Brytyjskie media spekulują o przełożeniu Brexitu na 2021 rok. Narasta bunt przeciwko premier May

Theresa May zamierza przełożyć głosowanie w brytyjskim parlamencie najpóźniej na 12 marca, czyli zaledwie 17 dni przed brexitem. Nacisk na szefową brytyjskiego rządu zwiększa się - coraz więcej polityków na Wyspach chce przełożenia brexitu nawet o trzy lata - do roku 2021.
Zobacz wideo

Theresa May, jak już informowaliśmy, zamierza przełożyć głosowanie dotyczące brexitu najpóźniej na 12 marca, czyli zaledwie 17 dni przed terminem wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii. Oświadczenie wydała w trakcie swojej podróży do Sharm El-Shejk, gdzie trwa spotkanie unijnych przywódców z przywódcami państw arabskich. 

Brytyjskie media donoszą, że sytuacja na Wyspach staje się coraz bardziej napięta. Pojawiają się kolejne doniesienia o przełożeniu brexitu na później.

Bunt przeciwko May

W Izbie Gmin narasta ponadpartyjny bunt przeciwko premier. Buntownicy chcą zmusić Theresę May do odłożenia brexitu, by uniknąć wyjścia bez umowy. Ale "Daily Telegraph" donosi, że myśli o tym również Downing Street.

Dziennik informuje, że kancelaria premier May rozważa poproszenie Unii o to, by Królestwo mogło pozostać w Unii ok. dwóch miesięcy dłużej niż pierwotnie planowano. Po pierwsze dlatego, że ciągle nie ma przełomu w negocjacjach z Unią, po drugie - premier boi się dotkliwej wizerunkowej porażki w Izbie Gmin.

Na środę zaplanowano głosowanie brexitowe. Premier zgodnie z oczekiwaniami ogłosiła, że nie będzie to głosowanie nad nową wersją umowy, której po prostu nie ma, ale nad dalszymi krokami ws. wyjścia z Unii.

Członkowie parlamentu będą mieli szansę na przejęcie części kontroli nad wyjściem z Unii. Ponadpartyjną popularność zyskuje poprawka, która zmusić ma premier do odłożenia brexitu, jeśli do 13 marca Izba Gmin nie zatwierdzi nowego porozumienia. Według "Daily Telegraph" May może więc sama zasugerować przełożenie wyjścia z Unii na później, unikając buntu i porażki w głosowaniu.

Premier chce teraz, by głosowanie zatwierdzające brexit odbyło się najpóźniej 12 marca. A gdyby do tego czasu porozumienia nie było, gabinet miałby prosić Wspólnotę o dodatkowe dwa miesiące. Tymczasem "Guardian" i Bloomberg donoszą że Unia rozważa inny plan: zamiast braku umowy, ale też zamiast krótkotrwałego przedłużenia członkostwa, które mogłoby się okazać niewystarczające - związanie Brytanii z Unią aż do 2021 roku. To dałoby obu stronom więcej czasu na porozumienie ws. przyszłych relacji.

I mogłoby sprawić, że najbardziej kontrowersyjny element poprzedniej umowy - tzw. irlandzki bezpiecznik - mógłby zostać ominięty. Wariant ten wywołałby jednak opór ze strony twardych brexitowców w Partii Konserwatywnej.

Czytaj też: Jak twardy brexit wpłynie na Polaków? Uderzy w przedsiębiorców, zmiany też na rynku pracy

Wielka Brytania chce zyskać kilka miesięcy na dodatkowe negocjacje. W obliczu zbliżających się wyborów do Parlamentu Europejskiego brexit może być coraz większym problemem dla obu stron negocjacyjnego stołu.