Boris Johnson zielone światło na brexit ma w kieszeni. Zaczyna stawiać UE ostre warunki

Brexit 31 stycznia jest w zasadzie nieodwoływalny. Boris Johnson potrzebuje do dokończenia procesu jednego głosowania, które dzięki przedterminowym wyborom wydaje się formalnością. Szef brytyjskiego rządu czuje się bardzo pewnie, co dał odczuć podczas środowego spotkania z Ursulą von der Leyen, przewodniczącej KE.

>>> Zobacz także: Inflacja najwyższa od 8 lat. Ceny w grudniu wystrzeliły. Eksperci programu "Studio Biznes" wyjaśniają co do znaczy dla przeciętnego konsumenta i kredytobiorcy

Zobacz wideo

Brexit, który nastąpi oficjalnie 31 stycznia, wkracza w nową fazę. Boris Johnson o powodzenie procesu martwić się nie musi. Do załatwienia ma jedynie kilka formalności. Wielka Brytania musi bowiem przyjąć jedynie projekt umożliwiający prawne przeprowadzenie pierwszego etapu "rozwodu".

Brexit. Ważne głosowanie formalnością

Głosowanie zaplanowane w tej sprawie - zgodnie z zapowiedziami - na czwartek wydaje się formalnością. Brytyjski premier w wyniku przedterminowych wyborów parlamentarnych przeprowadzonych 12 grudnia zdobył bowiem komfortową większość. Jest więc w zasadzie pewne, że projekt specjalnej komisji zajmującej się sprawą zostanie przesłany do Izby Lordów, by stać się częścią brytyjskiego systemu prawnego.

Boris Johnson ostro negocjuje z UE

O dobrym samopoczuciu Johnsona świadczy jego wczorajsze spotkanie z Ursulą von der Leyen, przewodniczącą Komisji Europejskiej. Brytyjski premier zapewnił, że okres przejściowy, który rozpoczyna się 1 lutego, nie będzie przedłużany. Nawet jeśli nie uda się zawrzeć nowej umowy handlowej pomiędzy Unią a Wielką Brytanią do 31 grudnia 2020 roku.

Czytaj też: Boris Johnson triumfuje i pociesza opozycję. Brexit z rekordowym poparciem Izby Gmin

Johnson podczas spotkania z szefową KE postawił jeszcze jeden twardy warunek. Stwierdził, że nie zgodzi się uznać jurysdykcji Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości.

Unia też stawia warunki

Ursula von der Leyen studziła buńczuczne zapowiedzi swojego adwersarza. Podczas spotkania stwierdziła, że Unia Europejska negocjując z Wielką Brytanią będzie chciała zapewnić sobie rozwiązania "strzegące integralności UE" - podaje "Daily Mail". Najbardziej trudna kwestia relacji brytyjsko-europejskich czyli granica pomiędzy Irlandią a Irlandią Północną wciąż może być zatem kością niezgody w negocjacjach.

Warto pamiętać o tym, że to właśnie backstop, czyli mechanizm broniący statusu Irlandii i Irlandii Północnej, był głównym powodem przeciągających się negocjacji w sprawie daty samego brexitu.

Wdrożenie nowej umowy może się przeciągnąć

Unia Europejska jeszcze w zeszłym roku próbowała uświadomić Johnsonowi, że jego deklaracje dotyczące nieprzedłużenia okresu przejściowego są przedwczesne. Phil Hogan, komisarz ds. handlu, stwierdził, że brytyjski premier może złagodzić podejście. "W przeszłości widzieliśmy już, jak premier obiecywał, że prędzej skona, niż opóźni termin brexitu, a potem to zrobił [poprosił UE o przełożenie - red.]" - powiedział portalowi Irish Times. "Nie wierzę więc, by premier Johnson konał w rowie z powodu harmonogramu przyszłych relacji" - mówił Hogan.

Ursula von der Leyen sugerowała z kolei by Boris Johnson przemyślał swoje twarde stanowisko w tej sprawie umowy. "Czasu na skomplikowane rozmowy będzie bardzo mało" - ostrzegała.