Franky Zapata pokonał na flyboardzie kanał La Manche. Zapata wystartował z miejscowości Sangatte w pobliżu francuskiego Calais i po dwudziestu dwóch minutach wylądował w okolicach Dover, w Zatoce świętej Małgorzaty.
Była to jego druga próba, pierwsza - 25 lipca - nie powiodła się. Franky Zapata wpadł wtedy do wody, kiedy zbliżał się do ustawionej w połowie drogi platformy, gdzie miał zatankować paliwo. Tym razem tankowanie przebiegło bez problemów.
- Jestem zmęczony, naprawdę jestem zmęczony, potrzebuję wakacji. Chciałem podziękować mojej ekipie, wykonali świetną robotę, przez cały tydzień pracowaliśmy 16 godzin na dobę jak szaleni. Jeśli chodzi o lądowanie, tankowanie, było naprawdę bardzo dużo roboty. Kiedy nie udało się za pierwszym razem, wiedzieliśmy, że musimy znowu spróbować
- mówił Zapata podczas spotkania z dziennikarzami, transmitowanego m.in. przez TVN24.
- Nie ja będę oceniał, czy to historyczne wydarzenie, nie to jest najważniejsze. Najważniejsze jest to, co zostaje w naszych sercach - dodał. Zapytany o kolejne cele zażartował, że "chciałby być pierwszym, który będzie surfować po chmurach".
Później Franky Zapata w obecności dziennikarzy i kamer rozmawiał przez telefon ze swoim synem. Mężczyzna wzruszył się, słysząc, jak syn gratuluje mu dokonanego czynu. - Wracam i jedziemy na wakacje - powiedział Zapata. Wszystko widać na nagraniu z francuskiej BFM TV: