Dziś TSUE orzeknie ws. kredytu "frankowego". Na ten wyrok czekają tysiące frankowiczów

O 9.30 w Trybunale Sprawiedliwości Unii Europejskiej ma zostać odczytany wyrok ws. kredytu frankowego. Choć orzeczenie będzie dotyczyło konkretnego kredytu państwa Dziubaków w Raiffeisen Banku, czekają na nie tysiące frankowiczów, bankowcy, a także rynki finansowe.

Bodaj najczęściej podnoszonym argumentem frankowiczów w sądach są wadliwe tzw. klauzule indeksacyjne w ich indeksowanych kredytach frankowych. Co prawda kwota kredytu w umowie była określona w złotych - podobnie jak środki zostały wypłacone w polskiej walucie - ale saldo zadłużenia i raty zostały przeliczone na franki.

>> "Droższe kredyty". Eksperci punktują konsekwencje orzeczenia TSUE:

Wadliwe (abuzywne, niedozwolone) klauzule indeksacyjne polegały na tym, że dawały bankowi jednostronnie możliwość ustalania kursu przeliczenia. Czyli odnośnikiem była tabela kursowa banku, a nie jakiś "obiektywny" kurs, np. NBP.

Sądy muszą więc zdecydować, czy umowa z usuniętą klauzulą indeksacyjną może być kontynuowana, czy może zostać uznana za nieważną? Co jeśli umowa ma trwać - czy niedozwoloną klauzulę można czymś zastąpić (np. odniesień do tabel kursowych NBP), czy należy czytać umowę kredytową tak, jakby niedozwolonej klauzuli w ogóle nie było? 

Czytaj więcej: Wyrok TSUE. Na stanowisko Polski wpływ miał Piebiak. "Sam ma kredyt we franku"

Pytania do TSUE ponad rok temu

Wobec wątpliwości i różnego orzecznictwa, sędzia Kamil Gołaszewski z Sądu Okręgowego w Warszawie, konkretną sprawę państwa Dziubaków przeciwko Raiffeisen Bankowi, zwrócił się ponad rok temu do Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej z tzw. pytaniami prejudycjalnymi. Chodziło właśnie o interpretację - na gruncie unijnej dyrektywy w sprawie nieuczciwych warunków w umowach konsumenckich - jak rozpatrzyć tę konkretną sprawę.

Sędzia Gołaszewski zapytał TSUE m.in., czy sąd może zastąpić wadliwe klauzule indeksacyjne jakimiś innymi, na jaki moment należy oceniać skutki ewentualnej nieważności umowy (czy na dzień jej podpisania, czy zaistnienia sporu), czy to, czego chce kredytobiorca ma nadrzędne znaczenie albo czy możliwe jest w ogóle stosowanie umowy kredytowej bez klauzuli indeksacyjnej.

I właśnie na te pytania TSUE już w czwartek 3 października odpowie. 

Czytaj więcej: To będzie finansowe tsunami? Nadciąga wyrok TSUE ws. frankowiczów. "Wszyscy klienci banków za to zapłacą"

Co może się stać?

Powszechnie oczekuje się, że orzeczenie TSUE będzie mogło być wskazówką dla sądów jak rozpatrywać podobne sprawy frankowe. Jeśli będzie pozytywne dla frankowiczów - z pewnością reprezentujący ich prawnicy w sądach będą się na nie powoływali. W tym sensie czwartkowy wyrok TSUE jest interesujący dla kredytobiorców i banków.

Warto jednak pamiętać, że od czwartkowego wyroku TSUE do "dramatu" banków (szacują, że w najgorszym wypadku "stracą" 60 mld zł, czyli około czterokrotność ich rocznego zysku) bardzo daleka droga. W tym momencie w sądach toczy się około 17 tys. spraw frankowych, czyli około 2 proc. całej liczby umów o kredyt frankowy podpisanych kiedykolwiek. Oczywiście, nie można wykluczyć lawiny nowych spraw, ale to sprawi, że sądy się mocno "przytkają", chociaż trochę pomóc frankowiczom może fakt, że już wkrótce ich sprawy będą rozpatrywały sądy w ich miejscu zamieszkania, a nie tam, gdzie siedzibę ma bank.

Poza tym zawsze ostateczny głos mają sądy krajowe, nawet jeśli TSUE da im silną wskazówkę. Inna sprawa, że, pomimo pozytywnej dla frankowiczów majowej opinii rzecznika generalnego TSUE, pojawiają się opinie, iż wyrok TSUE wcale nie musi być jednoznaczny.

Sytuacja na rynkach jest jednak tak napięta, że już od kilku tygodni akcje banków na giełdzie tanieją, a złoty jest najsłabszy od około 2,5 roku.

Co by było, gdyby TSUE orzekł tak jak rzecznik generalny?

W maju rzecznik generalny TSUE w swojej opinii (niewiążącej) stwierdził, że po pierwsze wadliwej klauzuli indeksacyjnej sąd nie może zastępować żadną inną. Po drugie, że wola klienta do unieważnienia umowy jest najważniejsza i jeśli kredytobiorca tego chce, sąd powinien się przychylić do takiego żądania. Zupełnie na marginesie pozostaje pytanie, jak wtedy strony, tj. klient i bank, rozliczyłyby się pomiędzy sobą. Tutaj też mogą pojawiać się kontrowersje dotyczące np. przedawnienia roszczeń.

Bodaj najbardziej kontrowersyjnym elementem opinii rzecznika było jednak to, że umowę o kredyt "frankowy" można stosować dalej z pominięciem klauzuli indeksacyjnej. To sprawiłoby, że zobowiązanie przyjęłoby kuriozalną, niespotykaną nigdzie na świecie konstrukcję. Byłoby kredytem całkowicie w złotych (bez jakiegokolwiek przeliczania na czy z franków), a jednocześnie z bardzo atrakcyjnym (dużo bardziej niż "standardowe" kredyty w złotych) oprocentowaniem, bo bazując na stawce LIBOR, stosowanej wyłącznie w kredytach frankowych. To by oznaczało, że zadłużenie "frankowicza" natychmiast spada często o setki tysięcy złotych, a jego rata nawet o połowę. 

Bankowcy podnoszą, że taki kredyt byłby nie tylko absurdalny prawnie, ale i nieuczciwy wobec osób, które od początku miały kredyty w złotych.

Czytaj też: Kredyt w złotych, odsetki jak we frankach. Przed tym scenariuszem drżą banki w Polsce. Jest blisko

Więcej o:
Komentarze (132)
Na ten wyrok frankowicze czekają z zaciśniętymi kciukami. Dziś TSUE orzeknie ws. kredytu 'frankowego'
Zaloguj się
  • norman67

    Oceniono 25 razy 9

    Dlaczego szczujecie na frankowivzow, a nie na zagranicznych i polskich banksterow, ktorzy zorganizowali akcje sprzedazy polskim firmom i klasie sredniej opcji walutowych zamiast kredytow i ograbili Polakow na 60 mld zlotych?

  • soap2

    Oceniono 15 razy 7

    Skoro "widziały gały co brały", to dlaczego banki przestały dawać kredyty walutowe, gdy kursy skoczyły do 4zł za franka i 5 zł za euro?? Wtedy przestało im się opłacać?

  • hellk

    Oceniono 15 razy 7

    Ale ten wyrok tylko potwierdzi oczywiste, ze wpisy niedozwolonych klauzul do rejestru maja taki sam skutek wobec bankow, jaki zawsze mialy wobec pozostalych uczestnikow rynku.

  • nit21

    Oceniono 8 razy 6

    Bankowcy płaczą. Gazeta straszy, że jeśli złodziej zostanie ukarany, to każą oddać mu ukradzione pieniądze, a on musi z czegoś żyć. Takie współczucie, jednak dla kredytobiorców tego współczucia nie ma. Współczucie sponsorowane? Te kredyty zawsze były w złotych, tylko fikcyjnie indeksowane we frankach, aby bank mógł więcej zarobić. I tu chciwość wzięła górę, więc przeliczali fikcyjnie złotówki na franki, po kursie i prowizjach wydumanych, aby ukraść więcej, ale i tak franków żadnych nie kupowali, bo to był kredyt w złotówkach. Kant był wymyślony już na początku tych kredytów. Wciskać, gdy frank jest tani (na pewno zdrożeje, to bank się obłowi), wciskać, że na zwykły kredyt ktoś nie ma zdolności na kredyt i wmawiali (wiedząc co i jak), że ten kredyt jest bardziej opłacalny. Jeśli to nie jest oszustwo.

  • justyn

    Oceniono 5 razy 3

    Kilka pytań do bankowych trolli: kto był autorem umów z klauzulami abuzywnymi: banki czy klienci? Czy to klienci podsuwali tego rodzaju umowy bankom do podpisania czy może było odwrotnie?

  • gapcio2010

    Oceniono 17 razy 3

    Okaże się wreszcie czarno na białym, jakimi złodziejami są banki, instytucje, które powinny być krystaliczne! Dziś wszystko i wszyscy są "krystaliczni" , jak widzimy na co dzień.....

  • asperamanka

    Oceniono 15 razy 3

    Nie napiszę, że kredyty w CHF brali dorośli ludzie, którzy ubezwłasnowolnieni nie byli, i widziały gały o brały, bo to ewidentne, i napisane na forach już milion razy.

    Natomiast napiszę, że przy okazji tych kredytów znów wychodzi bylejakość naszego państwa. Najpierw nadzór finansowy latami tolerował udzielanie przez banki kredytów indeksowanych do waluty w której kredytobiorcy nie zarabiali, i umowy kredytowe pełne klauzul abuzywnych, a politycy, w tym i politycy PiS, cieszyli się że te kredyty dają ludziom szanse na zakup mieszkań, choć ci ludzie de facto nie mieli zdolności kredytowej. Następnie, wbrew zapowiedziom choćby Dudy z kampanii wyborczej, nie uregulowano sprawy tych kredytów systemowo, puszczając sprawę na żywioł, czyli na sądy. Podobnie jak nie uregulowano systemowo choćby sprawy reprywatyzacji. I teraz wszyscy za te zaniechania zapłacimy jako klienci banków i jako podatnicy.

    Osoby odpowiedzialne za te zaniechania powinny trafić, zlicytowane i w samych skarpetkach, do najbliższego zakładu karnego.

  • piotrus.pan11

    Oceniono 4 razy 2

    Jak zwykle padają hasła, że sami są sobie winni, bo "wiedziały gały co brały". Tego rodzaju argument przestaje mieć sens, kiedy między sprzedawcą a klientem występuje znacząca asymetria wiedzy z danej dziedziny, a na dodatek ten pierwszy tę asymetrię pogłębia, z pełną świadomością okłamując tego drugiego.
    Banki cynicznie wykorzystały fakt, że 1) ich klienci w większości wypadków nie mieli wiedzy ekonomicznej, by właściwie ocenić ryzyko zadłużenia w walucie obcej w długim okresie i 2) że nadal cieszyły się wtedy opinią instytucji zaufania publicznego, a porada doradcy w banku była przez wielu traktowana jako opinia eksperta, który - nawet jeśli z oczywistych powodów działa na rzecz banku - to jednak jest profesjonalistą, który nie okłamie ich w żywe oczy.
    Banki ewidentnie dezinformowały klientów, przekonując ich wszelkimi sposobami, że kredyty frankowe nie wiążą się z poważnym ryzykiem. Nawet w miarę świadomy klient w oparciu o otrzymane od banków informacje o poziomie wahań franka z poprzednich lat (dobranych akurat z okresu, gdy był on niski i stabilny) miał prawo sądzić, że maksymalne ryzyko, nawet w pesymistycznym wariancie, jest jak najbardziej do zaakceptowania. Aby zrozumieć, że kurs franka może wystrzelić o rząd wielkości poza wartości z ostatnich lat, musiałby mieć głębszą wiedzę z dziedziny ekonomii. Zarządy banków taką wiedzę posiadały i mimo to z pełną świadomością naciągnęły klientów na te kredyty. Przeciętny Kowalski jej nie posiadał i co istotne, miał wszelkie prawo jej nie posiadać. Nie każdy musi być ekspertem w każdej dziedzinie, zwłaszcza na zaawansowanym poziomie, a brak elementarnego zaufania tak do ludzi, jak i instytucji jest w Polsce plagą, do której banki walnie się przyczyniły. Idąc do mechanika, lekarza, prawnika itd. mamy prawo oczekiwać, że nie zostaniemy cynicznie wykorzystani i nie będziemy musieli studiować prawa czy medycyny by upewnić się, że specjalista nas nie oszukuje.
    Bankom należy się porządne walnięcie po łapach, żeby odechciało im się robić podobne numery. Tego rodzaju machloje są oburzające, kiedy stosują je szemrani sprzedawcy garnków za 10 tys. Kiedy stosują je "szanowane" instytucje kluczowe dla gospodarki, jest to po prostu niebezpieczne.
    PS. żeby nie było - nie mam i nigdy nie miałem kredytu we frankach. Ale idąc do banku wolałbym nie musieć się zastanawiać, czy nie zostanę oszukany.

  • marcone4b

    Oceniono 4 razy 2

    do tej (kuriozalnej) sytuacji doprowadziły banki przygotowując wadliwy z punktu widzenia prawa dokument umowy kredytowej.

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX