Strajk w LOT - związkowcy domagają się zmiany negocjatora. Powodem "groźby"

Związkowcy z PLL LOT przedłużyli zawieszenie strajku do 22:30 w środę 31 października. Równocześnie domagają się zmiany negocjatora ze strony lotniczej spółki. Powodem mają być groźby pod adresem strajkujących.

Międzyzwiązkowy Komitet Strajkowy zrzeszający Związek Zakładowy Personelu Pokładowego i Lotniczego oraz Związek Zawodowy Pilotów Komunikacyjnych PLL LOT przerwał negocjacje z zarządem LOT. Powodem przerwania rozmów były groźby, jakie miał kierować pod adresem związkowców negocjator firmy Bartosz Piechota. Zachowanie Bartosza Piechoty, połączone z wcześniejszymi zachowaniami zarządu LOT (wczoraj nagrywani mieli być przywracani do pracy pracownicy) spowodował, że związkowcy nie chcieli dalej rozmawiać. Strajk nie wrócił jednak do ostrej formy, nadal jest zawieszony do 22:30 w środę. 

LOT odrzuca oskarżenia i twierdzi, że nie doszło do zdarzeń, o których mówią związkowcy. Firma deklaruje również, że jej negocjatorem nadal będzie Bartosz Piechota. 

Zarząd PLL LOT nie zmieni negocjatora w rozmowach ze związkami zawodowymi

- cytuje rzecznika spółki Adriana Kubickiego IAR.

Rzecznik zapewnił, że w czasie rozmów nie doszło do takiej sytuacji. Podkreślił, że negocjator został wyznaczony na prośbę związków zawodowych i dobrze spełnia swoją rolę. Rzecznik dopytywany, co się stanie, jeśli związkowcy odmówią rozmów z Bartoszem Piechotą odpowiedział, że obie strony są w bezpośrednim kontakcie i rozmowy będą mogły się odbyć.

Załamanie rozmów oddala szanse na porozumienie między strajkującymi a PLL LOT. Na to, że strony się dogadają na pewno liczyli pasażerowie, którzy ze zdenerwowaniem śledzą, czy ich lot nie jest odwołany. Niepokoi fakt, że wydarzenie, z którego cieszyli się związkowcy, czyli wydelegowanie Bartosza Piechoty do negocjacji i odsunięcie od nich Rafała Milczarskiego, prezesa LOT, nie przyniosło póki co pozytywnych skutków. 

Podczas negocjacji w poniedziałek ustalono, że zwolnieni pracownicy mogą wrócić do pracy. Zarząd PLL LOT sporządził dla nich nowe umowy. Wszyscy, którzy zostali dyscyplinarnie zwolnieni tydzień temu, mają być zatrudnieni na tych samych warunkach, co dotychczas, czyli na umowie o pracę. Zarząd przywrócił do pracy wszystkich zwolnionych związkowców, w tym szefową związku personelu pokładowego Monikę Żelazik. Adrian Kubicki zastrzegł jednak, że nie spełni postulatu, by zwolnić związki zawodowe z odpowiedzialności za straty wynikające ze strajku. Podkreślił, że legalność protestu oceni sąd, a zarząd firmy nie będzie się mógł zrzec roszczeń wobec organizacji związkowych. 

Czytaj też: Szelągowska o umowach śmieciowych w PLL LOT: To oszukanie samozatrudnienia

Strajk w PLL LOT, narodowym przewoźniku lotniczym, trwa od 18 października i szacuje się, że kosztować mógł już nawet kilkanaście milionów złotych. Konieczne było odwołanie ponad stu lotów. PLL LOT należy w 99,856 proc. do Skarbu Państwa.