PiS straszy euro. Były minister w rządzie Tuska: Przeliczenie mil na kilometry nie zmieni odległości

Łukasz Kijek
- Stawianie znaku równości pomiędzy przyjęciem waluty euro i rezygnacją z suwerenności jest bardzo dużym nadużyciem - mówi Ludwik Kotecki. Były wiceminister finansów i pełnomocnik rządu Donalda Tuska ds. wprowadzenia euro odpowiada m.in. na argumenty PiS, które stały się jednym z tematów kampanii przed wyborami do Parlamentu Europejskiego.

 

Zobacz wideo

Łukasz Kijek, redaktor naczelny next.gazeta.pl: Mówimy "nie" euro, mówimy "nie" europejskim cenom - to słowa wypowiedziane niedawno przez prezesa Jarosława Kaczyńskiego. PiS straszy, że jak przyjmiemy euro, to ceny w sklepach osiągną europejski poziom. Czy przyjęcie euro wprost oznacza wyższe ceny? 

Ludwik Kotecki: były pełnomocnik rządu Donalda Tuska do spraw wprowadzenia euro, były wiceminister finansów: Wyniki badań ankietowych wskazują, że efekty cenowe stanowią w Polsce główne źródło obaw społecznych związanych z przyjęciem euro. Zdecydowana większość obywateli jest zdania, że wymiana waluty przyczyni się do wzrostu cen. Zaniepokojenie budzą zarówno efekty o charakterze krótkookresowym, na przykład nadużycia cenowe ze strony przedsiębiorców, jak i te o charakterze długookresowym, czyli szybszy niż w przypadku dochodów wzrost cen do średniego poziomu w strefie euro. Opinie te wynikają niestety z nierzetelnego, nie popartego żadnymi dowodami czy analizami przedstawiania wprowadzenia euro jako zagrożenia dla wzrostu inflacji, czyli tempa wzrostu cen.

W wyniku wprowadzenia euro do obiegu gotówkowego, ceny wyrażone w walucie narodowej (np. złotych) zostaną przeliczone na ceny wyrażone w euro po wcześniej ustalonym kursie wymiany. Wymianę waluty można zatem porównać do przeliczenia odległości z mil na kilometry. Podobnie jak zmiana jednostki nie wpłynie na zmianę odległości, tak zamiana waluty narodowej na euro nie powinna mieć wpływu na ogólny poziom cen w krótkim okresie

A co z zaokrąglaniem cen w górę?

W rzeczywistości ze względu na takie czynniki jak zaokrąglanie cen do tzw. cen atrakcyjnych (1,99 zł zamiast 1,83 zł czy 2,04 zł) wymiana waluty nie musi być w pełni neutralna dla poziomu cen. Potwierdzają to także doświadczenia krajów, które przyjęły euro, szczególnie pierwsze z nich. Efekty cenowe tej operacji okazały się jednak nieznaczne i doprowadziły do wzrostu inflacji o zaledwie kilka dziesiątych punktu procentowego.

Większym problemem była natomiast tzw. iluzja euro, polegająca na przypisywaniu przez społeczeństwo wprowadzeniu wspólnej waluty znacznie większych efektów cenowych niż wskazywałyby na to dane statystyczne. Problem ten był szczególnie odczuwalny w starych krajach członkowskich. Najsłynniejszy był tzw. efekt cappuccino

Doświadczenia dotychczasowych członków strefy euro pokazują jednak, że zarówno nieuzasadnionemu wzrostowi cen, jak i iluzji euro można skutecznie zapobiegać poprzez zastosowanie odpowiednich rozwiązań instytucjonalnych oraz dzięki właściwie przeprowadzonej kampanii informacyjnej. Społeczne i gospodarcze koszty efektów cenowych towarzyszących wprowadzeniu wspólnej waluty zależą bowiem w głównej mierze od postaw i nastawienia samego społeczeństwa, zarówno konsumentów, jak i przedsiębiorców. Administracja publiczna powinna natomiast promować właściwe postawy poprzez dostarczanie potrzebnych informacji i wprowadzanie mechanizmów promujących uczciwe praktyki cenowe.

Premier używa natomiast argumentu suwerenności. Zapytał opozycję, czy chce zmienić naszego polskiego złotego, na nie nasze euro. Czy przyjęcie euro oznaczałoby rezygnację z suwerenności?

Stawianie znaku równości pomiędzy przyjęciem waluty euro i rezygnacją z suwerenności jest bardzo dużym nadużyciem. Każdy z dzisiejszych członków strefy euro posiada swój rząd, parlament, wymiar sprawiedliwości, konstytucję (lub jej odpowiednik) i nie skarży się na utratę suwerenności. Wejście do strefy euro to przede wszystkim ściślejsza integracja, ściślejsza współpraca, udział w dyskusjach i decyzjach dotyczących przyszłości Europy. W najbliższej przyszłości to prawdopodobnie także dostęp do dodatkowych środków z budżetu strefy euro, którego Polska byłaby zapewne beneficjentem netto, podobnie jak ma to miejsce w przypadku całego budżetu Unii, jest kosztem istotnym zarówno dla eurosceptyków, jak i euroentuzjastów. Unia Europejska będzie się integrować dalej i głębiej, z Polską czy bez Polski.

To z czego się de facto rezygnuje, przyjmując wspólną walutę, to polityka monetarna. Wyłączną odpowiedzialność za wspólną politykę pieniężną strefy euro powierzono Europejskiemu Bankowi Centralnemu. Wspólna waluta wymaga jednolitej polityki pieniężnej oraz centralizacji uprawnień decyzyjnych. Inną istotną zmianą po wprowadzeniu euro jest jeszcze bardziej koordynowana w ramach tzw. semestru europejskiego polityka fiskalna, choć tu to kraje członkowskie są wciąż jej głównymi autorami i realizatorami.

Prezes PiS twierdzi, że przyjmiemy euro dopiero, gdy nasze płace dogonią płace niemieckie, czy też te z bogatych krajów europejskich. Czy Polacy mogą zarabiać tyle, co np. Niemcy bez wejścia do strefy euro?

Jak pokazują dane empiryczne, mimo znacznie niższej produktywności pracy, kraje słabiej rozwinięte często osiągają wyższe wskaźniki wzrostu gospodarczego niż kraje wysoko uprzemysłowione. Sytuacja taka nazywana jest też efektem doganiania (catch-up effect). Jest on głównym elementem teorii konwergencji. Jednak integracja walutowa może ten efekt przyspieszyć, zmniejszyć tzw. ryzyko kraju, przyciągnąć inwestycje czy obniżyć stopy procentowe.

Ostateczne jednak efekty przyjęcia euro, jak również czas materializacji długookresowych korzyści, zależą od odpowiedniego przygotowania do przyjęcia wspólnej waluty, wypracowanie rozwiązań zapewniających maksymalizację korzyści i szans oraz minimalizację kosztów i zagrożeń. Do tych rozwiązań należą w szczególności działania uelastyczniające gospodarkę zabezpieczające przed nieuzasadnionymi podwyżkami cen czy nadmiernym wzrostem akcji kredytowej i optymalizujące otoczenie instytucjonalne. Trudno niestety obecnie podać przykłady takich działań w Polsce. W tym obszarze jest wiele do zrobienia.

Z drugiej strony warunkowanie przystąpienia Polskie od strefy euro z momentem, gdy polskie płace dogonią płace niemieckie nie ma żadnego uzasadnienia ekonomicznego i logicznego. Zastosowanie takiego kryterium w przypadku innych krajów oznaczałoby że strefa euro składałaby się z Niemiec, Danii i Luksemburga. Tymczasem to nie od relacji wynagrodzeń zależy bilans kosztów i korzyści po przystąpieniu kraju do strefy euro, a od dobrego przygotowania do funkcjonowania kraju we wspólnym obszarze walutowym. Jest wiele krajów, które mają płace wciąż niższe niż niemieckie, i korzystają z obecności w strefie euro

Po wyjściu Wielkiej Brytanii z UE, strefa euro będzie odpowiadać za ponad 80 proc. PKB UE. Odrzucając euro, skazujemy się na marginalizację w UE?

Europa integruje się coraz bardziej i będzie to kontynuować z Polską, czy też bez Polski. Skoro wydaje się że jest pełna zgoda polityczna co do miejsca Polski w Europie, to na takie wyzwanie jakim jest coraz ściślejsza integracja i współpraca państw EU, musi być jakaś odpowiedź czy strategia Polski. Rozgrywający się na naszych oczach dramat brexitu każe bowiem odpowiedzialnie brać pod uwagę scenariusz polexitu.

Unia Europejska mimo populistycznych paroksyzmów dobrze wkomponowuje się w dominujący nurt globalizacyjny i wydaje się jedyną odpowiedzią naszego regionu na światowy wyścig do nowoczesności i stabilności. Rzetelna, wolna od nieuzasadnionego, niemającego żadnego pokrycia w faktach, straszenia Polaków, debata nad przygotowaniem i przystąpieniem do strefy euro staje się ważnym sposobem na ograniczenie ryzyka wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Nie możemy także pozwolić choćby na marginalizację w UE, a z tym mamy do czynienia już dziś, bardzo dobrze to widać w dyskusjach nad kolejną perspektywą finansową na lata 2021-2027.

Dlaczego przyjęcie euro byłoby zatem korzystne dla Polaków? Jak można przekonać społeczeństwo, że euro nie gryzie?

Korzyści z przystąpienia do strefy euro wydają się dziś mniejsze i mniej oczywiste, a koszty większe i bardziej uświadomione niż to było jeszcze 10-15 lat temu. Kurs walutowy jest relatywnie stabilny, stopy procentowe nie są wysokie, koszty transakcyjne także obniżyły się. Choć nie musi tak być zawsze. Ale przy obecnych uwarunkowaniach krajowych i międzynarodowych kwestia euro to znacznie więcej niż wąsko rozumiane ekonomiczne koszty i korzyści ze wspólnej waluty.

Doszedł jeden ważny element który jeszcze kilka lat temu nie był tak obecny: chodzi o przyjęcie euro jako kotwicy politycznej i geopolitycznej. Jest to ważne w kontekście wewnętrznym, polskim jak i zewnętrznym, w kontekście różnych prędkości w UE i w kontekście Rosji

Bardzo dobre przygotowanie do zastąpienia złotego euro, bez względu na datę, powinno się zacząć dziś. Z jasną perspektywą spełnienia wszystkich istotnych warunków czyli nominalnej i prawnej konwergencji, realnej konwergencji, przygotowania organizacyjnego i wzmocnienia architektury strefy euro, możliwe będzie określenie ewentualnej daty w sposób odpowiedzialny. Trzeba pamiętać, że to jest droga jednokierunkowa – wydaje się, że nie można w sposób uporządkowany i bezpieczny strefy euro opuścić. Jednocześnie spełnienie tych warunków maksymalizować będzie bilans kosztów i korzyści. Do tej strategii i do bilansu euro trzeba dodać element kotwicy politycznej i geopolitycznej, który może okazać się w pewnym momencie kluczowy, a który jest niemierzalny. Co więcej, decyzja o niedookreślonym odroczeniu przystąpienia do strefy euro także powinna być poprzedzona analizą kosztów i korzyści niewstępowania do strefy euro i odpowiednio szeroką debatą.

Ludwik KoteckiLudwik Kotecki / Marta Kondrusik/ Fot. Przemek Wierzchowski/Agencja Gazeta

Ludwik Kotecki - w latach 2008-2012 był wiceministrem finansów, w latach 2009-2012 pełnomocnikiem rządu ds. wprowadzenia euro, a w latach 2012–2015 głównym ekonomistą ministerstwa finansów.

Zobacz wideo