Kalifornia. Firma energetyczna odcięła od prądu prawie milion ludzi. Nadciąga wiatr Diablo

Kolejki na stacjach benzynowych, ostrzeżenia przed niedziałającą sygnalizacją świetlną i zamykane szkoły. Firma energetyczna PG&E w środę odcięła od systemu kilkaset tysięcy odbiorców z północnej Kalifornii. Nad region nadciągają suche jesienne wiatry, nazywane Diablo, które podnoszą ryzyko tragicznych pożarów. PG&E była przed rokiem obwiniana za przyczynienie się do niektórych z nich, przez pozwy może stracić miliardy dolarów. W tym roku chce tego uniknąć. Nie wszystkim jej metoda się podoba.

Firma energetyczna Pacific Gas & Electric rozpoczęła wielką operację odcinania swoich klientów z północnej Kalifornii od dostępu do energii elektrycznej. W pierwszym etapie prądu pozbawiła około 500 tysięcy klientów, co dotknęło łącznie blisko milion osób. Akcją objętych ma zostać jeszcze 250 tysięcy kolejnych odbiorców. Jeśli tak się stanie, około dwa miliony mieszkańców regionu będzie odciętych od prądu przez nawet kilka dni - podaje Associated Press.

Północna Kalifornia odcięta od prądu

W środę, przed rozpoczęciem odłączania, na stacjach benzynowych i w sklepach ustawiły się długie kolejki. Ludzie kupowali baterie, latarki, chłodziarki i lód. Szpitale będą działać, ale zamknięto szkoły, zajęcia odwołały też uniwersytety. Władze dotkniętych wyłączeniem miast ostrzegają mieszkańców, by nie poruszali się samochodami, jeśli nie będzie to konieczne - sygnalizacja świetlna w wielu miejscach nie działa.

Kalifornia. Kolejka do stacji benzynowej przed odcięciem prądu w północnej części stanu.Kalifornia. Kolejka do stacji benzynowej przed odcięciem prądu w północnej części stanu. Elias Funez / AP / AP

Organizowane są - przez lokalne władze, a także PG&E - miejsca, w których mieszkańcy mogą ładować sprzęt elektroniczny, w tym urządzenia medyczne, z których muszą korzystać codziennie. Prąd nie dociera nie tylko do prywatnych domów, ale i do firm. Zamknięte są sklepy i restauracje.

Działania PG&E dotknęły 22 hrabstwa z Północnej Kalifornii, w tym północną część zatoki San Francisco (samo miasto prąd będzie miało). To, jak duży obszar zostanie objęty wyłączeniami energii, zależy od pogody.

Diablo, pożary i firma energetyczna

Nad północną, wysuszoną Kalifornię nadciągnęły jesienne, suche i gorące wiatry, zwane Diablo Winds (na południu stanu o tej porze roku wieją wiatry Santa Ana). Co roku przyczyniają się one do powstawania pożarów. Co ma z tym wspólnego firma energetyczna? W 2017 i w 2018 roku część z tych pożarów wywołały iskry z przerwanych linii przesyłowych. W listopadzie ubiegłego roku zginęło z tego powodu 85 osób, miasteczko Paradise praktycznie spłonęło (tak zwany Camp Fire był największym pożarem w historii Kalifornii).

Zdjęcie z listopada 2018 r. Pożar w miasteczku Paradise w Kalifornii (Camp Fire).Zdjęcie z listopada 2018 r. Pożar w miasteczku Paradise w Kalifornii (Camp Fire). Fot. Noah Berger / AP Photo

Przeciwko Pacific Gas & Electric posypały się pozwy. Firma w ugodzie zawartej we wrześniu tego roku zgodziła się zapłacić 11 miliardów dolarów ubezpieczycielom, w czerwcu miliard dolarów dostały lokalne władze. Wcześniej, w styczniu tego roku, obawiając się roszczeń, które mogły sięgnąć 30 mld dolarów, PG&E ogłosiła upadłość, złożyła w sądzie wniosek o ochronę przed wierzycielami i rozpoczęła restrukturyzację.

Teraz chce uniknąć podobnej sytuacji, więc na wszelki wypadek odłącza prąd tam, gdzie istnieje ryzyko pożarów w czasie wiejących wiatrów Diablo. Według meteorologa firmy, wiatr ma uspokoić się w piątek.  Przywracanie prądu może jednak zająć nawet pięć dni - linie przesyłowe muszą być sprawdzone na całej długości.

Działania PG&E krytykuje wiele osób, w tym, jak podaje CNN, przedstawiciele miasta San Jose. Woleliby, by firma pracowała nad ulepszeniem swojego systemu przesyłowego, zamiast pozbawiać odbiorców prądu.

Zobacz wideo
Więcej o: