Berlin odkupi 670 mieszkań od prywatnej firmy. Miasto chce zatrzymać sztuczne pompowanie cen nieruchomości

Po licznych protestach przeciwko skokom cenowym Berlin zdecydował się na renacjonalizację kilkuset mieszkań. Niemiecka stolica kupi 670 lokali przy Al. Marksa, by właściciel nie sprzedał ich spółce słynącej z celowego windowania czynszów.
Zobacz wideo

Mieszkania przy słynnej Al. Marksa miasto zdecydowało się wykupić po kilkudziesięciu latach prywatyzacji nieruchomości w stolicy Niemiec. Niestandardowy ruch jest powodowany ryzykiem sztucznego pompowania cen lokali przy Al. Marksa, na co uskarżali się mieszkańcy Berlina. Jak podał "The Guardian", batalia o nieruchomości wybuchła w listopadzie 2018 r., gdy Predac, firma zarządzająca nimi, ogłosiła, że ma zamiar sprzedać blisko 700 mieszkań największej berlińskiej firmie nieruchomościowej, Deutsche Wohnen.

Obawiając się podwyżek czynszów, najemcy organizowali marsze protestacyjne i wywieszali ze swoich mieszkań banery z hasłami sprzeciwu, ostatecznie popychając władze miasta do zablokowania sprzedaży. Po miesiącach prawniczych utarczek władze Berlina potwierdziły 15 lipca, że trzy bloki z ponad 670 mieszkaniami zostaną zakupione przez państwowego dostawcę nieruchomości, firmę Gewobag.

Chociaż cena sprzedaży nie została potwierdzona przez żadną ze stron, ruch na rzecz renacjonalizacji budynków przy Al. Marksa będzie prawdopodobnie kosztował Berlin bardzo dużo. Jak podał dziennik, szacunki wahają się od 90 do 100 mln euro.

Berlińczycy powinni móc nadal sobie pozwolić na życie w mieście. Dlatego mieliśmy i nadal mamy zamiar wykupywać mieszkania, gdzie tylko możemy, aby Berlin mógł odzyskać kontrolę nad swoim rynkiem nieruchomości

- powiedział Michael Müller, burmistrza Berlina od 2014 r.

Czynsze w Niemczech

W czerwcu opublikowano w Niemczech raport powstały na zlecenie klubu poselskiego Lewicy w Bundestagu. Przyjrzano się czynszom z ostatnich pięciu lat w ponad 300 niemieckich miastach. Jak podało Deutsche Welle, z badania wynika, że w całych Niemczech czynsze wzrosły średnio o 11,4 proc. W rezultacie najuboższych oraz rodziców wychowujących samotnie dzieci nie stać na mieszkania w przeciętnej cenie.

Z raportu wynikało, że najdrożej jest w Monachium, podobnie jak w całej Bawarii i Badenii-Wirtembergii. Najtańsze czynsze zarejestrowano w Nadrenii Północnej-Westfalii i we wschodnich Niemczech. Pomiędzy budynkami z lat 50. a droższym nowym budownictwem przepaść cenowa wyniosła 43 proc.

Klub Lewicy przyjął, że czynsz nie powinien być większym obciążeniem niż 30 proc. miesięcznych dochodów. Dla osób o przeciętnych zarobkach - zarówno bezdzietnych, jak i wychowujących dzieci - mieszkanie o metrażu 65 mkw jest zwykle osiągalne. Jednak sytuacja zmienia się w dużych miastach jak Monachium, Stuttgart, Frankfurt i Hamburg, a częściowo także w Berlinie i Duesseldorfie, gdzie sytuacja jest już bardziej problematyczna.

Lewica chce zahamować podwyżki czynszów

Klub Lewicy ma konkretne propozycje. Uważa, że podwyżki czynszów, których nie poprzedziła modernizacja budynku, powinny być nie większe niż dwa proc. rocznie. Zdaniem działaczy lewicy polityka czynszowa powinna koncentrować się na osobach o niskich zarobkach i na mieszkańcach dużych miast o przeciętnych zarobkach, a nie na dobrze sytuowanych mieszkańcach niemieckiej wsi.

Takie podejście krytykują z kolei politycy chadecji, którzy wyznaczanie górnej granicy czynszów nazywają "obłudną walką klasową skierowaną przeciw drobnym właścicielom mieszkań i kamienic".

Więcej o: