Królowa Elżbieta II odwoła Borisa Johnsona? Może to zrobić, jeśli premier nie odroczy brexitu

Premier Boris Johnson może zostać zdymisjonowany przez królową Elżbietę II, jeśli nie wynegocjuje z Unią nowej umowy i nie będzie próbował odroczyć daty brexitu - uważa deputowany Dominic Grieve, jeden z 21 posłów usuniętych niespełna miesiąc temu z klubu parlamentarnego Partii Konserwatywnej.
Zobacz wideo

To dzisiaj jedno z głównych pytań, które jest zadawane w Wielkiej Brytanii - co stanie się w sytuacji, gdy Boris Johnson nie wynegocjuje z Unią Europejską nowej umowy (na szczycie UE 17-18 października), i jednocześnie nie poprosi Brukseli o przedłużenie czasu na brexit do 31 stycznia 2020 r. Przypomnijmy, że taki obowiązek nakłada na premiera tzw. "ustawa Benna" przegłosowana przez Izbę Gmin na początku września br. 

Tyle, że Johnson cały czas twardo stoi na stanowisku, że Wielka Brytania wyjdzie z Unii 31 października br. - z umową lub bez niej. Premier stwierdził wręcz, że "wolałby skonać w rowie" niż jechać do Brukseli prosić o kolejne opóźnienie brexitu. Z kolei szanse na kompromis z Unią są raczej nikłe.

"Królowa mogłaby odwołać Johnsona"

Deputowany Dominic Grieve, jeden z 21 posłów usuniętych na początku września br. z klubu parlamentarnego Partii Konserwatywnej za głosowanie przeciwko Borisowi Johnsonowi, w wywiadzie w Sky News jest zdania, że gdyby premier nie poprosił Brukseli o odroczenie brexitu, to zostałby postawiony przed sądem i zostałby na niego nałożony tzw. "writ of mandamus", czyli sądowy nakaz wypełnienia obowiązku. Grieve dodaje, że sprawa mogłaby też trafić do Sądu Najwyższego. 

Grieve pytany dalej co w sytuacji, gdyby Boris Johnson nie podporządkować się orzeczeniu sądu, stwierdził, że wówczas "nie będzie go za pięć minut", bo zostanie zdymisjonowany przez królową.

To raczej hipotetyczna sytuacja, ale jeśli Johnson ma zamiar nadal zachowywać się w kompletnie niedorzeczny sposób - tak, może tak się stać. Ale myślę, że sporo rzeczy może się stać do tego czasu, które mogłyby temu zapobiec

- powiedział deputowany, dodając, że jakiś premier zawnioskuje o przedłużenie czasu na brexit, jeśli nie Johnson to ktoś inny. 

Wcześniej Grieve mówił także o tym, że nawet gdyby Boris Johnson wrócił ze szczytu unijnego z umową zdolną przejść przez parlament (co w opinii deputowanego jest mało prawdopodobne), to data brexitu 31 października i tak będzie musiała być przełożona, bo prace legislacyjne potrwałyby miesiącami.

Niemal miesiąc temu w rozmowie ze Sky News były prokurator generalny Anglii i Walii Ken MacDonald mówił, że Boris Johnson może trafić do więzienia, jeśli odmówi przesunięcia daty wyjścia państwa z Unii Europejskiej.

Czy królowa odwoła Johnsona?

"Daily Mail" komentując słowa Grieve'a o tym, że Borisa Johnsona mogłaby odwołać Elżbieta II, zwraca uwagę, że konstytucjonaliści nie są zgodni co do dokładnych uprawnień królowej w tym zakresie, bo taka ewentualność jeszcze nigdy nie była rozważana. Inna sprawa, że jest wątpliwe, aby Elżbieta II zdecydowała się na taki krok.

Wydaje się, że dużo bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest przegłosowanie w Izbie Gmin wotum nieufności wobec Borisa Johnsona, a następnie wysunięcie przez parlament nowego kandydata na premiera - prawdopodobnie lidera Partii Pracy Jeremy'ego Corbyna. Szkocka Partia Narodowa już buduje koalicję, by odwołać Johnsona. Separatyści chcą sojuszu opozycji. Partia Pracy już mówi "tak". 

Plan Szkotów to wyłonienie tymczasowego premiera, który miałby dwa główne zadania do wykonania. Po pierwsze, formalne zwrócenie się do Unii o przełożenie brexitu, po drugie - ogłoszenie przedterminowych wyborów.

Czytaj więcej: Boris Johnson może nie dotrwać do daty brexitu w fotelu premiera. Premier Szkocji montuje koalicję