Marek Belka: "Weszliśmy w okres podwyższonej inflacji". Koszty usług będą rosnąć

W grudniu dość nieoczekiwanie mieliśmy do czynienia z mocnym skokiem inflacji. Marek Belka, ekonomista, były premier i minister finansów, twierdzi, że utrata wartości pieniądza może być bardziej długotrwałym problemem. Z jakich powodów?

>>> Zobacz także: Ceny za wywóz śmieci w górę. Czy to jeden z powodów wyższej inflacji?

Zobacz wideo

Inflacja w grudniu (chodzi o wstępny szacunek) wyniosła 3,4 proc. - podał we wtorek Główny Urząd Statystyczny wywołując wśród części analityków niekłamane zdziwienie. Większość z nich "obstawiała" bowiem, że parametr ten nie przekroczy 2,9 proc.

Marek Belka, były premier, minister finansów i szef NBP, a dziś ekonomista, w wywiadzie dla Business Insidera stwierdza, że na grudniowym odczycie może się nie skończyć.

Weszliśmy w okres podwyższonej inflacji. Proszę zauważyć również, że według danych GUS-u mamy do czynienia z wysokim poziomem tak zwanej inflacji bazowej (po wyłączeniu cen żywności i energii - red.)

- stwierdził Belka. Inflacja bazowa w grudniu, również według wstępnych szacunków, mogła wynieść 3,2 proc., co by oznaczało najwyższy poziom od kwietnia 2002 roku.

A więc ceny idą w górę niezależnie od podwyżek na stacjach benzynowych czy w sklepach spożywczych. Domyślam się więc, że „problemem” staje się rosnący koszt usług. Tu widzę główne źródło przyszłych zagrożeń.

- dodał.

Wyjaśnił też, że w kolejnych miesiącach wskaźnik inflacji może być jeszcze wyższy. W związku z tym, zdaniem ekonomisty, będą rosnąć koszty różnych usług. Możliwe więc, że wyższa inflacja będzie kolejnym impulsem - oprócz np. wzrostu kosztów płacy - do podnoszenia cen.

Inflacja nie powiedziała ostatniego słowa

Z Markiem Belką zgadzają się inni ekonomiści. "W I kwartale bez problemów dobijemy do 4,5 proc." - przewidują na Twitterze eksperci finansowi mBanku. "W obliczu dzisiejszego zaskoczenia oraz styczniowych wzrostów cen energii elektrycznej dla gospodarstw, spodziewamy się, że inflacja CPI istotnie przekroczy w styczniu poziom 4 proc. rok do roku, możliwy jest wzrost nawet do 4,4 proc. " - uważają z kolei analitycy ING Banku Śląskiego.

Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego wylicza, że wzrost cen w styczniu może znaleźć się w okolicach 4 proc. rok do roku. Powodem miałaby być podwyżka akcyzy na alkohol i tytoń, podwyżki cen za wywóz śmieci i ogólny wzrost kosztów pracy w firmach.

Co zdrożało najbardziej? 

Najbardziej bolesny dla konsumentów jest wzrost cen żywności i napojów bezalkoholowych - w grudniu ich ceny były wyższe o aż 7 proc. rok do roku.

Nie wszystkie wiadomości są pesymistyczne. Ceny nośników energii - spadły w ujęciu rocznym o 1,8 proc., zaś ceny paliw do prywatnych środków transportu zmniejszyły się o 0,2 proc. - podano także w komunikacie państwowego urzędu.