Prof. Smolar o brexicie: To jest bardzo upokarzające dla zwolenników. Muszą teraz prosić UE

Łukasz Kijek
Brytyjski parlament dał zielone światło, by poprosić UE o przesunięcie daty brexitu. Aby tak się stało, jednomyślnie muszą zgodzić się wszystkie państwa UE. Taka decyzja może zapaść najwcześniej podczas przyszłotygodniowego szczytu przywódców w Brukseli.

"Upokorzenie dla zwolenników brexitu"

- To co się stało jest upokarzające bardzo dla zwolenników brexitu, bo pokazuje że to Brytyjczycy proszą teraz Unię Europejską o przesunięcie terminu - mówi prof. Aleksander Smolar. Prezes Fundacji Batorego był gościem porannej rozmowy Gazeta.pl. Czasu jest coraz mniej, bo oficjalna data wyjścia Wielkiej Brytanii z UE to wciąż 29 marca

Zobacz wideo

Przesunięcie brexitu, ale na jak długo?

Brytyjska Izba Gmin zdecydowała w czwartek o opóźnieniu brexitu, czyli przedłużeniu artykułu 50. To jednak nie rozwiązuje problemów. Najpierw na zmianę daty musi się zgodzić UE, a wcześniej sami Brytyjczycy muszą ustalić ile dodatkowego czasu potrzebują. Theresa May ma dwie opcje. Pierwsza to odłożenie wyjścia na krótki termin, do 30 czerwca. By tak naprawdę się stało, premier May musi do 20 marca przepchać przez Izbę Gmin swoją umowę brexitową – umowę, którą ta izba odrzuciła już dwa razy. Jeśli to się nie uda, rząd zapowiada możliwość opóźnienia brexitu na dłużej, może nawet aż o kilkanaście miesięcy, nie podaje jednak konkretnego terminu.

UE musi się zgodzić 

Decyzja brytyjskiego parlamentu wcale nie wyklucza tzw. twardego brexitu. 29 marca wciąż pozostaje oficjalną datą rozwodu Londynu z Brukselą, bo na opóźnienie brexitu muszą jednomyślnie zgodzić się wszystkie kraje UE. 21 marca rozpocznie się szczyt Rady Europejskiej, na którym Wielka Brytania powinna przedstawić konkretną propozycję.

Więcej o: