W Senacie o TVP. "To niewyobrażalne w normalnej rzeczywistości gospodarczej"

Podczas środowej dyskusji w Senacie senatorowie debatowali o blisko dwóch mld zł zastrzyku finansowego dla mediów publicznych. - Mam wrażenie, że państwo chcą ukarać media publiczne dlatego, że nie podobają się paski w "Wiadomościach" - mówił przewodniczący KRRiT. - Proponuję taki pasek - "Jacek Kurski - cyniczny propagandzista, kundel polityczny??". Z dwoma znakami zapytania - wulgarnie kpił Jacek Bury z KO. Głosowanie nad projektem ustawy odbędzie się w czwartek.

W środę w Senacie odbyła się dyskusja nad projektem ustawy zapewniającej mediom publicznym kolejny sowity przelew z budżetu państwa - ok. 1,95 mld zł. Tym razem chodzi o 1,95 mld zł rekompensaty z tytułu "utraconych wpływów abonamentowych" w latach 2018-2020. Posłowie PiS przekonują, że skoro niektóre grupy społeczne (np. osoby z z pierwszą grupą inwalidzką czy osoby po 75. roku życia) są ustawowo zwolnione z opłacania abonamentu, to Telewizji Polskiej i Polskiemu Radiu ten ubytek należy wynagradzać. W poprzednich latach z podobnych pobudek przekazano już mediom publicznym ok. 2,2 mld zł.

"Nie jestem adwokatem Kurskiego"

Obecny podczas posiedzenia Senatu wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Paweł Lewandowski przekonywał, że kolejne zastrzyki finansowe, głównie dla TVP, są konieczne.

Skoro my, jako państwo, nakładamy jakiekolwiek obowiązki na spółki prawa handlowego [którą jest też TVP - red.], to musimy im za te obowiązki najzwyczajniej w świecie zapłacić, bo są to obowiązki de facto państwa. W konstytucji jest napisane, że to państwo zapewnia obywatelowi prawo do informacji itd.

- mówił Lewandowski. Wiceminister przekonywał też, że nie ma obaw co do tego, że kolejne transze wsparcia dla TVP stanowią pomoc publiczną wymagającą notyfikacji Komisji Europejskiej.

Lewandowski wielokrotnie był też "zaczepiany" przez senatorów zarzutami o stronniczość Telewizji Polskiej.

Nie jestem adwokatem prezesa telewizji i nie będę za niego się tłumaczyć z żadnych kwestii

- mówił wiceminister. Dodawał, że to Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zajmuje się oceną jakości audycji TVP.

Tyle że obecny na posiedzeniu przewodniczący KRRiT Witold Kołodziejski (któremu senatorowie wypominali przynależność do PiS, gdy nie kierował KRRiT) nie sprawiał wrażenia osoby zbulwersowanej sytuacją w TVP czy Polskim Radiu. O materiałach podważających rzetelność mediów publicznych - przedstawianych w poniedziałek na senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu - mówił, że to "nie cała prawda, nieścisłości, niektóre rzeczy kompletnie nieprawdziwe, inne prawdziwe". 

Ja mam wrażenie, że państwo chcą ukarać wszystkie media publiczne i jesteście gotowi zrezygnować z całej oferty, którą media publiczne proponują, dlatego że nie podobają się paski w "Wiadomościach"

- komentował w Senacie Kołodziejski.

"Chcą przepuszczać 228 tys. zł na godzinę"

Senatorowie Koalicji Obywatelskiej nie szczędzili gorzkich słów pod adresem TVP i prezesa Kurskiego, dając przy tym do zrozumienia, że nie popierają kolejnego zastrzyku finansowego dla mediów publicznych.

Dwa mld zł - to tak łatwo powiedzieć. A to jest 5,5 mln zł dziennie m.in. na propagandę w telewizji. To 228 tys. zł na godzinę - tyle chcą jeszcze przepuszczać. To niewyobrażalne w normalnej rzeczywistości gospodarczej

- mówił Jacek Bury z KO. Nawiązał także do poniedziałkowej wypowiedzi Jacka Kurskiego, że pasek z TVP Info "Senat pod dyktando zagranicy - współczesna Targowica?" nie jest szkalujący, bo zawiera na końcu znak zapytania. 

Proponuję taki pasek, może go opublikuję na moim Facebooku - "Jacek Kurski - cyniczny propagandzista, kundel polityczny??". Zobaczymy, czy go to zbulwersuje, czy powie, że to dopuszczalna norma

- kpił Bury.

Z kolei senator Barbara Zdrojewska mówiła, że nie ma pojęcia, na co mają pójść dwa mld zł rekompensat.

Jeżeli misją są takie programy jak program "Kasta", jeżeli misją są "Wiadomości", które szczują na ludzi, na całe grupy społeczne, na lekarzy, na rezydentów, na nauczycieli, na samorządowców, na prezydentów miast… Pamiętamy, co się stało z panem prezydentem Adamowiczem. My nie oskarżamy mediów publicznych o bezpośrednie przyczynienie się do tej śmierci. My oskarżamy media publiczne o to, że ten hejt, ta nienawiść, która z mediów publicznych, z ekranów codziennie się wylewa i trafia do ludzi"

- mówiła Zdrojewska.