11-letnia Zuzia z milionem zł długu po ojcu. "Matka nie miała możliwości, żeby się o tym dowiedzieć"

- Matka Zuzi nie była żoną [ojca dziewczynki - red.] i nawet nie miała możliwości prawnej, żeby dowiedzieć się o długach. Nawet gdyby poszła do jakiegoś banku i powiedziała "Zmarł mój partner, z którym mam dziecko. Czy miał u państwa długi?", to bank by powiedział, że to jest tajemnica bankowa - mówi w rozmowie z Gazeta.pl Wojciech Brzozowski, który pomaga matce 11-letniej Zuzi z Libiąża. Dziewczynka musi spłacić milion złotych długu po swoim zmarłym ojcu.

Historię 11-letniej Zuzi z Libiąża opisał "Wprost". Dziewczynka w 2018 r. dowiedziała się, że musi spłacić około miliona złotych długu swojego ojca, który zmarł siedem lat wcześniej. Firma windykacyjna zaczęła dochodzić od Zuzi spłaty długu, który powstał, gdy dziewczynki nie było jeszcze nawet na świecie. Chodzi o kredyt na rozruch firmy, który ojciec Zuzi przestał spłacać w 2005 r.

Komornik zajął część renty rodzinnej Zuzi. Jak poinformował w poniedziałek wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta, z tego zajęcia komornik już się wycofał. Wojciech Brzozowski z kancelarii Absolutio, która pomaga Zuzi i jej mamie, potwierdził nam, że środki zostały już zwrócone.

Egzekucja długu powinna ulec zawieszeniu? "Nikt nie poinformował komornika o śmierci"

Dług jednak pozostaje, i gdyby Zuzia miała inne dochody, komornik mógłby z nich egzekwować zaległości. Tu dochodzimy jednak do kuriozalnej sytuacji, bo w pewnej mierze ten dług około miliona złotych mógł zostać sztucznie napompowany.

Sama wartość kredytu ojca Zuzi - Piotra Sałaszewskiego - wynosiła ok. 320 tys. zł. Nie spłacał go już za życia i egzekucja komornicza ruszyła w 2005 r. Problem tylko w tym, że po śmierci pana Piotra w 2011 r. egzekucja powinna ulec zawieszeniu do czasu ustalenia spadkobierców.

Egzekucja toczyła się nadal, bo nikt nie poinformował komornika o śmierci [ojca dziewczynki - red.]. Mało tego, po roku bank sprzedał dług do firmy windykacyjnej. Powinien na następny dzień złożyć wniosek do komornika o umorzenie egzekucji - w końcu nie był już wierzycielem. Tymczasem tego nie zrobił i egzekucja toczyła się jeszcze cztery lata - przeciwko zmarłemu i na rzecz wierzyciela, który już nie był wierzycielem

- komentuje Brzozowski i mówi, że wskutek podjętych działań prawnych stara się część naliczonych odsetek "anulować". 

Co równie absurdalne, firma windykacyjna o wniosek o nadanie klauzuli wykonalności wystąpiła do sądu w 2016 r. wobec... nieżyjącego od pięciu lat pana Piotra. Dopiero gdy dowiedziała się o jego śmierci, rok później zdobyła podobną zgodę na egzekucję Zuzi. Tak więc dziewczynka i jej mama o długu odziedziczonym po ojcu dowiedziały się po siedmiu latach od jego śmierci.

Zuzia i jej mama nie mogły nic zaradzić. "Nie miała możliwości prawnej, żeby dowiedzieć się o długach"

Dlaczego Zuzia odziedziczyła dług po ojcu? Jak tłumaczy w rozmowie z Gazeta.pl Wojciech Brzozowski, problemem okazało się m.in. to, że ojciec Zuzi - Piotr Sałaszewski - nie był mężem jej mamy, a jedynie partnerem.

Jeżeli np. umiera mąż i zostaje żona z dziećmi, to może ona odrzucić spadek po mężu i może to zrobić także w imieniu małoletnich dzieci. Tu jednak matka Zuzi nie była żoną i nawet nie miała możliwości prawnej, żeby dowiedzieć się o długach. Nawet gdyby poszła do jakiegoś banku i powiedziała "Zmarł mój partner, z którym mam dziecko. Czy miał u państwa długi?", to bank by powiedział, że jest tajemnica bankowa i że ona nie ma żadnych uprawnień, aby się czegokolwiek dowiedzieć

- komentuje Brzozowski.

Zuzia przez siedem lat nie wiedziała nic o jakimkolwiek długu i o tym, że ma obowiązek się go zrzec. Matka Zuzi w ogóle nie mogła przyjąć bądź odrzucić spadku we własnym imieniu, nie musiałaby za niego odpowiadać. Nie była powołana do spadku. Ale Zuzia, jako biologiczna córka pana Piotra, już tak

- dodaje nasz rozmówca.

Inne dzieci też mogą mieć długi jak Zuzia

Niestety, historia Zuzi wcale nie musi być odosobniona. Na podobnej zasadzie długi po zmarłym rodzicu mogą odziedziczyć inne dzieci. Szczególnie jeśli nie utrzymywał on kontaktu z drugim rodzicem czy z dzieckiem i nie wiadomo było, że ma zaległości finansowe.

Co zrobić, aby dziecko zawczasu dowiedziało się o długu ojca, byłego partnera mamy/taty? Brzozowski wskazuje, że jest z tym problem. Sugeruje, że można by np. wprowadzić zmiany prawne nakazujące po śmierci danej osoby sprawdzenie z urzędu, czy miała ona dzieci, i nałożenie na komornika obowiązku poinformowania jej (czy bardziej jej rodzica czy innego opiekuna) o długu i możliwości odrzucenia spadku. Dziś poszukiwania spadkobierców odbywają się m.in. poprzez nieskuteczne ogłoszenia w gazetach.

Od 2015 r. i tak przepisy prawa są bardziej litościwe. Wcześniej brak decyzji spadkobiercy przez pół roku co do przyjęcia lub odrzucenia spadku sprawiał, że był on przyjmowany wprost. Czyli można było odziedziczyć wszystkie długi rodzica, z którym nawet nie utrzymywało się kontaktu albo którego nawet się nie znało. Takich dramatycznych sytuacji było zresztą sporo.

Teraz przepisy są bardziej cywilizowane, bo domyślnym rozwiązaniem w przypadku braku decyzji przez pół roku jest przyjęcie spadku z dobrodziejstwem inwentarza. Oznacza to, że odpowiedzialność spadkobiercy za długi jest ograniczona do wysokości aktywów w spadku. Jeśli więc przykładowo dziedziczony majątek jest wart 100 tys. zł, a długi 300 tys. zł, to wierzyciel może się domagać od spadkobiercy zapłaty wyłącznie 100 tys. zł.

Tyle że i przyjęcie spadku z dobrodziejstwem inwentarza może czasem okazać się problemem. Spadkobierca odpowiada bowiem za przejęte długi (oczywiście do wartości przejętych aktywów) całym swoim majątkiem. Przykładowo - jeśli spadkobierca odziedziczy nieruchomość wartą 300 tys. zł i tyleż samo długów, to wierzyciel wcale nie musi prowadzić egzekucji wyłącznie z tej nieruchomości, ale np. z wynagrodzenia spadkobiercy, z jego konta bankowego, samochodu itd. 

>>> Marże najwyższe od 9 lat. Jakie będą konsekwencje dla kredytobiorców?

Zobacz wideo