Sukces Mateusza Morawieckiego. Stworzył swój własny podatek. Przelew z OFE to miliardy na obietnice [ANALIZA]

Łukasz Kijek
A miało być tak pięknie. Premier obiecał, że "odda Polakom" pieniądze gromadzone przez lata w OFE. Nie dodał, że przy okazji wprowadzi opłatę przekształceniową. To oczywiście tylko oficjalna nazwa. W rzeczywistości opłata przekształceniowa to nic innego, jak wart miliardy złotych nowy "podatek Morawieckiego".
Zobacz wideo

Na kontach w Otwartych Funduszach Emerytalnych leży dziś gigantyczna suma około 160 miliardów złotych gromadzona przez lata przez miliony Polaków na ich przyszłe emerytury. Ta góra pieniędzy stała się łakomym kąskiem dla rządu. Przypomnę, że już w maju 2016 Mateusz Morawiecki przedstawił swoją wizję zmian w OFE. Wówczas pieniądze miały trafić do IKZE (Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego), a o "opłacie przekształceniowej" nie było ani słowa.

Temat OFE dziwnym trafem powrócił zaraz po słynnym wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego, który ogłosił pakiet pięciu wycenionych na ponad 40 miliardów złotych rocznie obietnic wyborczych.

Poszukiwanie sposobów finansowania tzw. "piątki Kaczyńskiego" wywołało przecież sporo napięć pomiędzy premierem a minister finansów. Dziś już wiemy, że Morawiecki i Kaczyński mieli asa w rękawie, a było nim m.in. sięgnięcie po pieniądze z OFE. Jedyna trudność polegała tylko na tym, jak to sprzedać medialnie i gdzie uszczknąć małe co nieco dla budżetu państwa.

Medialnie premier zaczął rozgrywać temat już kilkanaście dni temu, gdy publicznie zaczął mówić o tym, że "odda Polakom pieniądze zgromadzone w OFE". Chwytliwe hasło "oddamy pieniądze" miało sprawić, że wszystkim zaświecą się oczy. Gdy premier toczył swoją medialną grę, równolegle w ministerstwie finansów trwały skomplikowane analizy prawne tego, czy da się szybko przy przeprowadzaniu tej operacji skubnąć kilkadziesiąt miliardów złotych do budżetu. Tak powstał wariant z opłatą przekształceniową w wysokości 15 proc. 

Nowy podatek Morawieckiego

Już sama nazwa opłata przekształceniowa jest ciekawym zabiegiem retorycznym. Chodziło zapewne o to, żeby nikt nie mógł wprost powiedzieć, że jest to nowy podatek. Rząd wymyślił, że podczas przelewania pieniędzy z OFE do IKE (Indywidualne Konta Emerytalne) naliczy 15 procent opłaty. W rzeczywistości jest to jednak podatek, który Polacy mieli zapłacić standardowo już na emeryturze. Dziś składka emerytalna jest odliczana od dochodu w PIT, a sama emerytura wypłacana z ZUS jest opodatkowana. Cała zagrywka miała polegać na tym, żeby nie trzeba było czekać wiele lat, bo pieniądze potrzebne są już dziś. I tak powstała historyjka o tym, że przy przeniesieniu środków z OFE do IKE powinna zostać pobrana opłata przekształceniowa. W rzeczywistości można śmiało powiedzieć, że jest to nowy "podatek Morawieckiego".

Premier i jego doradcy wymyślili, że przeniesienie pieniędzy do IKE musi zostać tak zrobione, żeby nie powstało wrażenie, że ktoś dostaje pieniądze z OFE bez podatku. Powstała więc cała teoria, że w momencie prywatyzacji tych pieniędzy, żeby zachować równe zasady, powinien powstać jakiś zryczałtowany podatek. I tak właśnie zrodziło się owe 15 procent opłaty. Tak na marginesie - z naszych nieoficjalnych informacji wynika, że pierwotnie miała ona wynosić zaledwie 10 procent. A od wielu dni w ministerstwie finansów prowadzono skomplikowane analizy prawno-podatkowe, czy w ogóle da się taką operację przeprowadzić. Od tych analiz miał właśnie zależeć ostateczny kształt zmian w OFE. Jak widzimy, ten wariant wygrał z trzema innymi, które przez wiele dni leżały na stole. Dlaczego ten? Bo kluczowy był błyskawiczny zastrzyk gotówki do budżetu. 

Ile będzie z nowego podatku Morawieckiego? 

Nowy podatek Morawieckiego łatwo policzyć. Skoro w OFE jest około 160 miliardów złotych, to przy założeniu, że wszystkie pieniądze trafią do IKE, budżet zyska około 24 miliardów złotych w wariancie najbardziej optymistycznym. Opłata ma być rozłożona na dwa lata. Dla porównania - to równowartość całego programu Rodzina 500 plus w obecnym kształcie albo ponad dwa razy więcej, niż będzie kosztowała "trzynasta" emerytura. 

Kluczowe są też daty. Jak wynika ze wstępnych założeń pomysłu, opłata przekształceniowa byłaby pobrana już w 2020 r., ewentualnie byłaby "rozciągnięta" na dwa lata - po 7,5 proc. w latach 2020-2021.

Chcemy, żeby te pieniądze zostały raz na zawsze zwolnione z podatku. Chcemy, żeby w momencie przejścia na emeryturę te pieniądze nie były już obłożone podatkiem dochodowym ani podatkiem od zysków kapitałowych - tłumaczył Morawiecki.

Te gigantyczne pieniądze mogą mieć ogromne znaczenie także z punktu widzenia polityki. Poduszka bezpieczeństwa z OFE może pozwolić PiS-owi nie tylko zrealizować obietnice warte dziesiątki miliardów złotych przed wyborami, lecz także, co chyba ważniejsze, da dodatkowy rok lub nawet dwa lata spokoju w budżecie po wyborach. W sytuacji, gdy kończą się ekstra dochody z uszczelniania VAT, a w gospodarce nadchodzi spowolnienie gospodarcze, dopalacz z OFE może okazać się nieocenionym paliwem politycznym.

Morawiecki odda i przy okazji weźmie do budżetu

Warto na chwilę wrócić jeszcze do słów o "oddawaniu Polakom ich pieniędzy". W rzeczywistości rząd dokona prywatyzacji oszczędności emerytalnych, a przy okazji już teraz zainkasuje podatek. Można zapytać, co to za oddawanie pieniędzy, skoro nikt ich nie będzie mógł ruszyć aż do momentu przejścia na emeryturę. W rezultacie rząd będzie miał miliardy z podatku już teraz, a Polacy będą mieli pieniądze z IKE dopiero za kilka, kilkanaście lub kilkadziesiąt lat.

To oznacza, że po przelaniu pieniędzy z OFE do IKE dla nas wszystkich właściwie niewiele się zmieni. Przecież dziś też każdy oszczędzający w OFE musi czekać aż do emerytury, żeby mógł skorzystać z tych pieniędzy. Teraz będzie czekał tak samo, tylko listy z informacjami będą przychodzić nie z OFE, ale z IKE. Najważniejsze, co wydarzy się teraz, to gigantyczny przelew gotówki do rządu. Czy w IKE tym pieniądzom będzie lepiej niż w OFE? Nie wiadomo. To dyskusja raczej akademicka albo nawet filozoficzna, a rządowi zapewne zależy, żebyśmy się trochę o to pospierali. Pamiętajmy jednak, że to sprawa drugorzędna. To, że pieniądze przyszłych emerytów zmienią, adres nie sprawi, że ich przyszłość będzie bardziej dostatnia.

Mniejszy kapitał, mniejsza emerytura

Mało kto zwraca też uwagę na to, że przeniesienie pieniędzy z OFE do IKE uderza w coś, co jest abecadłem gromadzenia pieniędzy na emeryturę. Im większy kapitał początkowy, czyli im więcej zgromadzonych pieniędzy w momencie przechodzenia na emeryturę, tym większa szansa na wyższe świadczenie. Co robi rząd? Zabiera z OFE już teraz 15 procent i tym samym pomniejsza nasz zgromadzony kapitał. W zamian emeryt ma być zwolniony z podatku w przyszłości, ale marne to pocieszenie przy zmniejszonym o 15 proc. zgromadzonym kapitale. 

Zobacz wideo
Więcej o: