Oficjalnie: W przyszłym tygodniu nie będzie brexitu. Jest zgoda UE na opóźnienie. Ale bardzo krótkie

Daniel Maikowski
Bruksela zgodzi się na przesunięcie brexitu do 22 maja, jeśli brytyjska Izba Gmin przyjmie umowę z Unią Europejską wynegocjowaną przez rząd Theresy May. Jeśli posłowie umowę odrzucą, to brexit może nastąpić już 12 kwietnia.

Plan nakreślony przez Radę Europejską zakłada dwa scenariusze: Jeśli posłowie Izby Gmin w przyszłym tygodniu przegłosują porozumienie z UE, to brexit nastąpi 22 maja. Jeśli znów zagłosują przeciwko, to do 12 kwietnia Londyn ma czas, aby przedstawić Brukseli swoją propozycję dalszych działań. Jeśli tego nie zrobi, czeka nas twardy brexit.

Rada Europejska zgadza się na przedłużenie [brexitu - red.] do 22 maja, jeśli w przyszłym tygodniu Izba Gmin przegłosuje porozumienie. Jeśli porozumienie nie zostanie zatwierdzone przez Izbę Gmin w przyszłym tygodniu, Rada Europejska zgodzi się na przedłużenie do 12 kwietnia, oczekując że do tego czasu Wielka Brytania wskaże dalszą drogę działań

- czytamy w konkluzjach przyjętych przez Radę Europejską.

W skrócie oznacza to, że jeśli posłowie odrzucą porozumienie, to Theresa May stanie przed wyborem: brexit bez umowy lub dalsze opóźnienie ale prawdopodobnie przy założeniu, że do 12 kwietnia London  zobowiąże się do udziału w wyborach do Parlamentu Europejskiego.

Mówiąc prościej: brexit odbędzie się 12 kwietnia, 22 maja, jeszcze później lub w ogóle. No dobrze, wcale nie jest prościej, co pokazuje, że po unijnym szczycie wciąż wiemy niewiele.

Kluczowe głosowanie w przyszłym tygodniu

W przyszłym tygodniu w brytyjskiej Izbie Gmin odbędzie się trzecie głosowanie nad umową z Unią Europejską. Porozumienie zostało już dwukrotnie odrzucone. Theresa May będzie więc musiała niemalże "stanąć na głowie", aby przekonać posłów do zmiany zdania.

Ostatnio wychodzi jej to kiepsko. Głośnym echem odbiło się wczorajsze wystąpienie May, która nie pozostawiła suchej nitki na parlamencie, obarczając posłów  odpowiedzialnością za brexitowe fiasko. Komentatorzy zwracają uwagę, że takie wypowiedzi nie przysporzą jej zwolenników. Po obu stronach sceny politycznej daje się słyszeć nawoływania do dymisji.

Nie wierzę, że wczorajsze wystąpienie premier przekonało chociaż jednego posła, aby wsparł tę lekkomyślną strategię, która zaprzecza naszemu narodowemu interesowi i demokratycznej tradycji. Zmuszanie posłów do poddania się nie służy niczemu. Przynosi pogardę dla rządu, parlamentu i demokracji

- mówił w czwartek Dominic Grieve, brytyjski konserwatysta i były prokurator generalny.

Więcej o: