Rosja coraz mocniej stawia na Arktykę. Topniejący lód ułatwia dostęp do surowców

27 września zakończyła się trwająca niemal dwa miesiące ekspedycja rosyjskiego statku Ałtaj do Ziemi Franciszka Józefa. To wpisuje się w kolejne działania Rosji zmierzające do rozciągnięcia kontroli na większą część Arktyki.
Zobacz wideo

Głównym organizatorem była Flota Północna rosyjskiej marynarki wojennej. W ekspedycję zaangażowane było też Rosyjskie Towarzystwo Geograficzne. Ałtaj wypłynął z Murmańska 15 sierpnia i skierował się od razu do Ziemi Franciszka Józefa, należącego do Rosji arktycznego archipelagu znajdującego się w północno-zachodniej części Morza Barentsa.

Ziemia Franciszka Józefa leży na szelfie kontynentalnym Europy, przez co jest jej częścią. Wyspa Rudolfa z archipelagu Franciszka Józefa jest więc najdalej na północ (81°54′N) wysuniętym punktem Europy. Tam zresztą rosyjscy badacze również się zatrzymali, wbijając rosyjską flagę najdalej jak było można na północy lądu.

Ałtaj długo pływał pomiędzy wyspami Ziemi Franciszka Józefa, badając dokładnie dno. Badacze sporządzali nowe mapy, czasem zatrzymywali się na dłużej, w tym na przykład na Wyspie Aleksandry, gdzie Rosja ma od kilku lat ultranowoczesną, samowystarczalną bazę wojskową dla 250 żołnierzy. To jedyni w zasadzie stali mieszkańcy bardzo mroźnego archipelagu.

Nowe wyspy i jeszcze ważniejsze punkty

W ubiegłym tygodniu obszernie o wynikach rosyjskiej ekspedycji mówił jej dowódca wiceadmirał Aleksander Moisijew. Jego zdaniem kompleksowa wyprawa przeprowadziła "unikalne badania oceanologiczne i hydrograficzne".

Określono między innymi maksymalną głębokość Morza Barentsa, wynoszącą 632 m, oraz odkryto pięć nowych wysp, a w zasadzie wysepek. Przez setki lat były nieznane, bo schowane pod lodem. Teraz Arktyka topnieje przez efekt cieplarniany i w końcu można je było zobaczyć. Wcześniej, w 2016 roku, Rosjanie odkryli je na zdjęciach satelitarnych.

Najważniejszym jednak elementem wyprawy było "wyjaśnienie współrzędnych punktów krytycznych dla określenia granic wód terytorialnych Federacji Rosyjskiej i jej strefy ekonomicznej". Brzmi niejasno - w praktyce oznacza to, że wyprawę zorganizowano głównie w celu zdobycia kolejnych dowodów na to, że Rosja może poszerzyć swoje granice morskie na dalekiej północy.

To się może zdarzyć. Jeżeli, w świetle konwencji ONZ o prawie morza z 1994 roku, aplikujące o zmianę państwo udowodni, że dno morskie "stanowi naturalny składnik krawędzi kontynentalnej". Do tego są potrzebne nowe badania geologiczne.

Czytaj też: Rosja. Topnieje wieczna zmarzlina. Efekt cieplarniany może Moskwę sporo kosztować

Rosja idzie w Arktykę. Więcej wojska i wyścig po ropę

Rosjanie ostatnio bardzo mocno inwestują w Arktykę. Z dwóch powodów. Po pierwsze, robi się ciepło. Greenpeace ostrzega, że do 2035 r. w porze letniej lodu na Arktyce może nie być już wcale. Topniejące lodowce odsłaniają nowe lądy, co pokazała właśnie rosyjska wyprawa, i ułatwiają też, co najważniejsze, dostęp do ogromnych skarbów Arktyki.

Możliwe, że mroźny kontynent kryje nawet 13 proc. światowych zasobów ropy naftowej, 30 proc. gazu i wiele innych surowców, w tym metale rzadkie oraz uran, złoto a nawet diamenty.

Rosjanie chcą je eksploatować. Rysują więc nowe mapy i wysyłają tam żołnierzy. Wspomniana baza wojska na Ziemi Aleksandry to już druga arktyczna baza wojskowa oddana do użytku podczas rządów Władimira Putina. Rosjanie pracują nad uruchomieniem kolejnych czterech. Rozbudowują też Flotę Północną, a pięć lat temu zmienili doktrynę wojenną, dopisując do niej obronę interesów w rejonie Oceanu Arktycznego.

Problem w tym, że Arktyka rozpala też umysły innych graczy - między innymi Amerykanów, Kanadyjczyków, Duńczyków, Norwegów i Chińczyków. To teraz ważny strategicznie teren.

Pisaliśmy o tym m.in. tutaj: Zimna wojna arktyczna? Kanada złożyła roszczenia do bieguna północnego. Powalczy m.in. z Rosją