Henryk Kania twierdzi, że jego Zakłady Mięsne znalazły się "w kleszczach Biedronki". Jest reakcja UOKiK

UOKiK zainteresował się słowami Henryka Kani, który w rozmowie z  Business Insider Polska stwierdził, że w pewnym momencie jego Zakłady MIęsne znalazły się "w kleszczach Biedronki".
Zobacz wideo

W wywiadzie dla BI.pl Henryk Kania wyjaśniał przyczyny gigantycznych problemów finansowych, z którymi od wielu miesięcy zmagały się jego Zakłady Mięsne. Zdaniem biznesmena wpływ na tę sytuację miało przede wszystkim zbyt duże uzależnienie od sieci handlowych.

Sieci żądały nawet 30 proc. wartości naszej rocznej sprzedaży z tytułu możliwości sprzedaży produktów w ich sklepach. Jeżeli nie godzisz się na te warunki, to wypadasz z rynku

- mówił Henrk Kania w rozmowie z serwisem.

Biznesmen skupił się przede wszystkim na relacjach z Biedronką. W wywiadzie zarzucił sieci, że obciążała jego firmę opłatami marketingowymi i przerzucała na nią koszty akcji promocyjnych. "Biedronka stosowała groźbę, że jeżeli nie zapłacimy, to będą ograniczać nam asortyment, czyli będą kupowali mniej naszego towaru - stwierdził. Dodał, że jednostkowo sieć handlowa potrafiła zażądać nawet 10 mln złotych.

Inny zarzut dotyczył próby wymuszania obniżek cen. "Bo konkurencja ma niższą cenę na dany produkt, to oni też chcą mieć niższą cenę. I znów, gdybyśmy nie obniżyli cen, to Biedronka straszyła, że oni wówczas nawiążą współpracę z tańszą konkurencją" - tłumaczył

UOKiK przyjrzy się relacjom ZM Henryk Kania i Biedronki

Teraz, jak wynika z ustaleń serwisów Wiadomości Handlowe i Business Insider Polska, słowami Henryka Kani zainteresował się Urząd Ochrony Konsumentów i Klientów. Urząd zamierza skontaktować się z biznesmenem, aby uzyskać informacje o praktykach handlowych Biedronki względem dostawców.

Przekazaliśmy już prośbę o podanie bardziej szczegółowych informacji na temat praktyk Biedronki, o których mowa była w wywiadzie

- powiedział w rozmowie z BI.pl Jacek Marczak, zastępca dyrektora delegatury UOKiK w Bydgoszczy.

Warto przypomnieć, że UOKiK jeszcze pod koniec września poinformował o wszczęciu postępowania ws. stosowania przez sieć Biedronka nieuczciwych praktyk wobec swoich dostawców. Podczas kontroli w spółce Jeronimo Martins Polska, która miała miejsce w czerwcu br., urząd zdobył informacje, które "dały podstawę do postawienia przedsiębiorcy zarzutu nieuczciwego wykorzystywania przewagi kontraktowej".

Zastrzeżenia Urzędu budził jeden z rabatów, który uzyskuje właściciel sieci Biedronka od dostawców, w szczególności owoców i warzyw. Jak informuje UOKiK, dostawcy nie znają jego wysokości i są o nim informowani na koniec miesiąca, już po zrealizowaniu dostaw.

Jeronimo Martins Polska ma silniejszą pozycję negocjacyjną i podejrzewamy, że wykorzystuje ją w nieuczciwy sposób

- komentował wówczas prezes UOKiK Marek Niechciał.

Kara za nieuczciwe wykorzystywanie przewagi kontraktowej może sięgnąć 3 proc. rocznego obrotu firmy. Biorąc pod uwagę, że obroty sieci Biedronka w 2018 r. wyniosły ok. 50 mld zł, maksymalna kara, jaką UOKiK może nałożyć na Jeronimo Martins Polska to aż 1,5 mld zł.

Biedronka poinformowała, że w pełni współpracuje w tej sprawie z UOKiK. " Jednocześnie zapewniamy, że rozwijając relacje z partnerami handlowymi, JMP zawsze ściśle przestrzega przepisów polskiego prawa" - napisała spółka Jeronimo Martins Polska w oświadczeniu.