"Po wykupieniu leków o jedzeniu mogę pomarzyć". Czytelnicy o tym, dlaczego nie wystarcza im "do pierwszego"

42 proc. Polaków przyznaje, że czasami nie starcza im "do pierwszego". Na te doniesienia nasi czytelnicy zareagowali z rozżaleniem. Niektórzy przyznają, że zarabiają za mało. Część twierdzi, że powodów do utyskiwań nie ma - trzeba znaleźć dobrą pracę i dobrze zarządzać pieniędzmi.

Jak informowaliśmy, według ostatnich badań ING, 42 proc. Polaków przyznaje, że zdarza się, że wydają wszystkie pieniądze przed kolejną wypłatą. Nasz tekst na ten temat wywołał falę komentarzy. Głos zabrali zarówno ci, którym nie wystarcza pieniędzy, jak i ci, którzy uważają, że brak środków wynika tylko ze złego zarządzania domowym budżetem. Czy praca pozwala na godne życie? Wygląda na to, że nie zawsze. 

Część czytelników potwierdza doniesienia wynikające z badań:

Ja za samo komorne płacę 700 zł, do tego trzeba doliczyć inne media. Mam 1200 zł emerytury, po opłaceniu wszystkiego zostają mi grosze. Zaznaczam że nie palę, nie piję alkoholu i kawy. Muszę chyba też zrezygnować z jedzenia i czekać na śmierć. Mam 35 lat pracy i nie zawsze miałam najniższą krajową (wychowałam dwójkę dzieci). Teraz nie mam na życie i pewnie nie tylko ja, bo jest bardzo dużo emerytów którzy też tak mają

- twierdzi nasza czytelniczka. 

W dyskusji nie zabrakło też głosów osób, które znajdują się w skrajnie złej sytuacji. 

Moja renta nie wystarczyła nawet na opłacenie wszystkich rachunków. Po wykupieniu leków o kupnie jedzenia mogę tylko sobie pomarzyć. Mam astronomiczną rentę w wysokości 763 zł. Dzięki sąsiadce, która przynosi mi zupy, nie głoduję. Taka nasza rzeczywistość.

Bardzo interesujący głos dotyczył tego, że problem braku pieniędzy na koniec miesiąca trudno jednoznacznie ocenić.

Mamy realną biedę. I zaraz obok ludzi, którzy zarabiają, ale nie potrafią zarządzać pieniędzmi

- stwierdził czytelnik. 

Według niektórych opinii Polacy od lat zarabiają za mało i to powinno się zmienić.

Jesteśmy w Unii Europejskiej i powinniśmy zarabiać jak w Unii i mieć dobre emerytury. Wstyd dla wszystkich rządów, które rządziły i rządzą

- czytamy w komentarzu. 

Nie brakuje też sarkazmu.

No proszę, jacy jesteśmy niegospodarni. To wszystko przez te reklamy. Masz najniższą krajową? Zmień mieszkanie na mniejsze, wkręć jedną żarówkę, zapomnij o TV czy internecie, chodź spać z kurami, jedź głównie chleb bez dodatków, omijaj fryzjera i kosmetyczkę szerokim łukiem, chodź do pracy na piechotę

- wylicza czytelniczka. 

Jeden z komentujących zwraca uwagę na to, że problem biedy może być znacznie głębszy.

Prawdopodobnie pod dolną granicą godnej egzystencji żyje ogromna liczba ludzi, skrzętnie ukrywana przed publiczną informacją lub maskowana. To - jak sądzę - są ludzie starzy i samotni, renciści i emeryci, osoby niepełnosprawne, których systemy pomocy społecznej omijają lub skazują na niełatwe warunki wegetacji w ośrodkach oczekiwania na śmierć

- napisał komentujący.

Podobnego zdania jest inny czytelnik.

Sądzę, że ten procent może być wyższy, gdyż wiele osób ze wstydu nie przyznaje się, w jakiej biedzie żyje. Najczęściej jest tak, że ci najbiedniejsi nic na ten temat nie mówią

- stwierdził. 

Temat pieniędzy był też powodem zagorzałych dyskusji politycznych. Zwolennicy PiS argumentowali, że podwyżki są normalne, dostrzegalne w Europie. Wskazywali też na rosnące pensje. Ten argument spotkał się z odpowiedzią.

Nie płaci mi PiS, a pracodawca. Gdyby nie świetna koniunktura, nie byłoby podwyżek

- stwierdziła czytelniczka. 

Niektórzy czytelnicy uważają, że brak pieniędzy pod koniec miesiąca wynika ze złego gospodarowania środkami.

Pytanie, ilu z nich żyje w prawdziwej nędzy, a ile osób nie nawykło do oszczędnego życia. Słyszałem historie o osobach, które zarabiają po 10 tysięcy i też im do pierwszego nie starcza

- napisał jeden z czytelników. 

Czytaj też: "Ja jem kapustę, mój szef mięso; razem jemy gołąbki!" Wyjaśniamy dane GUS o 5274 zł przeciętnej pensji

Inny zwraca uwagę na to, że nie ma też problemów ze znalezieniem dobrej pracy.

Mieszkam w małym miasteczku, pracuję jak każdy i właśnie trzeba było dobudować parking dla pracowników. Auta kilku-, kilkunastoletnie zmieniają się dość szybko. Dwa samochody też nie są czymś dziwnym w rodzinie. Coraz częściej brakuje pracowników

- napisał.