Strajk nauczycieli. Rząd wie, że stary numer nie wypalił. Wybrał walkę w klinczu. Czas na ciosy poniżej pasa?

Po przeprowadzonym uderzeniu, obie strony okopały się na swoich pozycjach i wyczekują komu pierwszemu puszczą nerwy. Rząd już wie, że niedzielne porozumienie z "Solidarnością" jest niewystarczające. Nauczyciele zobaczyli, że nie są sami, a ich protest zyskał spore wsparcie w społeczeństwie. Na szybkie rozwiązanie konfliktu się nie zanosi, ale na razie przewagę mają związkowcy. Bardzo ważna dla całego procesu negocjacji może być środa.
Zobacz wideo
Najbardziej boję się tego, że teraz zacznie się zaglądanie do mieszkań, garaży i sprawdzanie, gdzie jeździmy na wakacje. Osobiście najbardziej nie lubię tego etapu w negocjacjach ze stroną rządową

- mówi nam nieoficjalnie jedna z osób, która uczestniczy w Radzie Dialogu Społecznego. Zarówno związkowcy, jak i rząd doskonale zdają sobie sprawę, że to dopiero początek twardego boju. Sprawę strajku nauczycieli będzie trzeba załatwić, bo nie można w nieskończoność trzymać dzieci i ich rodziców w niepewności. Stres i popełnione błędy mogą okazać się dla obu stron bardzo kosztowne.

Rząd już wie, że stary numer z "Solidarnością" tym razem nie wypalił. Podobny manewr zadziałał na przykład podczas protestów pracowników sądów. Nauczyciele na ten chwyt nie dali się złapać. Nie wystraszyli się tego, że odbiór społeczny ich protestu, w obliczu porozumienia z "Solidarnością", legnie w gruzach. Nic takiego nie miało miejsca, a wręcz przeciwnie, to na nauczycielską "Solidarność" wylała się fala krytyki. Wystarczy wspomnieć, że nawet w samej "Solidarności" wielu nauczycieli odrzuciło podpisane porozumienie. Centrala związku zaapelowała nawet do swoich członków o nieprzyłączanie się do akcji. W komunikacie przesłanym mediom, Krajowa Sekcja Oświaty i Wychowania NSZZ "Solidarność" wzywa do "nieulegania presji i tendencyjnym informacjom".

Poniedziałek i wtorek - strategia na wyczekanie

Taktyka negocjacyjna na razie jest prosta, czyli róbmy swoje. Rząd podpisał porozumienie i realizuje własny plan punkt po punkcie. W niedzielę ogłoszono "sukces wicepremier Szydło", w poniedziałek od rana badano reakcję rodziców i analizowano skalę protestu (MEN podał, że strajkuje niespełna 50 proc. szkół - red.). Przy okazji zrzucano odpowiedzialność na ZNP i apelowano o troskę nad uczniami. W południe odbyła się długa konferencja prasowa z omówieniem szczegółów propozycji dla nauczycieli. To wszystko dobra mina do złej gry. Rząd wie, że druga strona jest pod presją, a w takiej sytuacji łatwo o popełnienie błędu. 

Nauczyciele natomiast w poniedziałek pokazali, że są ogromnie zdeterminowani. Nigdy wcześniej nie mieli tak mocnych argumentów za podwyżkami. Dlaczego? Bo rząd sam rozpalił takie nastroje społeczne. Wystarczy przypomnieć, że prezes Jarosław Kaczyński kilka tygodni temu ogłosił pięć obietnic za ponad 40 miliardów złotych. Podwyżki dla nauczycieli według propozycji ZNP stanowiłyby około 20 proc. z tej kwoty. Jednocześnie rząd chwali się na lewo i prawo bardzo dobrą sytuacją budżetową, gospodarka rośnie realnie w blisko pięcioprocentowym tempie, a pensje w edukacji w relacji do średniej krajowej topnieją z roku na rok. Kiedy, jeśli nie teraz, walczyć o wyższe pensje? Oliwy do ognia dolał ten sam prezes Jarosław Kaczyński, który w weekend rolnikom obiecał dopłaty na trzodę chlewną. Ta ostatnia propozycja miała zadziałać na związkowców, którzy brali udział w niedzielnych negocjacjach, jak płachta na byka. - To był szok dla związkowców, nie ukrywali oni swojego rozgoryczenia. Zwłaszcza, że o sytuacji w szkolnictwie podczas sobotniej konwencji nie było mowy - dodaje nasz rozmówca z Rady Dialogu Społecznego. 

Środa, czyli pierwsze starcie

Środa może okazać się kolejnym ważnym przystankiem w tej negocjacyjnej grze. To będzie przede wszystkim test dla nauczycieli. Pierwszy ważny egzamin z determinacji, bo 10 kwietnia rozpoczną się ogólnopolskie testy gimnazjalne. Sytuacja jest o tyle skomplikowana, że nawet Centralna Komisja Egzaminacyjna nie wie, w których szkołach nie dojdzie do owych egzaminów. Sam szef CKE zaapelował do rodziców, by bez względu na wszystko tego dnia wysłali dzieci na egzaminy. Jeśli do nich nie dojdzie, kolejny możliwy termin gwarantowany przez ustawę przypadanie w czerwcu.

Oczywiście będzie to także dzień testu dla strony rządowej. Jeżeli okaże się, że egzaminy masowo będą odwoływane, politycy nie będą mogli po prostu powiedzieć, że to tylko i wyłącznie wina nauczycieli. Skoro wicepremier uznała niedzielne negocjacje za sukces, to bardzo trudno będzie wytłumaczyć, że ten sukces zaprowadził do pustych szkół.

W tej sytuacji scenariuszy może być kilka. Obie strony mogą zacząć grać na wyniszczenie przeciwnika. Rząd ma w tym spore doświadczenie, bo w ostatnich miesiącach robił to skutecznie na przykład podczas protestu lekarzy rezydentów i rodziców osób niepełnosprawnych. Wówczas po wielodniowym starciu udało się osłabić zapał protestujących. Politycy byliby jednak naiwni, gdyby uwierzyli, że nauczyciele nie odrobili lekcji z historii. ZNP i FZZ wiedzą, że poparcie dla ich protestu jest relatywnie wysokie. W czasie trwającej kampanii wyborczej do Parlamentu Europejskiego PiS-owi niekoniecznie musi zależeć na eskalowaniu napięcia.

A może jednak wtorek?

Jeśli nie eskalowanie napięcia, to próba powrotu do rozmów. To mogłoby się wydarzyć jeszcze we wtorek na przykład po południu. W środę byłoby już za późno. Wyjściem z sytuacji byłoby wkroczenie na scenę nowych graczy. Ze strony rządu swoją propozycję mógłby przedstawić sam premier Mateusz Morawiecki. Po stronie nauczycieli w cień prawdopodobnie musiałby się usunąć sam Sławomir Broniarz.

Nie ma też wątpliwości, że obie strony musiałyby urealnić swoje oczekiwania. To musiałaby być sytuacja, w której każda ze stron ogłasza sukces, choć odchodzi od stołu negocjacyjnego ze skwaszona miną. To wciąż możliwe, ale trzeba przyznać, że nieczęsto stosowane przez obecny rząd. Poprzednie spory rządu ze związkowcami w minionych latach udowodniły, że walka w zwarciu i nieczyste ciosy mogą prowadzić do wygranej na punkty. 

Strajk nauczycieli - najważniejsze informacje:

"Strajk nauczycieli był oczywisty". Wystarczy spojrzeć na ten jeden wykres

Strajk nauczycieli nic nie da? Lekarze rezydenci ostrzegają: Bądźcie ostrożni i czujni! Zostaliśmy oszukani

Strajk nauczycieli. Szef CKE radzi: Przyjdźcie na egzamin

Strajk nauczycieli. "Solidarność sprzedała nauczycieli. Tak samo jak w LOT. Dramat z tym związkiem"

Strajk nauczycieli. Witold Waszczykowski:"Mogę prowadzić lekcje". Pomóc chce też Pawłowicz

Ekspert: Nauczyciele to zdecydowanie najtrudniejszy przeciwnik rządu

Jak długo będzie trwał strajk nauczycieli? Dorota Gardias: Przypominam, że białe miasteczko było miesiąc

Zobacz wideo
Więcej o: