LOT zaliczył klęskę na Węgrzech? Firma odpowiada: jesteśmy zadowoleni z wyników

Z doniesień medialnych wynika, że PLL LOT ponosi na Węgrzech poważne straty finansowe, a zapowiadana przez przewoźnika wielka zagraniczna ekspansja spełzła na niczym. Firma odcina się od zarzutów. "Zyskowność każdego połączenia dalekodystansowego ocenić można dopiero po upływie około trzech lat" - czytamy w przesłanym nam oświadczeniu.

Jak donosi "Gazeta Wyborcza", LOT może mieć poważne kłopoty finansowe na Węgrzech. Miało być inaczej. Miała być ekspansja na rynek węgierski, zyski i perspektywa europejskiego lidera.

Ruszamy z bardzo dobrymi połączeniami z Budapesztu do Nowego Jorku i Chicago. LOT nie tylko wstaje z kolan, ale staje się też ważnym partnerem w różnych krajach Europy Środkowej. Kto wie, może w ciągu najbliższych pięciu lat będzie to jedna z głównych linii europejskich

- mówił w Budapeszcie w połowie 2017 r. Mateusz Morawiecki. o ekspansji LOT-u na rynek węgierski, co przypomniała "Gazeta Wyborcza", wskazując, że dziś samoloty polskiego przewoźnika są nierzadko puste.

>>> Nowy, ogromny Boeing będzie miał składane skrzydła. Sprawdź, co na tym zyska.

Zobacz wideo

Efekty decyzji poznamy za 3 lata

O komentarz poprosiliśmy przedstawicieli PLL LOT. Ci uważają, że wybór Budapesztu na drugi hub LOT-u w Europie był decyzją biznesowo słuszną, a w lipcu przewiózł o 37 proc. więcej pasażerów niż w analogicznym okresie rok wcześniej.

"Budując drugi hub w Budapeszcie, LOT nie tylko uruchamia nowe połączenia, ale również zatrudnia 80 węgierskich stewardess i stewardów i kilkunastu pilotów. Nasi pasażerowie doceniają dedykowany produkt - jesteśmy zadowoleni z wyników połączeń z Budapesztu i stale analizujemy potencjał ich dalszego rozwoju" - podało biuro przewoźnika.

LOT zapowiada też uruchomienie kolejnych połączeń - do Pragi, Brukseli, Sofii, Stuttgartu, Belgradu i Bukaresztu - co da przewoźnikowi łącznie 12 bezpośrednich połączeń z węgierskiego hubu. Opłacą się? To LOT będzie wiedział nie wcześniej niż za 3 lata.

O rentowności połączeń lotniczych decyduje nie tylko poziom wypełnienia samolotu, ale kilka innych czynników, w tym również struktura ruchu pasażerskiego. Zyskowność każdego połączenia dalekodystansowego ocenić można dopiero po upływie około trzech lat. Jak dotąd rejsy z Budapesztu do USA miały charakter point to point czyli obsługiwały pasażerów tylko z miast do których latają zamiast z całego regionu. Mimo to, w szczycie bieżącego sezonu letniego średni poziom wypełnienia rejsów na trasie Budapeszt-Chicago wyniósł aż 75 proc. i 80 proc. na trasie Budapeszt-JFK (czerwiec, lipiec)

- wyjaśnia biuro LOT-u w przesłanym Next.Gazeta.pl komentarzu. I dodaje:

Połączenia transatlantyckie (BUD-JFK/ORD) charakteryzuje wysoka sezonowość ruchu. Dlatego LOT zdecydował się na dostosowanie rozkładu w niskim sezonie zimowym - z 4 do 3 rejsów tygodniowo na trasie do Nowego Jorku oraz zmieniony został charakter połączenia do Chicago na sezonowe (ruch tylko w sezonie letnim). W zamian, od 22 września wystartują rejsy do Seulu i będą wykonywane z częstotliwością 3 razy w tygodniu

Straty po uziemieniu Boeinga 737 MAX 8

LOT nie chce komentować słów analityków firmy OAG, którzy wskazują na wielomilionowe straty m.in. polskiego przewoźnika na skutek przedłużającego się uziemienia MAX-ów Boeinga. LOT przyznaje jedynie, że liczy koszty i liczy na porozumienie ze strony koncernu.

Nie komentujemy przedstawionych wyliczeń raportu OAG, natomiast jako odpowiedzialny przewoźnik na bieżąco monitorujemy koszty wynikające z uziemienia Boeingów 737 MAX. Jesteśmy w stałym kontakcie z naszymi partnerami - leasingodawcami i firmą Boeing i pracujemy nad rozwiązaniem problemu na drodze współpracy.Pomimo uziemienia pięciu samolotów boeing 737 MAX 8 - LOT utrzymał zaplanowaną siatkę połączeń (o 15 proc. większą niż rok temu), a co za tym idzie zrekompensował straty w liczbie oferowanych miejsc, dzięki pozyskaniu dziewięciu dodatkowych samolotów w tzw. wet leasingu i dry leasingu

- podało biuro PLL LOT w odpowiedzi na pytanie Next.Gazeta.pl.

Boeing w wydanym oświadczeniu ubolewa nad sytuacją i zapewnia, że wraz z przedstawicielami nadzoru lotniczego stara się przywrócić MAX-y do użytku. To jednak może szybko się nie udać - prace wciąż trwają, a kolejne terminy zniesienia uziemienia po ostatnich katastrofach nie są już podawane, bo na jaw wychodzą nowe usterki MAX-ów. Zapowiada się, że linie lotnicze latające na 737 MAX-ach Boeinga czeka najgorszy z możliwych, komercyjnych scenariuszy czyli brak kluczowych dla floty maszyn przez cały okres wakacyjny.