Polscy urzędnicy założą żółte kamizelki. Zapowiadają protest pod hasłem "dość jałmużny"

Po służbach mundurowych, celnikach i nauczycielach do strajku szykują się urzędnicy pracujący w rządowych instytucjach - pisze "Dziennik Gazeta Prawna". Na początek chcą założyć żółte kamizelki z napisem "Godna praca, dość jałmużny".
Zobacz wideo

Urzędnicy państwowych instytucji zapowiadają protest. Jak donosi "Dziennik Gazeta Prawna" niektórzy pracownicy budżetowi są zmęczeni niskimi pensjami i brakiem perspektyw na jakiekolwiek podwyżki.

Dlatego w przyszłym tygodniu część urzędników Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego założy żółte kamizelki z napisem "Godna praca, dość jałmużny". Możliwe, że do akcji przyłączą się inni.

Jeśli przyjmowanie interesantów w tak niecodziennych okolicznościach nie pomoże rozwiązać problemu niskich pensji, wynoszących często ok. 2000 zł, urzędnicy rozważają inne formy protestu. Wśród nich masowe zwolnienia lekarskie. Podobną taktykę zastosowali m.in. policjanci, którzy po długich miesiącach podwyżki wywalczyli. Na chorobowe chcą też iść nauczyciele. Tę formę protestu wykorzystali też pracownicy prokuratur.

Czytaj też: Urzędnik niższego szczebla zarabia mniej od kasjera w dyskoncie. Najgorzej mają sekretarki

Porządnie zarabiają tylko informatycy

Do tej pory jedyna grupa zawodowa, której udało się uzyskać płace zbliżone do rynkowych to informatycy. Zatrudnieni w Ministerstwie Finansów i innych rządowych instytucjach mogą liczyć na wyższe, wynoszące nawet 50 tys. zł pensje, dzięki zmianie przepisów. Pula środków przeznaczona na pensje nie jest jednak znacząco zwiększana. 

Według obliczeń firmy badawczej Sedlak&Sedlak, mediana wynagrodzeń w administracji publicznej w 2017 roku wyniosła 3450 zł brutto. Zarobki połowy badanych mieściły się w przedziale od 2750 do 4560 zł, czyli nie przekroczyły progu średniej krajowej.

Są też dostępne oficjalne dane GUS - jak na razie za rok 2016. Średnia pensja pracownika administracji publicznej wyniosła w tamtym czasie 5266 zł brutto. Przy wyliczeniu tej kwoty do jednego worka wrzucono znacznie wyższe wynagrodzenia osób zatrudnionych w ministerstwach razem z pensjami referentów z urzędów powiatowych, które są minimalne.