Zerowy deficyt w 2020 roku? Ekspert: "Da się to zrobić kombinacją jednorazowych środków i podwyżek podatków"

Według informacji "Rzeczpospolitej", budżet państwa na 2020 rok może w ogóle nie przewidywać deficytu. - Stabilność budżetowa zdecydowanie na plus, natomiast struktura finansowania budżetu i zmian podatkowych jest wielce kontrowersyjna - komentuje Ignacy Morawski, ekonomista SpotData.pl.

We wtorek rząd ma się zająć wstępnym projektem budżetu na 2020 r. Poniedziałkowa "Rzeczpospolita" sugeruje, że będzie to budżet zrównoważony, bez deficytu. Czy to realne?

>>>Recesja, wojna handlowa Donalda Trumpa - Polski to na razie zbyt mocno nie dotyka, ale w wielu krajach spowolnienie jest już bardzo widoczne:

Zobacz wideo

W opinii ekonomisty Ignacego Morawskiego, twórcy serwisu SpotData, jednorazowo budżet bez deficytu jest możliwy do spełnienia.

Da się to zrobić kombinacją jednorazowych środków i podwyżek podatków

- mówi Morawski w rozmowie z next.gazeta.pl, zaznaczając jednak oczywiście, że na razie nie wiadomo, co dokładnie znajdzie się w projekcie budżetu. 

Takim jednorazowym środkiem będzie na pewno opłata przekształceniowa po likwidacji OFE (15 proc. środków z OFE przy przenosinach tych środkach na IKE). Do budżetu może wpłynąć z tego tytułu kilkanaście miliardów złotych. 

Dodatkowo jednorazowo budżet w 2020 r. zyska także miliardy złotych z aukcji częstotliwości i aukcję uprawnień CO2. 

Niektóre ustawy zwiększą wpływy do budżetu na stałe

Ale kolejnych kilkanaście miliardów złotych rocznie mogą już nie być "jednorazowym" dodatkiem do budżetu w 2020 r., a zmianą trwałą.

Sądzę, że trwałe zmiany, które mogą być wprowadzone, to zwiększenie oskładkowania, zwiększenie ściągalności w ZUS oraz likwidacja składek do OFE. Z takich działań można "wyciągnąć" ok. 15 mld zł rocznie

- wymienia Morawski.

To prawda - jednorazowe wpływy z opłaty przekształceniowej nie są jedynym pozytywnym dla budżetu skutkiem likwidacji OFE. Zmniejszy się także obciążenie ZUS, który np. w 2018 r. przekazał do Otwartych Funduszy Emerytalny łącznie ponad 3 mld zł. 

Jeśli chodzi o zwiększenie oskładkowania, to tutaj są dwie planowane przez rząd zmiany (opisane w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa, przyjętym w kwietniu br. przez rząd). Po pierwsze, to pełne oskładkowanie umów-zleceń. Dziś składki ZUS odprowadza się tylko od kwoty płacy minimalnej. Jeśli ktoś na pierwszej umowie zarabia 2250 zł (pensja minimalna w 2019 r.), a na drugiej np. kolejne 3 tys. zł, to tylko ta pierwsza umowa jest oskładkowana.

Po drugie, to likwidacja zasady "30-krotności". Polega ona na tym, że jeśli ktoś zarobi w ciągu roku więcej niż 30-krotność prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce, to w tym roku dalsze składki na ZUS nie są już odprowadzane. Prognozowane wynagrodzenie na 2019 r. wynosiło 4765 zł, limit 30-krotności opiewa na blisko 143 tys. zł.

Likwidacja zasady 30-krotności sprawi, że ZUS dostanie więcej składek od osób najlepiej zarabiających. Problem tylko w tym, że w momencie, gdy te osoby będą przechodziły na emerytury, ZUS będzie im musiał wypłacać bardzo wysokie świadczenia. To jednak problem nie na teraz - objawi się dopiero za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat.

Wśród innych pomysłów na zwiększenie wpływów do budżetu Morawski wymienia też np. podatek handlowy czy podatek cyfrowy.

Wstępny deficyt bez kontrowersji

Jednak - jak sugeruje "Dziennik Gazeta Prawna" - we wstępnym projekcie budżetu na 2020 r. nie będą uwzględnione wpływy z tytułu planowanych przez rząd zmian, którą mogą wywoływać kontrowersje. Chodzi np. o wyższe składki na ZUS. Mogą one zostać natomiast "dołożone" do budżetu po jesiennych wyborach parlamentarnych. 

Myślę, że we wstępnym projekcie budżetu nie będzie np. żadnej podwyżki składek na ZUS, tylko zerowy deficyt będzie w większej mierze zależny od zwiększenia ściągalności VAT

- mówi w rozmowie z next.gazeta.pl Ignacy Morawski. Dopiero po wyborach projekt budżetu zostanie zmieniony. 

Co z pieniędzmi na trzynastki?

Pytanie, czy w budżecie bez deficytu rząd dałby radę sfinansować jeszcze np. coroczne trzynastki dla emerytów. Premier Morawiecki mówił ostatnio w rozmowie z "Super Expressem", że rząd chce uregulować ustawowo kwestię "Emerytury plus" tak, aby seniorzy co roku dostawali "trzynastkę".

W planowanym budżecie jest tyle jednorazowych dochodów - jeszcze może dojść np. zysk z NBP - że generalnie wyobrażam sobie, że da się zmieścić trzynastą emeryturę. Pogodzenie jej z zerowym deficytem będzie trudne, ale przy korzystnych wiatrach na jeden rok pewnie się da

- komentuje Morawski. 

Zerowy deficyt to będzie "przejściowa historia"

W opinii ekonomisty SpotData.pl, zerowy deficyt będzie "przejściową historią". 

O ile w ogóle będzie, bo nie wiemy, jak mocno spowolni gospodarka. Przy czym oczywiście sam fakt zbilansowania finansów publicznych jest pozytywny. To się nie udało wcześniej i wydawało się, że przy tak dużych transferach społecznych to w ogóle jest niemożliwe, a mimo wszystko to się udało

- komentuje Morawski. Jest jednak druga, mniej pozytywna strona medalu. 

Stabilność budżetowa zdecydowanie na plus, natomiast struktura finansowania budżetu i zmian podatkowych jest wielce kontrowersyjna. Po pierwsze - mamy ściąganie dochodów podatkowych przyszłym pokoleniom. Opodatkowanie aktywów OFE jest de facto przesunięciem podatku z wypłaty emerytur w przyszłości, na dziś. Ktoś mógłby chcieć to inaczej wydać. Po drugie, mamy kontrowersyjne rozdysponowanie dochodów z aukcji CO2. Już pominę mocne podwyżki podatków, które mogą uderzać w aktywność gospodarczą. Dochody państwa zdecydowanie rosną - po części to koniunktura, ale częściowo podwyżki podatków. Mamy i podatek bankowy, i zamrożenie progów podatkowych, po wyborach możliwe, że zwiększenie składek na ZUS. Trochę tych podatków by się uzbierało

- komentuje ekonomista SpotData.pl.