Bruksela daje czerwone światło ustawie antylichwiarskiej. Sejm i tak może się nią zająć

W piątkowych planach Sejmu jest pierwsze czytanie rządowego projektu zmian w ustawie "antylichwiarskiej". Punktu na razie nie usunięto z porządku obrad, mimo że Komisja Europejska oczekuje wstrzymania prac legislacyjnych do 30 września.

W czwartek do sekretariatu Marszałka Sejmu wpłynęło pismo z Ministerstwa Sprawiedliwości. Wiceminister Łukasz Piebiak informuje w nim, że Komisja Europejska nie wyraziła zgody na zastosowanie trybu pilnego dla projektu zmian w ustawie antylichwiarskiej i wyznaczyła okres obowiązkowego wstrzymania procedury legislacyjnej do końca września. Do tego czasu KE ma zbierać opinię z rynku na temat projektu. 

Mimo tego, przynajmniej na razie w piątkowym porządku prac Sejmu punkt dotyczący pierwszego czytania projektu nadal się znajduje. PiS chciałby, aby zmiany udało się przeprowadzić jeszcze przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi.

Kontrowersyjne zmiany w projekcie

Projekt, który obecnie znajduje się w Sejmie, wywołuje na rynku olbrzymie kontrowersje. Wszystko z powodu zmian, które nagle wprowadzono do niego pod koniec czerwca. Wcześniej przez blisko rok szeroko konsultowana była wersja zakładająca obniżenie limitu kosztów pozaodsetkowych pożyczek z 55 proc. do 45 proc. w skali roku. Niespodziewanie, rząd w ramach tzw. reasumpcji ściął tenże limit do 20 proc., i taki projekt przekazał Sejmowi

Branża pożyczkowa była zaskoczona zmianami z dwóch powodów. Po pierwsze, argumentuje, że tak drastyczne obniżenie limitu dopuszczalnych kosztów sprawi, że udzielane pożyczek przez legalne firmy pożyczkowe przestanie być rentowne, a zmiany wzmocnią szarą strefę znaną ze "słupów ogłoszeniowych". Ale chodzi też o sam tryb zmian - to, że po miesiącach prac nad rozwiązaniem, rozmów, opinii, uzgodnień i konsultacji, nagle rząd wywraca wszystko do góry nogami i od razu wysyła projekt w tak zrewolucjonizowanej wersji do Sejmu. 

Co stoi za nagłą zmianą?

Skąd wzięły się nagłe zmiany w projekcie ustawy antylichwiarskiej? Tu można tylko gdybać, ale wiadomo, że kluczowe było poparcie dla nich premiera Mateusza Morawieckiego. Spekuluje się, że mogło chodzić np. o kampanijny efekt walki z lichwą (z którą kojarzą się firmy pożyczkowe) i chęć odcięcia się Morawieckiego - wieloletniego prezesa banku - od zarzutów o obronę interesów branży finansowej. Minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro zakusy na mocne "dokręcenie śruby" branży miał już w 2016 r., ale wówczas jego plany upadły m.in. pod naporem krytyki ze strony innych resortów.

Pojawiają się także plotki, że gniew premiera wywołało czerwcowe pismo Konfederacji Lewiatan do Komisji Europejskiej. Organizacja w imieniu firm pożyczkowych skarżyła się w nim na rząd, że ten chce pominąć etap notyfikacji projektu przez Brukselę. W momencie wysyłki tego pisma limit kosztów po zmianach miał wynosić 45 proc. Ostatecznie projekt trafił do KE, ale "za karę" dla branży znalazł się w nim "ledwie" 20-procentowy limit.

Spekuluje się, że mogło chodzić tylko o pokazanie branży pożyczkowej (a może i nie tylko jej), że jej "być albo nie być" jest zależne od władzy. Być może gdyby pożyczkobiorcy zmienili front i próbowali wkraść się w łaski premiera, drastyczne cięcie stawek dałoby się cofnąć. 

Co jeszcze zakłada nowa ustawa antylichwiarska?

Nowelizacja ustawy antylichwiarskiej przewiduje też m.in. karę pozbawienia wolności od 3 miesięcy do 5 lat dla każdego, kto udzielając pożyczki, żąda zapłaty kosztów dodatkowych lub odsetek dwukrotnie wyższych niż maksymalne.

W myśl propozycji, niedopuszczalne będzie też żądanie przenoszenia własności nieruchomości na zabezpieczenie zaciągniętych zobowiązań. 

Zobacz wideo
Więcej o: