Ile Polacy płacą za "dobrą zmianę"? 14 mld zł rocznie w nowych podatkach i opłatach

Mateusz Morawiecki zapewnia, że budżet na rok 2020 jest zrównoważony - wydatki i przychody po raz pierwszy od dekad się bilansują. Eksperci już ocenili, że zbilansowanie udało się osiągnąć dzięki księgowym sztuczkom. Dziś wychodzi na jaw, że "dobrej zmianie" pomaga 14 mld zł ściągane w postaci nowych podatków i danin. Rocznie.
Zobacz wideo

Premier Mateusz Morawiecki w listopadzie 2017 roku udzielił wywiadu "Dziennikowi Gazecie Prawnej". - Nie planuję żadnych nowych podatków. My podatki obniżamy - obiecywał szef rządu. Czy dotrzymał tej obietnicy? Analizy przeprowadzone przez "Rzeczpospolitą" świadczą o tym, że jest dokładnie odwrotnie.

Jeśli policzyć wszystkie wprowadzone od 2016 r. - w tym podatek bankowy czy opłatę emisyjną od paliw. To w sumie daje to ponad 14 mld zł rocznie

- stwierdza dziennik.

Nowe podatki PiS. Czasami nazywane daninami lub opłatami

Mateusz Morawiecki chwali się, że budżet na rok 2020 jest zrównoważony. Wprowadzone przez PiS daniny stanowią w nim jednak istotne źródło. 435,3 mld zł mld po stronie przychodów raczej nie udałoby się uzyskać, gdyby nie szereg nowych opłat, które Polacy pośrednio lub pośrednio wnoszą.

embed

Uwzględniając te, które dopiero mogą wejść w życie, przychody budżetu są jeszcze większe. I tak podatek bankowy daje 4,87 mld zł, opłata cukrowa - zapowiadana na "po wyborach" - ma przynieść 3,6 mld zł, opłata emisyjna daje już dziś 1,98 mld, opłata recyklingowa 1,49 mld, danina solidarnościowa 1,15 mld zł, a zapowiadany, acz jeszcze nie wprowadzony podatek handlowy 1,07 mld zł. Podatki już wprowadzone dadzą zatem ok. 9,5 mld zł, zapowiedziane kolejne 4,6 mld, co razem daje kwotę 14,16 mld zł.

Jednorazowe wpływy pomagają budżetowi

Nawet 22 mld zł budżet w tym roku może zyskać dzięki jednorazowym wpływom. Tę pokaźną kwotę mają przynieść transfer pieniędzy z OFE do IKE, za który rząd chce pobrać 15 proc. prowizji, sprzedaż częstotliwości do transmisji 5G i praw do emisji dwutlenku węgla.

Mateusz Morawiecki poupychał deficyt po kątach 

Budżetowi pomagają też zabiegi księgowe. Jedna z takich "sztuczek" dotyczy Funduszu Solidarnościowego. Z jednego z załączników do projektu ustawy budżetowej wynika, że o ile w 2020 r. tenże fundusz wszedł z deficytem na poziomie ok. 9,2 mld zł, to według planów ma go zakończyć ze stanem blisko 25,9 mld zł na minusie. Deficyt Funduszu Solidarnościowego wzrośnie o ok. 16,7 mld zł - wpływy do niego mają sięgnąć 3,7 mld zł, koszty realizacji jego zadań szacuje się tymczasem na 20,4 mld zł. Same "trzynastki" dla emerytów mają pochłonąć ok. 11,2 mld zł.

Wypchnięcie części wydatków do funduszu celowego - tutaj do Funduszu Solidarnościowego - jest o tyle "sprytne", że nie wpływa na poziom deficytu budżetowego - zauważa Mikołaj Fidziński.

Ignacy Morawski, dyrektor centrum analiz SpotData, wskazuje z kolei, że o ile w budżecie deficyt wynosi zero, o tyle w sektorze finansów publicznych, uwzględniającym wszystkie instytucje publiczne (wraz z samorządami), deficyt ma sięgnąć - według metodologii unijnej - ponad 26 mld zł, czyli 1,2 proc. PKB.

Czytaj też: Budżet na 2020 r. w Sejmie. Opozycja: "Oczyszczony z manipulacji deficyt wynosi 52 mld zł"

Budżetowi na rok 2020 pomoże nawet Narodowy Bank Polski. O ile w pierwszej wersji planu finansowego nie zakładano wpływów z tytułu zysku z NBP, o tyle w nowej przyjęto, że budżet wzbogaci się w ten sposób w 2020 r. o 7,2 mld zł. Rząd do budżetu dochód wpisał, chociaż resort finansów przyznaje, że poziom zysku NBP cechuje się "dużą niepewnością".