Setki milionów złotych na reanimację portu w Radomiu. 'To położy dwa inne lotniska'

Jeżeli doszłoby do tego, że tanie linie będą latać z Radomia, to oznaczałoby to na pewno rozwój miejsc pracy w hotelach. Z drugiej strony, ta inwestycja może położyć dwa kolejne lotniska - mówi dla next.gazeta.pl Grzegorz Brychczyński, niezależny ekspert lotniczy.

Przedsiębiorstwo Państwowe "Porty Lotnicze" oficjalnie w sobotę 13 października przejęło lotnisko w Radomiu. Dotychczas PPL był właścicielem wyłącznie Lotniska Chopina w Warszawie i portu lotniczego w Zielonej Górze, posiada także udziały w lotnisku w podwarszawskim Modlinie (i, jak mówi zarząd portu, blokuje rozwój tego lotniska). 

Port Lotniczy w Radomiu został przejęty przez PPL w drodze tzw. kontrolowanej upadłości. W lipcu spółka Port Lotniczy "Radom" złożyła wniosek o upadłość (we wrześniu sąd wydał postanowienie stwierdzające ten fakt), a syndyk wskazany przez sąd sprzedał spółkę Przedsiębiorstwu Państwowemu "Porty Lotnicze" za 12,7 mln zł.

Po co PPL lotnisko w Radomiu?

"Porty Lotnicze" chcą wypchnąć do Radomia z Lotniska Chopina ruch czarterowy i tanie linie lotnicze (tym samym odciążając warszawski port). Radom ma być portem "komplementarnym" dla Okęcia. Tyle, że najpierw trzeba wpompować w radomski port mnóstwo pieniędzy. W zasadzie w dużej mierze trzeba je zbudować na nowo.

W pierwszym etapie, który ma trwać 20 miesięcy, ma to być 425 mln zł na dostosowanie lotniska do przyjęcia ok. 3 mln pasażerów. Planowane jest m.in. wydłużenie drogi startowej, duża rozbudowa terminalu (znajdzie się w nim m.in. 30 stanowisk odprawy, dziewięć stanowisk kontroli i trzy stanowiska odbioru bagażu), budowa parkingów, miejsc postojowych dla samolotów i przebudowa infrastruktury drogowej w pobliżu lotniska. 

Port miałby znów ruszyć w 2020-2021 r. Docelowo politycy mówią o przepustowości portu w Radomiu na poziomie 9-10 mln pasażerów rocznie, ale to wymagałoby dalszych inwestycji, w kwocie kolejnych ponad 400 mln zł.

Czy to dobra decyzja?

Z jednej strony słyszymy o konieczności przejęcia przez inny port lotniczy części ruchu z Lotniska Chopina, które zaczyna pękać w szwach. Rozbudowa lotniska w Radomiu to także szansa na rozwój dla tamtego regionu, na nowe inwestycje i miejsca pracy

Tyle, że wątpliwości dotyczących tej inwestycji jest mnóstwo. Wiceprezes lotniska w Modlinie Marcin Danił w niedawnej rozmowie z next.gazeta.pl mówił, że port w Radomiu jest wobec zarządzanego przez niego lotniska "typowo konkurencyjny". - Modlin to lotnisko stworzone tylko dla linii niskokosztowych, Radom ma być taki sam - mówił Danił. I dodawał: - Cztery lotniska na Mazowszu [Lotnisko Chopina, Modlin, Radom, Centralny Port Komunikacyjny - red] nie przetrwają, któreś trzeba będzie zamknąć.

Z kolei Grzegorz Brychczyński, niezależny ekspert lotniczy, w rozmowie z next.gazeta.pl obawia się o los lotnisk w Łodzi i Lublinie. - Według mnie rozbudowa lotniska w Radomiu będzie oznaczać upadek lotniska w Lublinie i lotniska w Łodzi. Słabymi stronami jest to, że ta inwestycja może położyć dwa kolejne lotniska - mówi Brychczyński.

Nie jest też wcale pewne, że m.in. tanie linie lotnicze, dziś operujące na Okęciu, będą chciały latać z Radomia.

Jeżeli doszłoby do tego, że tanie linie będą latać z Radomia, to oznaczałoby to na pewno rozwój miejsc pracy w hotelach i całej infrastrukturze wokół lotniska. To może być mocna strona. Ale jaką możemy mieć gwarancję, że te tanie linie będą chciały stamtąd latać. Przecież przez trzy lata był z tym problem. Dlaczego zaczęli lądować w Modlinie? Bo stwierdzili, że warto

- mówi next.gazeta.pl Brychczyński. 

Ekspert ma też wątpliwości co do kosztorysu całej inwestycji w Radomiu. 

To się nie zamknie w kwocie miliarda złotych, żeby to było normalne, profesjonalne lotnisko. Trzeba zrobić całą infrastrukturę do naprowadzania, trzeba stworzyć nowe płyty postojowe, rękawy. Pytanie, dla jakiej kategorii. Każde lotnisko ma swój kod, który oznacza wielkość przyjmowanych samolotów. Potrzebne są nowe drogi kołowania. Trzeba rozwiązać problem zaopatrzenia w paliwo

- komentuje Brychczyński. Nasz rozmówca nie ma wątpliwości. - To jest ratowanie trupa, a poza tym to są wątpliwe sukcesy polityczne. Pieniądze będą wydawane niepotrzebnie. Najpierw powinno się zrobić studium wykonalności i dopiero później rozplanować inwestycje. Że do Hurghady jest sto kilometrów bliżej - to nie jest to żaden argument - mówi ekspert.

Brychczyński zwraca przy tym uwagę także na inny ważny aspekt, a mianowicie o możliwy konflikt interesów z wojskiem. 

To lotnisko jest według mojej wiedzy wspólnie użytkowane z wojskiem. Pomimo najlepszych relacji pomimo cywilami i wojskiem tam zawsze może dochodzić do konfliktów dotyczących ruchu. O tym się nie mówi. Może powstać konflikt interesów, według mnie trzeba by było to jakoś zabezpieczyć poprzez spisanie mądrej umowy z wojskiem. 

-  mówi ekspert.