Szkoły zasypały rodziców dziesiątkami oświadczeń w sprawie RODO. Co druga taka "zgoda" jest niepotrzebna

Wraz z rozpoczęciem roku szkolnego, rodzice i nauczyciele musieli zmierzyć się z nowymi procedurami wprowadzonymi, "bo RODO". Frustracja sięga zenitu. Nic dziwnego - RODO to test na inteligencję i empatię, który wiele szkół oblewa.

Fundacja Panoptykon wyjaśnia, jak rozwiązać pięć najczęściej pojawiających się konfliktów na linii szkoła  vs dane osobowe.  

Lista bez nazwisk

Szkoły i przedszkola nie powstały po to, żeby przetwarzać dane - mają przede wszystkim uczyć i wychowywać. Oczywiście, przy okazji gromadzą dużo informacji - o uczniach, ich rodzicach, nauczycielach oraz innych pracownikach. To prawda, nazwisko jest daną osobową i należy mu się ochrona, ale przecież nie bezwarunkowa. Dopóki takie dane są potrzebne szkołom do normalnego funkcjonowania, mają prawo je przetwarzać. Nauczyciele mogą “legalnie” odczytywać listę obecności, a dzieci - podpisywać zeszyty i sprawdziany.

Podobnie jest z organizowaniem konkursów. Jak stwierdziła Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych Edyta Bielak–Jomaa, prawo oświatowe pozwala wyróżniać uczniów za ich osiągnięcia, dlatego np. wyróżnione prace plastyczne mogą wisieć na szkolnych korytarzach z podpisami autorów. Warto się jednak zastanowić, czy podpisywanie prac to zawsze najlepsze rozwiązanie - być może twórczość uczniów lepiej rozwijałaby się, gdyby (czasem) mogli tworzyć pod pseudonimami?

Podobny test można zastosować do ocen odczytywanych na głos: czy to powinna być reguła, czy wyjątek? Kiedy możliwość porównania wyników jest dla uczniów ważna i pomaga im w nauce, a kiedy wręcz przeciwnie? Jeśli sami nie lubimy być oceniani na forum, może dzieciom też warto dać taki komfort? RODO nie zawiera sztywnych zakazów i nakazów, ale na pewno zmusza do myślenia i pytania o cel.

Czytaj też: 11 największych problemów z RODO. Prowadzą do absurdalnych sytuacji

„Zgoda” na wszelki wypadek  

Na pierwszym zebraniu rodzice uczniów i przedszkolaków otrzymują plik kartek z różnorakimi oświadczeniami. Zazwyczaj będzie tam przynajmniej jedna zgoda na przetwarzanie danych: udział w programie profilaktyki zdrowotnej, wykorzystanie wizerunku dzieci, przekazanie danych ubezpieczycielowi. Zgody są też wymagane od osób, które mają odbierać dzieci z placówek (bo przecież szkoła czy przedszkole będzie przetwarzać ich nazwisko i numer telefonu).

Co druga taka “zgoda” jest niepotrzebna (bo szkoła czy przedszkole mogą skorzystać z innej podstawy prawnej przetwarzania danych) lub zebrana nieprawidłowo (bo w praktyce nie można jej nie wyrazić). Najprostszy test, który może przeprowadzić każdy trzeźwo myślący nauczyciel i rodzic to pytanie: czy bez tych danych możemy działać normalnie? Jeśli podanie danych naprawdę jest dobrowolne i możemy bez nich żyć (uczyć, chronić, leczyć, odbierać dzieci etc.), wtedy zgoda ma sens. W każdej innej sytuacji jest podejrzana.

„Szkolny” Facebook

Szkoły i przedszkola przyzwyczaiły się do wrzucania na swoje strony i profile w mediach społecznościowych zdjęć z uroczystości, zajęć świetlicowych i wycieczek. Takie wykorzystanie danych dzieci nie ma związku z edukacją - szkoła może sobie świetnie radzić bez Facebooka, a Facebook bez szkoły. Cele są inne: najczęściej chodzi o promocję placówki, czasem o “lepszą komunikację” z rodzicami.

W świecie dorosłych, to mogą być realne korzyści, ale gdzie w tym jest interes dzieci? Dla nich publiczna galeria zdjęć z dzieciństwa wcale nie musi być korzystna. Kiedyś przecież dorosną, a zdjęcie raz wrzucone do Internetu zostanie tam na zawsze. W przyszłości zobaczą je koledzy z gimnazjum albo pracodawca. Dlatego zgodnie z RODO szkoła - zanim opublikuje kolejną porcję zdjęć uczniów - powinna sprawdzić, czy rodzice się na to zgadzają. Z perspektywy rodzica takie pytania to nie formalność, ale szansa, żeby świadomie podjąć ważną decyzję.

Teczka zgodna z RODO

W mediach społecznościowych roi się od anegdot o tym, jak nauczyciele będą teraz zabezpieczać dane osobowe. Nietrudno wśród nich znaleźć absurdalne pomysły, jak zakaz przenoszenia dziennika między budynkami szkoły czy sprawdzania list obecności. Można się z nich śmiać, ale konsekwencje powielania podobnych mitów są, niestety, poważne. Nauczyciele naprawdę zaczynają mieć wątpliwości, czy ich teczka na sprawdziany i dziennik są “zgodne z RODO”.

Na szczęście w temacie zabezpieczenia danych przepisy RODO są wyjątkowo elastyczne. Nie znajdziemy w nich ani jednego nakazu, do którego bezwzględnie trzeba się stosować. Można je trzymać na papierze i w wersji elektronicznej, w ruchu i w spoczynku, w teczce i w szafie - tak długo, jak długo jesteśmy w stanie zadbać o ich bezpieczeństwo. A konkretnie: zabezpieczyć je przed dostępem osób niepowołanych. Dlatego ma sens wprowadzenie zasad dostępu do zasobów szkolnych z prywatnych komputerów i ustalenie z nauczycielami tego, jak postępować z pracami klasowymi, które sprawdzają w domu.

Takie procedury nie są nikomu potrzebne na papierze: mają dobrze działać. A więc jeśli nauczyciel nie może korzystać z prywatnego komputera, trzeba mu zapewnić służbowy. Jeśli ma nie pracować z domu, musi mieć dobre warunki do pracy w szkole. Jeśli ma szyfrować maile, trzeba go z tego przeszkolić i przekazać, które informacje przesyłane w mailach wymagają takiego standardu ochrony

Obiekty monitorowane

Kamery w szkole są traktowane jak recepta na (niemal) każdy problem. Mają zwiększać bezpieczeństwo, zwiększać dyscyplinę, wspierać proces wychowawczy. Mało która szkoła weryfikuje, jak to działa w praktyce. A powinna. RODO zmusza dyrektorów do odpowiedzenia sobie na pytanie: w jakim celu w zasadzie utrzymujemy monitoring? I jak sprawdzimy, czy to działa? Jeśli celem ma być eliminowanie niebezpiecznych zachowań, kluczowe będzie rozmieszczenie kamer, jakość obrazu i to, jak często są sprawdzane. I tak dalej.

Zwraca na to uwagę Prezes Urzędu Ochrony Danych Osobowych, podkreślając, że monitoring powinien być instalowany tylko tam, gdzie naprawdę ma sens. Praktyka szkół pokazuje, że kamery są instalowane przede wszystkim tam, gdzie dochodzi do kradzieży. I może tak jest dobrze, bo inne problemy - związane z agresją czy dyskryminacją - lepiej rozwiązywać wychowując, a nie podglądając dzieci. To dobrze, że przepisy o ochronie danych skłaniają do zadawania takich pytań.

Znikąd pomocy?

Po majowym wybuchu panika w kwestii RODO nieco wyhamowała. Ale - jak widać po przytoczonych przykładach - jeszcze nie wszystkie wątpliwości zostały wyjaśnione. Co może zrobić rodzic lub nauczyciel, który poszukuje informacji? Każda szkoła i przedszkole ma obowiązek wyznaczenia inspektora ochrony danych (IOD), do którego również rodzice mogą się zwracać z pytaniami. Rzetelne informacje można znaleźć na stronie Urzędu Ochrony Danych Osobowych (m.in. w poradniku na temat ochrony danych w szkołach), a także na stronie Fundacji Panoptykon.

Tydzień na Gazeta.pl. Tych materiałów nie możesz przegapić! SPRAWDŹ