Praca na zlecenie i o dzieło w pełni oZUSowana? Rząd przyspiesza. "Zmiana będzie bolesna"

Rząd chce od przyszłego roku pobierać pełne składki na ZUS od umów cywilnoprawnych. Praca na "umowę zlecenie" lub "umowę o dzieło" może to z jednej strony oznaczać niższe zarobki, z drugiej wyższe świadczenia emerytalne. Zmiana przepisów przyniesie budżetowi trzy miliardy złotych.
Zobacz wideo

Rząd PiS przyspiesza w kwestii "ozusowania" umów cywilnoprawnych. Od 1 stycznia 2020 roku praca "na zlecenie" i "o dzieło" może oznaczać konieczność płacenia pełnych składek na ZUS. W związku z tym mogą spaść zarobki zarówno tych, którzy stale zatrudnieni są na śmieciówkach, jak "dorabiających" do etatu. 

Dziś "oZUSowanie" umów wygląda dość skomplikowanie. W przypadku zlecenia znaczenie ma ile umów zawieramy - jeśli dwie, składkę ZUS zapłacimy tylko od pierwszej. Od drugiej nie - dzięki czemu zarabiamy więcej.

Przykładowo, jeśli ktoś z tytułu jednej umowy zlecenia zarabia 2300 zł brutto, a z kolejnej np. 5000 zł, to obowiązkowo oskładkowana jest tylko ta pierwsza. Takie zasady prawne sprawiają, że niektórzy pracownicy dostają kilka umów zleceń - dzięki czemu oni dostają wyższą wypłatę, a pracodawcę mniej kosztuje ich utrzymanie. Rząd rozważa zniesienie tego mechanizmu, plan wprowadzenia nowych przepisów zyskał pełną akceptację rządu - donosi Money.pl. Potwierdzają się tym samym wcześniejsze doniesienia na ten temat. 

Czytaj też: Lawinowy wzrost "głodowych" emerytur. Czkawką odbija się bezrobocie i śmieciówki

W przypadku umów "o dzieło" nie ma dziś konieczności składek emerytalnych. Po zmianie przepisów uległoby to zmianie. 

"Zmiana będzie pewnie bolesna dla tych, którzy zaczną płacić składki" -  przyznaje w rozmowie z money.pl jeden z urzędników resortu.

Warto też pamiętać, że brak odpowiedniego tzw. stażu ubezpieczeniowego, dziś wynoszącego 22 lata dla kobiet i 25 lat dla mężczyzn, dyskwalifikuje z prawa do emerytury minimalnej. Jak alarmują Federacja Przedsiębiorców Polskich i Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej, w ciągu zaledwie siedmiu lat (od 2011 do 2018 r.) liczba Polaków bez prawa do emerytury minimalnej wzrosła blisko dziesięciokrotnie. Według danych ZUS w 2011 r. problem dotyczył ok. 24 tys. osób, a w marcu 2018 r. już aż 234 tys.

Zgodnie z wyliczeniami resortu nowe przepisy przyniosłyby budżetowi ok. 3 mld zł rocznie. 

Zobacz wideo