Pieniądze od rządu dla TOPR i GOPR nie wystarczają. Sponsorzy łatają budżet ratowników

Ratownicy TOPR przez kilka dni w bardzo trudnych warunkach poszukiwali grotołazów w jaskini Wielkiej Śnieżnej. W czwartek TOPR i GOPR niosły pomoc po burzy w Tatrach, podczas której zginęły cztery osoby, a ponad 150 zostało rannych. Ratują ludzkie życie i zdrowie codziennie, ale niestety warunki ich pracy pozostawiają wiele do życzenia. Ratownictwo górskie wciąż jest bardzo niedoinwestowane przez państwo, TOPR i GOPR muszą wspierać sponsorzy.

Działalność GOPR i TOPR finansowana jest z dotacji MSWiA. To kilkanaście milionów złotych, w tym roku 14 mln zł. Do tego dochodzi 15 procent wpływów z biletów do parków narodowych, a także pieniądze z Fundacji Ratownictwa Tatrzańskiego TOPR.

Ale wciąż brakuje pieniędzy, dlatego staramy się szukać także prywatnych sponsorów. Obecnie współpracujemy z takimi firmami jak BP, Plus, Salewa czy Skoda. Tyle że to jest ciągła walka o każdy grosz i na pewno nie rekompensuje zwiększonego finansowania z budżetu państwa, którego nie mamy

- ubolewał kilka miesięcy temu w rozmowie z Gazeta.pl Grzegorz Bargiel ratownik zawodowy TOPR. 

Czytaj więcej: Ratują ludzi spod lawin, a "na rękę" mają mniej niż kasjer w dyskoncie [SPOWIEDŹ RATOWNIKA GÓRSKIEGO]

Portal money.pl podaje, że w przypadku TOPR rządowa dotacja pokrywa zaledwie 60 proc. kosztów działalności.

To nie wygląda poważnie, jak widzimy ratowników z tyloma logotypami na kombinezonach. Zresztą już za chwilę chyba będzie brakować na nich miejsca na kolejne

- komentuje dla money.pl Beata Sabała-Zielińska, autorka książki "TOPR. Żeby inni mogli przeżyć".

Na rękę mniej niż w dyskoncie

Konieczność zabiegania o wsparciu sponsorów przez TOPR i GOPR, aby mieć za co ratować życie turystów w górach, nie jest jedynym elementem pracy ratowników, który może dziwić i niepokoić. Pensja podstawowa początkującego zawodowego ratownika - po latach szkoleń i ćwiczeń - to raptem ok. 2,5 tys. zł na rękę. 

Zważywszy na zakres wymaganych kompetencji (np. bycia kierownikiem dyżuru czy zarządzania zespołem ratowników) i olbrzymią odpowiedzialność to śmieszne pieniądze

- komentuje Bargiel.

Od wielu lat dobijamy się o zwiększenie wynagrodzeń dla ratowników zawodowych. Z nazwy ratownictwo jest ochotnicze, ale z racji potrzeb, specjalistycznego wyszkolenia oraz możliwości dyspozycyjnych to właśnie ratownicy zawodowi biorą udział w blisko 90 proc. akcji. Wszyscy, do których w ostatnich latach się zwracaliśmy, są "za", ale na deklaracjach się kończyło

- mówił rok temu cytowany przez "Wyborczą" Jan Krzysztof, naczelnik TOPR.

Problemem są także przywileje emerytalne ratowników górskich. A raczej ich brak. Ratownicy pełną emeryturę dostają w wieku 65 lat.

Już dzisiaj średnia wieku ratowników zawodowych w TOPR wynosi około 45 lat. Za 20-25 lat turystów z gór będą znosić 65-letni staruszkowie. Przecież to czysty absurd

- uważa Bargiel.

Zobacz wideo