Jutro, 15 marca, upływa termin, w którym sieci handlowe sieci handlowe muszą przekazać do urzędów marszałkowskich środki pochodzące z opłaty recyklingowej za rok 2018. Nową daninę wprowadzono na początku zeszłego roku. W zamyśle resortu środowiska miała ona zniechęcić Polaków do nadużywania toreb plastikowych oraz przynieść wymierne przychody. Ministerstwo szacowało je nawet na dwa miliardy złotych rocznie.
Dopłatą w wysokości 20 gr objęte są grube torby foliowe, te, które wiszą przy kasach. Torby cienkie czyli popularne "zrywki", do których pakujemy pieczywo lub warzywa, z dopłaty są wykluczone. I chociaż oficjalna wysokość wpływów z opłaty nie jest znana, to można spodziewać się, że ona znacznie niższa od zakładanej. Część sieci handlowych znalazło bowiem sposób, by nie obciążać konsumenta dodatkową opłatą. W przepisach mowa bowiem o torbach wykonanych z tworzywa o grubości 50 mikronów. Markety zaczęły więc zamawiać grubsze. Konsument zamiast płacić 70-80 groszy za torbę nadal płaci za nią ok 50-60 gr.
Henryk Kowalczyk, minister środowiska, w rozmowie z Money.pl już kilkanaście dni temu zapowiadał zmiany w prawie. Możliwe, że od 1 stycznia opłata recyklingowa obejmie wszystkie torby foliowe. "Kowalski" nie będzie więc miał wyjścia - albo nauczy się korzystać z posiadanych już "reklamówek", albo będzie płacił za ich używanie więcej, niż dziś.
Czytaj też: Polka na Antarktydzie: Przy silnym wietrze kamienie latają, a na święta niemal nie ma śniegu
Konieczność wprowadzenia opłaty recyklingowej wynika wprost z dyrektywy unijnej - przed Polską dopłaty do toreb plastikowych wprowadziło już wiele unijnych krajów - m.in. Irlandia, Wielka Brytania oraz Holandia.
Przeciętny obywatel Niemiec zużywa rocznie ok. 100 toreb foliowych, mieszkaniec Finlandii 5, a Danii - 4. Polacy biją pod tym względem rekordy - zużywają, według różnych szacunków od 300 do 490 toreb rocznie. Warto pamiętać, że taka torba rozkłada się 400 lat.