goethego „Uczeń czarnoksiężnika”. Niestety, nie ma czarnoksiężnika, który zna zaklęcie przerywające ten bieg od kryzysu do kryzysu. Gorzej – być może nawet nie ma takiego zaklęcia

– dodaje Piotr Kuczyński.

Warto przypomnieć tutaj słynną przestrogę wieloletniego prezesa Fed Williama McChesney Martina, który mawiał, że „dobry bank centralny to taki, który wie, w którym momencie wynieść wazę z ponczem”. Gdy owa waza wyjedzie, impreza będzie skończona. A uzależnieni od taniego pieniądza inwestorzy, bankierzy i politycy będą mieli poważny problem.

SUMA BILANSOWA EUROPEJSKIEGO BANKU CENTRALNEGO I AMERYKAŃSKIEJ REZERWY FEDERALNEJ

Zagrożenie trzecie:

Pęczniejące światowe zadłużenie

Po kryzysie znacząco wzrosło także światowe zadłużenie: częściowo ze względu na słabość gospodarki, częściowo z powodu wysiłków na rzecz pobudzenia gospodarki, a częściowo z powodu ratowania upadających banków. Od kryzysu w 2008 roku światowe zadłużenie w relacji do PKB wzrosło o 30 proc. Dziś jest ono na poziomie 225 proc. globalnego PKB. To o 12 punktów procentowych więcej od poprzedniego rekordu odnotowanego w roku 2009 tuż po upadku Lehman Brothers.

Światowe zadłużenieŚwiatowe zadłużenie Marta Kondrusik

Dziś wszystko jest pod kontrolą, bo dynamicznie rośnie także światowa gospodarka. A co będzie, gdy przyjdzie silne spowolnienie? Dochody w budżetach spadną, a długi pozostaną i znów zacznie się zaciskanie pasa, które zaboli obywateli wielu państw. Najbogatsze kraje świata raczej sobie z tym poradzą, dużo gorzej sytuacja może wyglądać w krajach rozwijających się. Tutaj zadłużenie w ostatnich latach rosło najszybciej. Teoretycznie znów mogą pomóc banki centralne. Jak poważnym problemem jest nadmierne zadłużenie pokazała między innymi historia Grecji. 

WYKRES POKAZUJĄCY ZADŁUŻENIE WŁOCH

Zagrożenie czwarte:

"Chciwość jest dobra"

Wspomniana wcześniej Christine Lagarde mówi wprost: „Jest jeszcze jeden ważny obszar, który niewiele się zmienił od 2008 r., obszar wartości i etyki”.

Dążenie do ciągłego rozwoju i wzrostu to fundament na którym zbudowany jest współczesny świat. Kryzysy rodzą się jednak wtedy, gdy zdrowe podejście do wzrostu zmienia się w chciwość. W myśl zasady wyznawanej przez Gordona Gekko z filmu „Wall Street”, „greed is good” ("chciwość jest dobra"). Żadne regulacje chciwości nigdy nie wyeliminują.

Kolejne kryzysy będą większe, mocniejsze. My sami stworzyliśmy sobie taką kulturę, że zawsze chcemy więcej. Wszystkie plany sprzedażowe muszą być wyższe na kolejny rok. A to prowokuje do tego, żeby ludzie robili różne dziwne rzeczy. Nawet jak jest spowolnienie gospodarcze, to i tak musi być zawsze plus 5-10 proc. wzrostu. W takiej sytuacji zawsze pojawi się ktoś, kto podrzuci emerytom kredyty na 5-10 lat, kto zaproponuje dziwne karty kredytowe, kto będzie manipulował danymi czy wynikami badań. Wszystko w imię wzrostu, do którego wręcz się modlimy.

– mówi Grzegorz Zalewski, ekspert Domu Maklerskiego BOŚ

Wspomniany wcześniej Warren Buffet ma też swoje wytłumaczenie tego, że kolejny kryzys musi nadejść, bo to jest element systemu, w którym funkcjonujemy. 

Ludzie zaczynają się czymś interesować, gdy zaczyna rosnąć, nie dlatego, że to rozumieją. Widzą, że facet z sąsiedztwa, którego znają i wiedzą, że jest głupszy od nich, nagle staje się bogaty. To jest zaraźliwe, to trwała część systemu.

Prawdziwe kłopoty zaczną się wtedy, gdy finansiści i ich klienci znów poczują, że ryzyko nie istnieje. Na razie wspomnienie o Lehman Brothers wciąż (chyba) działa jak zimny prysznic.

Więcej o: