Były wiceminister zdrowia: dyrektorowi szpitala często nie zależy na tym, żeby SOR działał dobrze

Jednym ze źródeł problemów SOR-ów są finanse - Szpitalne Oddziały Ratunkowe w większości przypadków przynoszą straty. Do tego dochodzi niewydolność systemu opieki zdrowotnej w innych obszarach. Kończy się to tak, że dyrektorom szpitali, szczególnie w aglomeracjach, wcale nie zależy na tym, żeby SOR w ich szpitalu działał bardzo dobrze - uważa Jakub Szulc, były wiceminister zdrowia.
Zobacz wideo

W Sosnowieckim Szpitalu Miejskim 39-letni mężczyzna zmarł po wielu godzinach oczekiwań na izbie przyjęć. W Szpitalu Powiatowym w Zawierciu 21-letnia kobieta w ciąży została przeniesiona z SOR-u na oddział specjalistyczny (udarowy) dopiero, kiedy jej stan bardzo się pogorszył, 35-latek z Wodzisławia czekał 10 godzin na izbie przyjęć, a potem był wożony karetką od szpitala do szpitala - zmarł w wyniku zawału. W ostatnich dniach dociera do nas coraz więcej informacji o zaniedbaniach na szpitalnych oddziałach ratunkowych i izbach przyjęć. Minister zdrowia zapowiedział kontrole i zmiany, a my zapytaliśmy o to, co leży u źródeł niewydolności SOR-ów.

Maria Mazurek, Next.gazeta.pl: Z czego wynikają problemy SOR-ów? Czy można je powiązać z kwestiami finansowymi?

Jakub Szulc, były wiceminister zdrowia, dyrektor w EY: Finanse to jest na pewno jedna z przyczyn, dla których dzieją się u nas takie rzeczy. To wynika z bardzo prostej kwestii: działalność szpitalnego oddziału ratunkowego czy izby przyjęć jest działalnością na poziomie finansowym zero minus, czyli w najlepszym wypadku można próbować tę działalność zbilansować, a w większości przypadków przynosi ona straty. Dyrektor szpitala w takiej sytuacji musi bardzo mocno zwracać uwagę na to, jaki ma poziom zatrudnienia, jakie są koszty osobowe na jego SOR-ze, czyli mówiąc krótko, stara się szukać oszczędności tam, gdzie to jest możliwe.

Ponieważ finansowanie jest takie, jakie jest, to dyrektor szpitala, organizując pracę SOR czy organizując pracę izby przyjęć, mocno musi kalkulować, czy zatrudnienie na przykład dodatkowego lekarza na szpitalnym oddziale ratunkowym nie spowoduje sytuacji, w której tak naprawdę cały szpital będzie szedł pod wodę.

To problemy finansowe powodują ogromne kolejki na takich oddziałach?

Między innymi. Pacjenci czekają także dlatego, że obsada zatrudniona na SOR czy izbie przyjęć nie jest w stanie po prostu fizycznie w krótszym czasie tych pacjentów obsłużyć.

Ale trzeba jasno i wyraźnie powiedzieć, że sprawa pieniędzy to jeden z problemów jednak zdecydowanie nie jedyny. Niedobory kadrowe w służbie zdrowia to nie jest kwestia wyłącznie tego, ile ludziom płacimy, ale też, a bywa, że przede wszystkim, sprawa braku dostępności wykwalifikowanych pracowników personelu medycznego.

Mamy za mało takich pracowników, by pokryć zapotrzebowanie na świadczenia, medycynę ratunkową, izbę przyjęć.

Druga rzecz jest taka, że żaden szpital nie może zrezygnować z prowadzenia izby przyjęć albo SOR, bo to warunek przyjęcia do sieci.

Jakie byłyby skutki finansowe dla szpitala, jeśli przestałby on prowadzić SOR?

Jeśli w szpitalu przestaje funkcjonować izba przyjęć czy szpitalny oddział ratunkowy, to ta placówka z automatu wypada z sieci, czyli przestaje dostawać pieniądze na inne rodzaje świadczeń. Jeżeli szpital rezygnuje po prostu z SOR-u, to znaczy, że nie udziela pomocy w trybie nagłym, działa w trybie planowym. Z punktu widzenia naszego prawa i przepisów państwowego systemu zabezpieczenia lecznictwa szpitalnego taka sytuacja jest niedopuszczalna. Taki szpital z jednej strony ma oczywiście niższe koszty, ale z drugiej przestaje otrzymywać pieniądze na pozostałe oddziały, które są finansowane w ramach ryczałtu ze środków Narodowego Funduszu Zdrowia. Nikt się na to nie zgodzi.

Kwestia pieniędzy to jedna sprawa. A jakie są niefinansowe przyczyny problemów SOR?

Wielu pacjentów zjawia się na izbie przyjęć czy SOR-ze nie dlatego, że nie mogą być zaopatrzeni w inny sposób, tylko dlatego, że wiedzą, że pozostałe filary ochrony zdrowia po prostu nie działają. Taki pacjent sobie myśli: "ja pójdę do lekarza rodzinnego na przykład z bolącą głową, a on skieruje mnie do specjalisty, do którego jest półroczna kolejka, specjalista da skierowanie, a z wynikami muszę do niego wrócić przez lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Tak naprawdę, zamiast zajęcia się tym problemem natychmiast, powstaje się dziewięcio-, dziesięciomiesięczny czas oczekiwania. Tymczasem, jeśli zjawiam się na SOR i mówię, ze mam nieustające bóle głowy, zawroty i nie jestem w stanie funkcjonować, to nikt mnie z takiego szpitala nie wypuści bez wykonania diagnostyki".

Pacjenci na izbie przyjęć i SOR to są bardzo często osoby, które omijają niewydolność systemu w innym obszarze. Drugi wymiar jest taki, zwłaszcza w dużych aglomeracjach, że dyrektorowi szpitala wcale nie zależy na tym, żeby jego SOR działał bardzo dobrze.

Dlaczego?

Bo to mogłoby sprawić, że taki SOR stałby się jeszcze bardziej popularny wśród pacjentów, którymi powinno się zaopiekować w innym trybie, nie nagłym. A zajmując się takimi pacjentami, wykonując badania i zabiegi na cito, szpital ma mniej miejsca i czasu na pacjentów planowych. Dyrektor musi brać to pod uwagę. Znam takie szpitale, które nie mają dużych oddziałów 50-60 łóżkowych, w których już prawie nie wykonuje się planowych zabiegów.

Mówił pan, że oddziały SOR są często deficytowe. Z czego to wynika?

Szpitalne Odziały Ratunkowe finansowane są ryczałtowo, ale te pieniądze w większości przypadków nie pokrywają kosztów opieki nad pacjentami, którzy tam trafiają. Do tego dochodzi przeładowanie SOR, między innymi dlatego, że trafiają tam pacjenci, którzy mogliby i powinni zostać obsłużeni gdzie indziej.

Co należałoby zrobić, żeby naprawić sytuację na SOR-ach, zmniejszyć kolejki i poprawić jakość świadczenia usług?

Do zmiany są dwie kwestie. Pierwsza wiąże się z wymiarem finansowym. Finansowanie powinno być na takim poziomie, żeby szpitale miały możliwość przynajmniej wyzerowania kosztów działalności SOR-ów. Do tego trzeba zająć się pozostałymi filarami opieki zdrowotnej - Podstawową Opieką Zdrowotną i Ambulatoryjną Opieką Specjalistyczną. Pacjenci powinni być tam leczeni w takich terminach, żeby nie próbowali obejść systemu, zgłaszając się od razu na SOR. Teraz ten system jest po prostu niewydolny.

Zobacz wideo
Więcej o: