Co zrobi Donald Trump z Chinami? Wojna handlowa i mocne spadki na rynkach. "Strategia szaleńca"

Europa, w tym WIG20, a także Wall Street zakończyły poniedziałkową sesję mocnymi spadkami. Główne indeksy traciły nawet najmocniej w tym roku. Dzień później jest nieco spokojniej, ale to nie oznacza końca niepewności. Stany Zjednoczone uznały Chiny za "manipulatora walutowego", co zaogniło spór między Waszyngtonem a Pekinem. Przeradza się on w otwartą wojną handlową.

Takiej sesji na Wall Street już dawno nie było. Główne indeksy zaliczyły trzyprocentową przecenę.

Mocne spadki na giełdach, frank i złoto w górę

Nastaq stracił 3,47 proc., Dow Jones 2,9 proc., a S&P 500 2,98 proc. Były to największe procentowe spadki indeksów w Stanach Zjednoczonych w tym roku. Wcześniej solidna wyprzedaż miała miejsce w Europie, gdzie WIG20 zakończył sesję 2,4 proc. na minusie.

Notowania indeksu S&P 500.Notowania indeksu S&P 500. Źródło: investing.com

Wyraźnie traciły przede wszystkim spółki technologiczne - na giełdzie w Nowym Jorku na przykład Apple (5,2 proc. na minusie). To w takie firmy mogą cła uderzyć szczególnie mocno.

Tracą giełdy, a zyskują tak zwane bezpieczne przystanie, gdzie inwestorzy wycofują pieniądze, jak złoto czy frank szwajcarski. Ceny złota były w okolicach najwyższych poziomów od sześciu lat, a frank wobec złotego najdroższy od dwóch i pół roku.

Donald Trump podsycił wojnę handlową na linii Stany Zjednoczone-Chiny

To wszystko skutek konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami dotyczącego ceł, który zaczyna się już przeradzać w otwartą wojnę handlową.

Donald Trump w ubiegłym tygodniu ogłosił, że planuje nałożenie nowych ceł na towary z Chin. Zrobił to niespodziewanie, bo niemal tuż po zakończeniu kolejnej rundy negocjacji między krajami, która wprawdzie nie przyniosła przełomu, ale zakładała powrót do rozmów. Zapowiedź Trumpa może je utrudnić. Pekin nie pozostał dłużny, ostrzegł przed krokami odwetowymi i wygląda na to, że je podjął. Chińczycy ogłosili, że wstrzymują import amerykańskich towarów rolnych. A przede wszystkim w poniedziałek chiński bank centralny pozwolił juanowi osłabić się najmocniej wobec dolara od 11 lat.

Czytaj więcej na ten temat: Tego nie było od ponad dekady. Juan mocno stracił do dolara. Donald Trump nie przepuścił okazji

Słabsza waluta pomaga eksporterom danego kraju. Wiadomo było też jednak, że zirytuje amerykańskiego prezydenta, który wielokrotnie oskarżał już Chiny o manipulowanie juanem. Długo nie trzeba było na to czekać. Trump najpierw ponowił oskarżenia na Twitterze. Potem amerykański sekretarz skarbu Steven Mnuchin ogłosił, że USA uznają Chiny za "manipulatora walutowego". To pierwsza taka decyzja od 1994 roku. Według Amerykanów Chińczycy w nieuczciwy sposób wspierają swoich eksporterów, sprawiając, że stają się oni bardziej konkurencyjni względem rywali z innych krajów. Uznanie ich za "manipulatorów walutowych" to krok, który pozwoli Donaldowi Trumpowi uzasadnić wprowadzanie kolejnych ceł. Oddala też osiągnięcie porozumienia między dwiema największymi gospodarkami świata.

Zobacz wideo

Trzęsienie ziemi, a potem lekkie uspokojenie. Ale nie ma co się przyzwyczajać

Po poniedziałkowym trzęsieniu ziemi na rynkach jest nieco spokojniej. Giełdy w Azji jeszcze notowały wyraźne spadki, lecz w trakcie sesji zaczęły je odrabiać. Indeksy w Europie zaczęły dzień od lekkich wzrostów. To dlatego, że chiński bank centralny powstrzymał przecenę waluty.

Notowania dolara amerykańskiego wobec chińskiego juana.Notowania dolara amerykańskiego wobec chińskiego juana. Źródło: investing.com

- Chińczycy na razie przyhamowali dalsze osłabienie juana, co nie znaczy, że nie będą używać tej broni w przyszłości, jeżeli spór ze Stanami Zjednoczonymi będzie się zaogniać - mówi Next.gazeta.pl Piotr Kuczyński. Analityk podkreśla, że przez kilka ostatnich miesięcy juan w zasadzie się stabilizował - Chiny czekały po prostu na wynik rozmów handlowych z USA. Ale ponieważ Donald Trump postanowił podnieść cła, musiały zareagować.

Problem polega w tym, że wszystko siedzi w głowie jednego człowieka - Donalda Trumpa. On posługuje się tak zwaną 'strategią szaleńca' - o czym mówią nawet analitycy. Strategia ta polega na tym, że przeciwnik nie wie, co on za chwilę zrobi i to go dezorientuje

- mówi Piotr Kuczyński. Od razu jednak dodaje:

Oczywiście jest to strategia bardzo ryzykowna dla gospodarki. Trump gra tak, jakby nie widział Chińczyków i ich nie rozumiał. Nie można ich postawić pod murem i zmusić, by uznali wyższość przeciwnika.

Teoria z bankiem centralnym USA w tle

Gra, którą prowadzi Donald Trump, może być przynajmniej dwuwątkowa. Bo do kwestii sporu z Chinami dochodzi jeszcze jeden element i inny spór, tym razem wewnętrzny. Chodzi o Fed - amerykański bank centralny. Prezydent USA wielokrotnie naciskał na Rezerwę Federalną, by ta obniżała stopy procentowe. Niższe stopy to tańsze kredyty i więcej pieniędzy w gospodarce, a nakręcenie gospodarki niedługo przed wyborami mogłoby pomóc w reelekcji.

Fed w ubiegłą środę 31 lipca stopy procentowe ściął. Tyle że o 25 punktów bazowych, a Trump liczył na więcej. Dzień później ogłosił na Twitterze zamiar wprowadzenia nowych ceł na chińskie towary. Wśród ekspertów pojawiła się teoria, że zapowiedź ceł była przeznaczona dla Fed. Bo eskalacja sporu z Chinami mogłaby zaszkodzić amerykańskiej gospodarce, co zmusiłoby bankierów do dalszych lub głębszych obniżek.

- Mnie się ta teoria wydaje niezwykle prawdopodobna. Trump bez przerwy krytykuje Fed. Szef Rezerwy Federalnej Jerome Powell podczas swojej konferencji powiedział między innymi, że bank obniża stopy, bo boi się o skutek wojny handlowej. Rzeczywiście może wyglądać to więc tak, jakby Donald Trump postanowił tak podgrzać wojnę handlową, by Fed był zmuszony mocniej ciąć stopy procentowe - zauważa Piotr Kuczyński.

Co dalej?

Na razie rynki się uspokoiły, ale nie znaczy to, że tak już zostanie. Bo inwestorzy nadal nie są pewni, co i kiedy się stanie. Niewykluczone więc, że czekają nas dalsze spadki. Według Piotra Kuczyńskiego umowa handlowa między Stanami Zjednoczonymi a Chinami zapewne będzie podpisana, choć jeszcze nie teraz, a na przykład po wyborach prezydenckich za oceanem w 2020 roku.

Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak to się będzie rozwijało. Nikt nie wie, co zrobi Donald Trump i jak na to odpowiedzą Chińczycy.  Elektoratowi Trumpa taka gra bardzo się podoba, mimo że nie do końca rozumie, że amerykańscy konsumenci zapłacą za wyższe cła z Chin w cenach produktów. Ale dopóki to się ludziom podoba, prezydent USA może utrzymywać napięcie do wyborów. To może trwać długo, a niepewność dla giełd jest najgorsza

- podsumowuje analityk.

Więcej o: