Mięso z nielegalnego uboju krów z Polski w Europie. Trafiło m.in. do szkół i restauracji

Mięso pochodzące z chorych i padłych krów prawdopodobnie trafiło, łącznie z Polską, do 14 krajów unijnych - tak wynika z danych Komisji Europejskiej. Część z tych państw zlokalizowała już, gdzie dokładnie się znalazło.
Zobacz wideo

W Polsce trwa kontrola inspektorów Komisji Europejskiej. Do piątku mają sprawdzić między innymi, czy reakcja polskich władz na informacje o nielegalnym uboju bydła była właściwa i rozmawiać o uszczelnieniu systemu monitoringu w ubojniach.

To pokłosie reportażu, który ponad tydzień temu wyemitował kanał TVN24. Dziennikarze "Superwizjera" ujawnili w nim proceder nielegalnej produkcji mięsa z chorych lub padłych krów. Dochodziło do niego bez nadzoru weterynarza, nocami, w jednej z ubojni w powiecie Ostrów Mazowiecka.

Mięso z nielegalnego uboju w Europie

Z informacji Komisji Europejskiej wynika, że mięso z tego uboju trafiło - poza Polską - do 13 krajów UE: Czech, Estonii, Finlandii, Francji, Hiszpanii, Litwy, Łotwy, Niemiec, Portugalii, Rumunii, Szwecji, Słowacji i Węgier.

Czytaj też: Polskie mięso chorych krów wywołało panikę w Europie. "Spadają zamówienia. Wykorzystują moment"

Gdzie mogło trafić mięso z nielegalnego uboju w PolsceGdzie mogło trafić mięso z nielegalnego uboju w Polsce Gazeta.pl

Niektóre z tych krajów zlokalizowały już podejrzane dostawy. To na przykład Szwecja, gdzie podejrzane mięso zostało sprzedane firmie przygotowującej posiłki dla dzieci ze szkół i przedszkoli w Sztokholmie. Także na Słowacji wołowina z nielegalnego uboju miała trafić do szkół. Premier tego kraju zaapelował, by jadłodajnie kupowały mięso od słowackich dostawców. Również we Francji część sprowadzonego z Polski mięsa została sprzedana, a minister ds. europejski wezwała do wzmocnienia kontroli sanitarnej żywności, określając sprawę mianem "polskiego skandalu".

Podejrzenia w sprawie wołowiny z Polski mają Słowenia i Litwa.

Minister: incydentalna sprawa

Podczas poniedziałkowej konferencji przedstawicieli branży mięsnej oraz Głównego Lekarza Weterynarii szacowano, że straty z powodu afery mogą wynieść 600 mln zł. Producenci i hodowcy, a także służby weterynaryjne podkreślali w swoich wypowiedziach, że problem był incydentalny, a przez niego branża traci wizerunek, na jaki pracowała przez lata. Przedstawili tez swoje propozycje zmian, które miałyby zapobiec powtórzeniu takiego procederu w przyszłości.

To, że to pojedyncza sprawa wybijał także minister rolnictwa Jan Ardanowski. "Polskie rolnictwo znalazło się w stanie bardzo poważnego kryzysu z powodu incydentalnej sprawy nielegalnego uboju zwierząt. Sprawa ta została wyolbrzymiona do niewyobrażalnych rozmiarów" - mówił podczas konferencji