Rządzący Szwecją socjaliści sięgają po rozwiązanie przetestowane przez PiS nad Wisłą. Nowy podatek

W Szwecji zanosi się na wprowadzenie podatku bankowego. Pieniądze pozyskane z niego państwo wyda jednak nie na programy socjalne, ale na zbrojenia.

W sobotę szwedzka minister finansów Magdalena Andersson zapowiedziała wprowadzenie podatku bankowego. Stało się to dzień po tym, jak socjaliści dogadali się z zielonymi i partiami centrowymi odnośnie do zwiększenia wydatków na obronę o 5 mld szwedzkich koron (ponad pól miliarda dolarów) w latach 2022-2025.

To z kolei jest efektem rosnących obaw Szwedów dotyczących zagrożenia ze strony Rosji. Szwedzi zacieśniają więc swoje więzi z NATO, a w zeszłym roku okazało się, że chcieliby również kupić amerykańskim system obrony powietrznej Patriot. To wydatek na poziomie co najmniej kilku miliardów dolarów.

Zbrojenia niestety kosztują i to niemało. Dlatego nowe podatki są potrzebne - w tym bankowy, który ma zacząć obowiązywać w Szwecji w 2022 roku. 

>>> Kuczyński: "W niektórych krajach widać spowolnienie, w Polsce jeszcze nie". Zobacz nasz materiał wideo

Zobacz wideo

Czytaj więcej: Prezydent Donald Trump ignoruje Niemcy. Polska wpływowym graczem w USA

Nic nie da przeniesienie centrali za granicę

- Banki mają duże zyski każdego roku i dodatkowo jeszcze w ostatnich latach dużo zyskały dzięki wprowadzeniu ulg w podatkach korporacyjnych - powiedziała w sobotę Magdalena Andersson.

Dodała przy tym, że podatek będzie tak skonstruowany, że dotknie wszystkie operacje bankowe prowadzone w Szwecji, przez co zapłacą go również instytucje, które mają centrale poza Szwecją. To aluzja do działań Nordei, niedawno ta skandynawska grupa bankowa przeniosła główną siedzibę ze Sztokholmu do Finlandii.

Nowy podatek ma przynieść każdego roku 5 mld koron szwedzkich. Tak przynajmniej szacuje rząd. I nawet jeżeli ta kwota jest zbyt optymistyczna, to na pewno podatek bankowy będzie stanowił istotną część w przyszłych budżetach Szwecji

Podatek bankowy jest już w Polsce

Tymczasem podatek bankowy funkcjonuje już w Polsce. PiS wprowadził go w 2016 roku i przyniósł on w ubiegłym roku niecałe 4,5 mld zł, "zjadając" przy tym od kilkunastu do nawet jednaj czwartej zysków banków. To są spore pieniądze.