Koniec wielkiego hutnictwa w Krakowie. ArcelorMittal wygasi wielki piec. Co to oznacza dla miasta?

We wrześniu ArcelorMittal ma wygasić ostatni wielki piec w Krakowie. Stanie się to niemal równo 65 lat po uruchomieniu pierwszej takiej konstrukcji w krakowskiej hucie.

Wielkie piece to serca hut. To duże konstrukcje, wysokości kilkudziesięciu metrów. To w nich z rudy żelaza powstaje surówka, czyli surowiec do produkcji stali i żeliwa. Zwykle wielkich pieców się nie wyłącza. Pracują nieprzerwanie kilka lat, aż do chwili, gdy trzeba je wyremontować. W latach 70., a więc wczasach największej produkcji krakowskiej huty, działało w niej pięć wielkich pieców. Teraz jeden. We wrześniu jednak i on zostanie wygaszony. Przestanie też pracować stalownia. Czyli krakowski oddział ArcelorMittal od jesieni będzie już tylko przerabiać stal, która zostanie odlana w innych hutach. Dla hutników z Krakowa to szok.

Dokładnie tego słowa użył, mówiąc o planach wygaszenia wielkiego pieca, w rozmowie z dziennikarzem Dziennika Polskiego Władysław Kielian, przewodniczący Komisji Robotniczej Hutników NSZZ "Solidarność". - Przecież zaledwie dwa lata temu oddano do użytku zmodernizowany wielki piec! - przypomniał.

Czytaj też: ArcelorMittal chce czasowo wstrzymać pracę pieca w Krakowie. Związkowcy: Niedowierzanie i zdumienie

ArcelorMittal wydał na jego modernizację ponad 200 mln zł. Po niej wielki piec miał pracować 15 lat. Teraz koncern go zatrzymuje (teoretycznie do czasu, gdy warunki rynkowe znowu przywrócą opłacalność wytopu stali w Krakowie) i dodatkowo robi to, wiedząc, że dłuższy jego przestój może spowodować jego uszkodzenie, co zresztą związkowcy mu przypomnieli w specjalnym oświadczeniu.

- Zwracamy się do decydentów o ponowne przeanalizowanie tej decyzji, aby w przyszłości nie trzeba było żałować złych postanowień  - napisano we wspólnym stanowisku związków zawodowych działających w ArcelorMittal Poland.

Huta dużo mniejsza niż w przeszłości

W latach 70. w krakowskiej hucie, wtedy im. Lenina, pracowało prawie 40 tys. osób i produkowała ona ok. 6,7 mln ton stali rocznie. Teraz zatrudnia 3,2 tys. osób - w tym 1,2 tys. przy wielkim piecu oraz w stalowni - i produkuje 1,5 mln ton stali rocznie.

ArcelorMittal od dawna w Krakowie nie jest już największym pracodawcą. Z najnowszego raportu o stanie zatrudnienia w stolicy Małopolski opublikowanego jesienią ubiegłego roku dowiadujemy się, że największym pracodawcą w Krakowie jest Uniwersytet Jagielloński, który zatrudnia 6,7 tys. osób. A w pierwszej piątce największych pracodawców w stolicy Małopolski jest AGH, Szpital Uniwersytecki i MPK.

W Krakowie jest też branża - outsourcing - która dla miasta i jego przyszłości znaczy dużo więcej od huty. W ubiegłym roku Kraków awansował na szóste miejsce światowego rankingu najlepszych miejsc dla centrów usług biznesowych. Dziś ma w nim swoje siedziby już ponad 350 międzynarodowych firm, a według raportu ASPIRE centra biznesowe do początku 2020 r. będą oferowały 91 tys. miejsc pracy. Do tego tysiące Krakowian pracuje w sektorze turystycznym, setki znajduje zatrudnienie w małych start-upach, których pod Wawel powstaje ponadprzeciętnie dużo.

W całym tym krajobrazie 3,2 hutników i kolejne 800 osób pracujących w spółkach powiązanych z hutą nie wydaje się liczbą dużą. Kiedyś wielki zakład bezwzględnie nie jest już tak ważny dla miasta, jego gospodarki i rozwoju jak był w przeszłości.

Mniejsza huta, więcej cennych gruntów

Paradoksalnie, stopniowe i trwające od lat 90. zmniejszanie skali jej działalności, rodzi nowe, ważne pomysły. Od kilku lat rozwijany jest projekt Nowa Huta Przyszłości.

Zakłada on, że na terenach poprzemysłowych w Nowej Hucie o powierzchni blisko 600 hektarów, w miejscu gdzie kiedyś znajdowały się zakłady i spółki wielkiego hutniczego kombinatu, powstaną między tereny pod inwestycje z zakresu m.in.: chemii, life science, energii zrównoważonej, technologii informacyjno-komunikacyjnych, produkcji metali i wyrobów metalowych oraz elektrotechniki, a także przemysłu kreatywnego i czasu wolnego. Na realizację tego projektu kilka tygodni temu udało się zdobyć np. blisko 60 mln zł unijnego wsparcia.

Tak więc choć dzisiaj w Krakowie hutnicy i wielu mieszkańców Nowej Huty z pewnym niepokojem patrzą na pomysł wygaszenia ostatniego wielkiego pieca, to jednak bez niego - zakładając nawet najbardziej pesymistyczny scenariusz, że nie zostanie on już nigdy ponownie uruchomiony - miasto sobie poradzi. Od dawna bowiem to już nie huta głównie stymuluje jego rozwój.

Więcej o: