Strajk nauczycieli zawieszony. Nauczycielka: "Metody rządu są trochę mafijne"

- Odebranie autonomii radom pedagogicznym i dyrektorom tzw. ustawą maturalną oraz to, że była ona procedowana z pogwałceniem absolutnie wszelkich zasad stanowienia prawa, pokazało, że nie mamy do czynienia z negocjatorami. To są niestety trochę mafijne metody - mówi w rozmowie z next.gazeta.pl Iga Kazimierczyk, nauczycielka i prezeska Fundacji Przestrzeń dla edukacji.
Zobacz wideo

Mikołaj Fidziński, next.gazeta.pl: Związek Nauczycielstwa Polskiego zawiesza strajk nauczycieli. To w Pani opinii dobra decyzja?

Iga Kazimierczyk, nauczycielka i prezeska Fundacji Przestrzeń dla edukacji: Na pewno byłoby lepiej, gdyby postulaty nauczycieli zostały spełnione. Tym bardziej, że rząd wiedział o nich od stycznia, to nie była żadna niespodzianka. 

Natomiast to, co wydarzyło się wczoraj - to było dużo bardziej niż zaskakujące. Odebranie autonomii radom pedagogicznym i dyrektorom tzw. ustawą maturalną [w sytuacji niezebrania się rady pedagogicznej umożliwi ona klasyfikację uczniów klas maturalnych przez dyrektora szkoły albo nauczyciela wyznaczonego przez dyrektora lub samorząd, np. wójta, burmistrza, prezydenta - red.] oraz to, że była ona procedowana z pogwałceniem absolutnie wszelkich zasad stanowienia prawa, pokazało, że nie mamy do czynienia z negocjatorami. Będę się gryzła w język, ale to są niestety trochę "mafijne" metody, kiedy przeciwnika próbuje się zakasować nie dość, że brutalnie, to jeszcze niezgodnie z prawem i zasadami współpracy. 

Ktoś ten strajk wygrał, ktoś przegrał?

W sytuacjach konfliktowych, a strajk taką jest, nigdy nie ma wygranych ani przegranych. Ani rząd niczego nie wygrał tym, że strajk się zakończył, ani nauczyciele niczego nie przegrali tym, że się ze strajku wycofali. 

Nauczyciele ustawą maturalną stracili ostatni argument?

Nie, nie chodzi o to. To, co zaproponował rząd, było dramatycznie niezgodne z duchem i literą prawa. 

Czytaj też: Nauczyciele z Poznania nie zgadzają się z decyzją ZNP. Nie chcą zawieszać strajku

We wrześniu strajk zostanie odwieszony, czy rząd do tego czasu porozumie się z nauczycielami?

Widzę, że środowisko nauczycieli jest dosyć zaskoczone dzisiejszą decyzją ZNP. Niektórzy są rozgoryczeni, inni przyjmują to z ulgą. Wiadomo, że jeśli ktoś zainwestował swoją energię i czas w to, żeby wytrwać w takich proteście przez prawie trzy tygodnie, to będzie miał w stosunku do tego gwałtowne emocje - pozytywne lub negatywne.

Jeśli strajk udałoby się odwiesić od września, to będzie to wyjątkowo nieciekawy moment dla ekipy rządzącej. Po pierwsze - będzie to wejście podwójnego rocznika w system. To już na "dzień dobry" będzie niewyobrażalny bałagan. Druga sprawa - będzie się to działo tuż przed wyborami.

Rząd będzie miał jednak świeży argument o kolejnych podwyżkach, które są obiecane właśnie od września?

Tak, ale na szczęście po 18 dniach strajku w większości ludzie wiedzą, jak te podwyżki wyglądają. ZNP i nauczyciele bardzo dobrze odrobili lekcję bezpośredniej komunikacji medialnej z dziennikarzami i internautami, np. użytkownikami Facebooka i Twittera. Każdy ma kalkulator i jest w stanie sobie to przeliczyć. 

To jest ta mocna rzecz, którą udało się nauczycielom z tego strajku "wyjąć". W zasadzie chyba można powiedzieć, że skończyliśmy tym strajkiem rozmowę o 18 godzinach pracy w tygodniu nauczycieli. Już ten argument nie będzie mógł padać, bo w zasadzie wszyscy, którzy przyglądali się tej sprawie, wiedzą, że praca nauczyciela tak nie wygląda. I że rzeczywiście jest ona wyjątkowo nisko opłacana.

Z drugiej strony mamy dzisiejszą propozycję prezesa Kaczyńskiego - o której pisze "Dziennik Gazeta Prawna" - tj. danie nauczycielom możliwości wyboru wyższego niż 18 godzin pensum w zamian za nieco wyższe zarobki [a także wcześniejszy wiek emerytalny dla nauczycieli - red.].

Tak, tylko to jest cały czas ten sam pomysł, który się pojawia w kolejnej, odświeżonej wersji. Pomysł podwyżek w zamian za więcej godzin "przy tablicy" był jedynym, który przygotowała pani premier Szydło na to, żeby się porozumieć z nauczycielami. Jak szybko nauczyciele przeliczyli, de facto oznacza on obniżkę wynagrodzenia, bo przy większym pensum wzrastają też dodatkowe godziny ich pracy. A te są poza pensum. 

Nie jest to więc żadna propozycja. To jest tylko po to, żeby chyba mieć coś na stronie i móc powiedzieć coś w wieczornym wydaniu "Wiadomości" czy w trakcie wywiadu. Nikt z nauczycieli tego pomysłu nie przyjmuje poważnie.

Czytaj też: Kaczyński proponuje nauczycielom szybsze emerytury i wyższe pensum. Co to oznacza? Liczymy

Wybiera się Pani na jutrzejszy "okrągły stół" edukacyjny na Stadionie Narodowym?

Nie wybieram się. Nie dostałam jako prezeska fundacji zaproszenia na ten "okrągły stół", chociaż pro bono napisałam kilkaset stron opinii merytorycznym do ustaw procedowanych w MEN. Mam też z MEN dwie sprawy wygrane przez Naczelnym Sądem Administracyjnym. Zaproszenia jednak do nas nie wysłano.

Nawet jednak, jeślibyśmy je otrzymali, to i tak nie mielibyśmy możliwości skorzystać z tego uczestnictwa. 

Dlaczego?

Do tej pory nikt nie wie, jakie będą zasady tego spotkania, jaki będzie jego program, kto będzie w nim uczestniczył. I przede wszystkim - czemu ono będzie służyło. Dyskusję o edukacji planuje się wtedy, kiedy planuje się coś w niej zmienić, a nie kiedy jesteśmy w zasadzie trzeci rok po reformie.

To już za późno.

Traktujmy ludzi poważnie. Prekonsultacje albo spotkania, w trakcie których ustala się priorytety dotyczące pracy resortu, trwają wiele godzin albo tygodni. Są przygotowywane na podstawie agendy, materiałów - gdzie rzeczywiście wiedzę ekspercką nauczycieli traktuje się poważnie. A nie, że zaprasza się 900 chętnych czy ilu będzie wylosowanych, i daje im się po minutę na wypowiedź.

Warto przy okazji przypomnieć, że w 2016 r. debata "Uczeń. Rodzic. Nauczyciel" odbyła się. Tyle, że do tej pory nie wiemy, co na niej ustalono. MEN od 2016 r. uparcie twierdzi, że to były ustalenia wewnętrzne i my w zasadzie nie musimy wiedzieć, co ministerstwo ustaliło - chociaż tytuł tej debaty wpisało w uzasadnienie ustawy zmieniającej system oświatowy w 2016 r. Czyli ministerstwo wpisało w uzasadnienie coś, czego nikt z nas nie zna, nigdy nie widział, nie może sprawdzić. 

Działajmy z Greenpeace na rzecz ochrony oceanów i ich mieszkańców. Jeśli chcesz pomóc - wpłać datek >>

embed
Zobacz wideo
Więcej o: