Kolejny prawomocny wyrok. Frankowiczka wygrała z Santander Bankiem. Dostanie 42,5 tys. zł

Sąd Okręgowy w Olsztynie w prawomocnym wyroku orzekł, że Santander Bank Polska ma zwrócić frankowiczce ponad 42,5 tys. zł. Co ciekawe, sąd pierwszej instancji zasądził na rzecz Eweliny K. "jedynie" 6 tys. zł zwrotu. Kolejne 36,5 tys. zł kobieta uzyskała dopiero dzięki apelacji.

Sprawa dotyczyła kredytu zaciągniętego w marcu 2007 r. w Kredyt Banku [ten został w 2013 r. przejęty przez Bank Zachodni WBK, który z kolei w 2018 r. zmienił nazwę na Santander Bank - red.]. 30-letni kredyt opiewał na kwotę ok. 192 tys. zł, był indeksowany kursem franka.

Frankowiczka w 2017 r. skierowała do sądu pozew o zapłatę przeciwko wówczas BZ WBK, zaskarżając tzw. klauzulę indeksacyjną z umowy kredytowej. Kredytobiorczyni, Ewelina K., wskazywała, że kurs, po którym przeliczane było saldo kredytu i poszczególne raty, był ustalany przez bank jednostronnie w jego tabeli kursów. To sprawiało, że przeliczenia między frankami a złotymi było dokonane "w sposób niedozwolony, nieuprawniony i nieskuteczny". Powódka żądała od banku zwrotu 42 tys. 574 zł. Była to kwota, o którą frankowiczka zapłaciłaby bankowi mniej, gdyby niedozwolonej klauzuli indeksacyjnej w ogóle w umowie nie było (a tym samym nie byłoby podstawy do żadnych przeliczeń między złotym a frankiem). 

W pierwszej instancji w grudniu 2018 r. Ewelina K. uzyskała jednak "tylko" wyrok, z którego wynikało, że bank powinien jej zwrócić ok. 6 tys. zł. Powództwo dotyczącego pozostałych ponad 36,5 tys. zł zostało oddalone. Skąd taka decyzja? Sąd Rejonowy w Olsztynie uznał co prawda, że zastosowana przez bank klauzula waloryzacyjna była sprzeczna z naturą kredytu bankowego, jednak wyliczył, że gdyby bank saldo kredytu i poszczególne raty przeliczał nie po własnym kursie, ale po średnim kursie NBP, to "zarobiłby" o ok. 6 tys. zł mniej. Tylko tyle powinien więc oddać frankowiczce.

Zarówno Ewelina K., jak i Santander Bank Polska, złożyły apelacje od tego wyroku. Sprawa trafiła więc do drugiej instancji, do Sądu Okręgowego w Olsztynie. Ten 30 lipca br. wydał wyrok zasądzający na rzecz frankowiczki dodatkowe ponad 36,5 tys. zł. Tym samym Ewelinie K. bank ma zwrócić łącznie ponad 42,5 tys. zł. 

Sąd Okręgowy w Olsztynie przychylił się do argumentu powódki, że niedozwoloną klauzulę indeksacyjną należy w całości wyeliminować z umowy. 

Sąd Okręgowy w pisemnym uzasadnieniu wyroku wskazał, że przewidziane w zawartej przez strony umowie zapisy przewidujące indeksację kredytu do franka szwajcarskiego stanowią niedozwolone klauzule umowne w rozumieniu przepisów kodeksu cywilnego. (...) Spread walutowy stanowił w istocie dodatkowy, niczym nieuzasadniony zarobek banku, niebędący ekwiwalentem żadnej dodatkowej usługi

- komentuje Agnieszka Żegarska, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Olsztynie.

Skutkiem abuzywności klauzul umownych było ustalenie przez sąd drugiej instancji, że powódka od dnia zawarcia umowy była zobowiązana jedynie do zapłaty udzielonej jej kwoty pożyczki w złotówkach powiększonej o odsetki i koszty, bez niedozwolonej indeksacji

- dodaje Żegarska. Gdyby niedozwolonej klauzuli indeksacyjnej w umowie nie było, Ewelina K. zapłaciłaby bankowi ok. 82 tys. zł. Jako że faktycznie zapłaciła ponad 124,5 tys. zł, różnicę - ok. 42,5 tys. zł - Santander Bank powinien jej zwrócić.

Co równie warte podkreślenia, z decyzji sądu drugiej instancji wynika, że kredyt pani Eweliny K. jest kredytem w złotych, ale z oprocentowaniem jak dla kredytów "frankowych", tj. bazującym na stopie LIBOR. Oprocentowaniem znacznie atrakcyjniejszym niż przy standardowych kredytach złotowych.

Wyrok jest prawomocny. Jak informuje Santander Bank, z uwagi na wartość przedmiotu sporu nie przysługuje od niego skarga kasacyjna.

Bank oczywiście szanuje wyrok Sądu i zachowa się zgodnie z jego treścią, aczkolwiek podtrzymuje stanowisko prezentowane w toku procesu i nie zgadza się ze stanowiskiem Sądu przyjmującym, że mamy tutaj do czynienia z kredytem złotowym z oprocentowaniem LIBOR

- czytamy w przesłanym nam komentarzu biura prasowego Santander Banku.

Kształtuje się linia orzecznicza?

Wyrok Sądu Okręgowego w Olsztynie jest o tyle ważny, że podkreśla pewną linię orzeczniczą w sprawach "frankowych". Zdecydowania większość sądowych spraw wytoczonych bankom przez frankowiczów dotyczy właśnie niedozwolonych klauzul indeksacyjnych, czyli tego, jak ustalany był kurs CHF/PLN, po którym dokonywane były przeliczenia salda kredytu i poszczególnych rat. 

Do niedawna sądy były bardzo rozbieżne w decyzjach, co należy zrobić z umowami kredytowymi z takimi niedozwolonymi zapisami. Jedne samej idei indeksacji nie negowały, a jedynie starały się zastąpić w umowach kurs bankowy innym, bardziej "obiektywnym" - m.in. średnim kursem NBP. Zresztą tak zrobił właśnie sąd pierwszej instancji w opisanej powyżej sprawie.

Drugie podejście sądów jest dla banków znacznie mniej korzystne. Polega na tym, że czytając umowę kredytową niedozwoloną klauzulę indeksacyjną ignoruje się. To sprawia, że żadnych przeliczeń walutowych nie ma. Z tego też powodu całe ryzyko walutowe wynikające z umocnienia się franka od momentu zaciągnięcia kredytu zostaje zdjęte z klienta i przesunięte na bank - stąd konieczność zwrotu przez nie kredytobiorcom dużych sum.  

Wygląda na to, że drugie stanowisko zdecydowanie zyskuje na znaczeniu. Wyraził je niedawno także polski Sąd Najwyższy oraz rzecznik Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. W lipcu w podobnej sprawie do tej z Olsztyna również zapadł korzystny dla frankowicza prawomocny wyrok warszawskiego sądu apelacyjnego. Bank Millennium już wypłacił kredytobiorcy łącznie ponad 172 tys. zł.

Czytaj więcej: Bank Millennium wypłacił frankowiczowi ponad 172 tys. zł. Pierwszy taki prawomocny wyrok

W kontekście wypłaty kredytobiorcy 172 tys. zł, Bank Millennium przesłał do naszej redakcji wyjaśnienie, które publikujemy poniżej.

Unieważnienie jakiejkolwiek umowy kredytu powoduje konsekwencje dla obu stron, co często jest przemilczane w ostatnich doniesieniach medialnych. Nie tylko bank, lecz również klient ponosi konsekwencje finansowe. Klient musi oddać bankowi wypłacone przez bank świadczenia czyli kwotę kredytu oraz wynagrodzenie za korzystanie z kapitału [odsetki ustawowe - red.].

W tej konkretnej sprawie Bank Millennium w maju 2017 r. wytoczył przeciwko klientowi powództwo o zapłatę z tytułu zaprzestania płatności rat kredytowych. Po wniesieniu powództwa przez Bank, sąd zawiesił postępowanie do czasu zakończenia sprawy z powództwa klienta. Aktualnie trwają prace nad modyfikacją powództwa - Bank zażąda zwrotu kwoty udzielonego kredytu wraz z wynagrodzeniem za korzystanie przez klienta z kapitału Banku.

Zobacz wideo