Kiedyś szef wielkich firm, dziś zbieg. Nowe doniesienia ws. przedziwnej ucieczki Carlosa Ghosna

Uciekł Japończykom spod nosa z aresztu domowego do Libanu, gdzie jest postrzegany jako bohater i z którym Tokio nie ma umowy ekstradycyjnej. Teraz wszyscy zastanawiają się, jak Carlos Ghosn to zrobił i kto mu w tej filmowej ucieczce pomógł. Na jaw wychodzą jej przedziwne okoliczności.

Carlos Ghosn kilkanaście miesięcy temu był prezesem Nissana i Mitsubishi Motors oraz Renault i autorem sojuszu między tymi koncernami. Jesienią 2018 roku został aresztowany w Japonii pod zarzutami nadużyć finansowych. Podejrzewa się go m.in. o ukrywanie części zarobków przez lata oraz o to, że przekazał 5 mln dolarów z Nissana do firmy dealującej samochodami, którą kontrolował. Wszystkim tym zarzutom zaprzecza.

Ghosn po trzeciej próbie wpłacenia kaucji wyszedł w końcu z aresztu i przebywał w areszcie domowym w Tokio. Czekał na proces, który miał ruszyć w kwietniu. Teoretycznie był pod stałą obserwacją, z zakazem wyjazdu z kraju i mocno ograniczonym dostępem do telefonu i internetu. Mimo to uciekł, poświęcając 14 mln dolarów kaucji, o czym świat dowiedział się w sylwestra, kiedy sam oświadczył, że znajduje się w Libanie. Od kilku dni japońskie władze próbują dociec, jak mu się to udało.

Carlos Ghosn uciekł prywatnymi odrzutowcami. Firma: wykorzystane "nielegalnie"

Ghosn miał wydostać się z Japonii na pokładzie prywatnego odrzutowca, który zabrał go najpierw do Stambułu. W Turcji aresztowano siedem osób, w tym pilotów, którzy mieli pomóc mu w ucieczce, w piątek dwie osoby zwolniono. Teraz wypowiedziała się turecka firma zajmująca się czarterowaniem prywatnych samolotów, które zostały wykorzystane w ucieczce. MNG Jet w oświadczeniu napisała, że dwa z jej odrzutowców zostały wykorzystanie nielegalnie, a zarząd firmy nic o tym nie wiedział. Dokumenty, na których nazwisko Ghosna się nie pojawia (firma dowiedziała się o lotach z medialnych doniesień), miał sfałszować jeden pracowników, który już się do tego przyznał. Jeden z samolotów był wyczarterowany na trasach: z Dubaju do Osaki i z Osaki do Stambułu, a drugi ze Stambułu do Bejrutu. Do przesiadki w Stambule miało dość w strefie cargo, przeznaczonej do obsługiwania lotów towarowych.

>>>Zobacz też: W Polsce podwyżka cen za wywóz śmieci. "To, co czeka nas od 1 stycznia, jest wielką niewiadomą"

Zobacz wideo

Po prostu wyszedł z domu

Jak Ghosn w ogóle znalazł się na lotnisku, skoro przebywał w areszcie domowym pod 24-godzinną obserwacją kamer? Początkowo pojawiła się niesamowicie brzmiąca teoria, jakby miał wymknąć się schowany w futerale kontrabasu - tak podawała jedna z libańskich telewizji informacyjnych. Teraz okazuje się, że Ghosn po prostu wyszedł z domu - w okolicach południa w niedzielę 29 grudnia. Tak podaje publiczna japońska telewizja NHK TV, cytując źródła w śledztwie, które powołują się na nagrania z kamery bezpieczeństwa. Agencja Reutersa ujawniła w sobotę jeszcze jedno sensacyjne doniesienie: ucieczka Ghosna miała być możliwa, bo prywatna firma ochroniarska, którą wynajął Nissan, przestała pilnować byłego prezesa.

W czwartek Interpol wydał za Carlosem Ghosnem list gończy. Libańskie władze twierdzą, że biznesmen przekroczył granicę kraju legalnie, na podstawie francuskiego paszportu. Tyle że wszystkie trzy paszporty Ghosna - libański, francuski i brazylijski - były w depozycie jego prawników. Liban nie ma podpisanej umowy ekstradycyjnej z Japonią.

Kto pomógł w ucieczce, skoro zszokowani prawnicy nie mieli o niej pojęcia? Pojawiały się domysły, że planowanie musiało trwać miesiącami i zapewne konieczna przy tym była pomoc żony. W czwartek uciekinier zaprzeczył temu w kolejnym oświadczeniu. "Twierdzenia mediów, że moja żona Carole i inni członkowie mojej rodziny pełnili rolę w moim wyjeździe z Japonii, są fałszywe i mylące. Sam zorganizowałem swój wyjazd. Moja rodzina nie pełniła żadnej roli.".