Ciepłownicy wściekli na rząd. Niektórym koszty wzrosły o 64 proc., ale cen podnieść nie mogą

Gdyby ceny za ogrzewanie i ciepłą wodę wzrosły proporcjonalnie do kosztów nasze rachunki powinny być o 36 proc. wyższe. Wzrosną jedynie o kilka procent. Ciepłownicy są rozżaleni, bo nie mają pieniędzy na walkę ze smogiem.
Zobacz wideo

Izba Gospodarcza Ciepłownictwo Polskie, zrzeszająca 240 podmiotów zapewniających ogrzewanie i ciepłą wodę, twierdzi, że koszty ciepłowników zwiększyły się o 36 proc. Branża, podobnie jak energetyka, musi bowiem znacznie więcej płacić zarówno za węgiel jak i prawa do emisji dwutlenku węgla - donosi "Dziennik Gazeta Prawna". 

Niektóre zakłady ciepłownicze odnotowały znacznie wyższe koszty - o aż 64 proc. 

Wprowadzona w ubiegłym roku podwyżka cen ciepła średnio o 8,06 proc., jedynie częściowo pokryła wzrost kosztów miałów, których ceny wzrosły w 2017 r. o 64 proc. w stosunku do pierwszego półrocza 2016

- czytamy w komunikacie MEC ze Szczecinka. 

Przyczyną wzrostu cen ciepła jest przede wszystkim drastyczna podwyżka cen uprawnień do emisji dwutlenku węgla (CO2) oraz utrzymujące się wysokie ceny paliw technologicznych. W stosunku, do poziomu przyjętego w dotychczas obowiązującej Taryfie, ceny uprawnień do emisji wzrosły o niemal 300 proc.. Jeszcze w grudniu 2017 r., cena za jedno uprawnienie wynosiła 7 euro, w tym roku natomiast przekroczyła poziom 20 euro. Ponadto, corocznie zmniejszana jest pula nieodpłatnych uprawnień przyznawanych Spółce

- wyjaśniają ciepłownicy w swoim komunikacie. 

Tymczasem opłaty wzrosną o maksymalnie kilka procent. Na większe podwyżki nie zgodził się bowiem Urząd Regulacji Energetyki -  ten sam, który zatwierdza taryfy prądu. 

Czytaj też: Podwyżki cen prądu? Czas sprawdzić, co pożera energię elektryczną w domu

Z analiz informacji publikowanych przez poszczególne zakłady ciepłownicze wynika, że podwyżka cen w roku 2019 wyniesie między 5 a 10 proc. 

W pętli niedoinwestowania

Jak pisze DGP ciepłownicy skarżą się, że są traktowani gorzej od branży energetycznej. Jednocześnie wyjaśniają, że ograniczenie opłat za ogrzewanie uniemożliwia przeprowadzenie odpowiednich inwestycji. A bez nich nie ma pieniędzy na unowocześnianie infrastruktury niezbędne do zmniejszenia kosztów i poprawy efektywności. Tymczasem ilość podmiotów korzystających z sieci ciepłowniczych z każdym rokiem wzrasta.