Kompletna klapa przy przejęciu ViaTOLL. Jest drożej, a system nadal w "obcych rękach"

Rząd PiS za jeden z priorytetów postawił sobie przejęcie systemu do poboru opłat na drogach i autostradach ViaTOLL. Najwyższa Izba Kontroli opublikowała właśnie raport dotyczący tego przejęcia. Według NIK niewiele się udało - koszt działania systemu zamiast zmaleć wzrósł, a Polska dalej jest uzależniona od zagranicznych podmiotów.
Zobacz wideo

Najwyższa Izba Kontroli opublikowała raport dotyczący przejęcia przez państwo systemu poboru opłat na drogach płatnych. Dokument jest bardzo krytyczny - inspektorzy NIK twierdzą, że nie udało się osiągnąć żadnego z celów zakładanego przez ustawę.

Miała być repolonizacja, miało być taniej

System ViaTOLL, którego operatorem jest austriacka firma Kapsch, miał przejść w polskie ręce w roku 2018. Powody planowanej repolonizacji były dwa. Po pierwsze, system ma strategiczne znaczenie dla kraju i obecny rząd nie chce, by pozostawał "w obcych rękach". Po drugie, przejęcie systemu miało obniżyć koszty.

Tymczasem, jak ustaliła NIK, Kapsch dalej zarządza systemem - tyle, że jest podwykonawcą Instytutu Łączności. Koszty są natomiast - jak na razie - o 7,5 proc. wyższe niż wcześniej.

Czytaj też: Polacy będą płacić aplikacją za autostrady? viaTOLL ma zastąpić coś nowocześniejszego

Dlaczego repolonizacja się nie udała? Według NIK, chociaż sama idea godna jest pochwały, to proces przeprowadzono bez odpowiedniego przygotowania.

Organy państwowe nie rozpoznały rynku właściwych systemów informatycznych, kadra nie spełniała wymagań kompetencyjnych, brakowało pomysłu na uniezależnienie się od kapitału zagranicznego i obniżenie kosztów działania.

- czytamy w komunikacie NIK

Ponadto administracja rządowa nie posiadła wiedzy na temat odtworzenia istniejącego systemu viaTOLL w momencie ewentualnej awarii. W rezultacie urzędniczego chaosu i pod wpływem kurczącego się czasu do końca obowiązującej umowy z Konsorcjum Kapsch wydatkowane były środki na działania, które nie przynosiły pożądanych efektów.

- dodają kontrolerzy. 

Zagmatwana droga do przejęcia 

Problemy z wyłonieniem następcy ViaToll zaczęły się już za poprzedniego rządu, który wiedział, że kontrakt GDDKiA z Austriakami wygaśnie w 2018 roku. Przez kilka lat nie udało się jednak nawet opracować koncepcji dotyczącej zmiany. Prace przejął rząd PiS. Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad próbowała z kolei wyłonić technologię, która zostanie wykorzystana do prowadzenia rozliczeń z kierowcami. Przetarg ostatecznie anulowano.

GDDKiA zadanie tworzenia systemu przekazała do Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego. GITD do realizacji misji wynajął z kolei Instytut Łączności - rządową instytucję badawczą. IŁ nie zdążył niczego opracować, ale system poboru opłat musiał przecież działać nieprzerwanie. IŁ zawarł więc szereg umów z firmami, które do tej pory zajmowały się działaniem ViaTOLL - z austriackim Kapschem na czele.

Ponadto zamiast jednej umowy (GDDKiA-Kapsch) zawarto kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt osobnych kontraktów z różnymi podwykonawcami. I to w trybie bezprzetargowym - bez gwarancji najniższej ceny - twierdzi NIK.

Jak wyjaśnia "Dziennik Gazeta Prawna" Główny Inspektorat Transportu Drogowego twierdzi, że problemy z wyłonieniem nowego systemu zarządzania opłatami są spowodowane umową z 2011 roku. Uniemożliwia ona "wgląd do systemu przed jego przejęciem". "Proces przejęcia systemu został przeprowadzony w sposób zorganizowany i profesjonalny."  - twierdzą urzędnicy GITD.