Zakaz handlu w niedzielę ma coraz więcej przeciwników. Rząd utrzymuje "wentyl bezpieczeństwa"

Coraz więcej Polaków sprzeciwia się ograniczeniu handlu w niedziele. Chodzi szczególnie o mieszkańców większych miast. W tym roku czeka nas jeszcze tylko sześć niedziel handlowych.

Rośnie sprzeciw wobec ograniczenia handlu w niedziele - wynika z badania Havas Media, do którego dotarła "Rzeczpospolita". W styczniu aż 47,7 proc. badanych uważało, że zakaz handlu w niedziele powinien zostać zniesiony. Rok wcześniej takiego zdania było 46 proc. badanych, a w lipcu 2018 r. (ograniczenie weszło w życie w marcu 2018 r.) 41,5 proc. osób.

Co więcej, siłą rzeczy spada odsetek zwolenników niedzielnego ograniczenia handlu - w 2018 r. było ich 40,8 proc., w 2019 r. 38,5 proc., w 2018 r. 36,2 proc.

Co za tym idzie - w lipcu 2018 r. przewaga Polaków oczekujących zniesienia zakazu handlu nad osobami sprzeciwiającymi się takiemu rozwiązaniu wynosiła raptem 0,7 p. proc. Teraz to już 11,5 p. proc.

Ograniczenie handlu w niedziele swoich przeciwników ma szczególnie wśród mieszkańców największych miast (64 proc. negatywnie ocenia zaostrzenie zakazu) oraz wśród młodych osób. Zwolennicy zakazu przewagę mają na wsi (43,5 proc. popiera zakaz, 40 proc. go krytykuje). 

Wentyl bezpieczeństwa ratuje nastroje?

Z jednej strony można oczywiście przewidywać, że coraz gorsze zdanie Polaków o zakazie jest związane z kolejnym zwiększeniem liczby niedziel niehandlowych od początku 2020 r. i tym, że ograniczenie jest coraz bardziej dotkliwe dla Polaków.

Z drugiej strony wciąż trudno powiedzieć, aby wraz ze stopniowym zaostrzaniem zakazu ogląd sytuacji wśród Polaków zmieniał się diametralnie. Z badania "Havas Media", które opisuje "Rzeczpospolita", wynika, że na początku 2019 r. negatywne skutki zakazu handlu w niedzielę odczuwało 34,1 proc. Polaków. Po roku ten odsetek wzrósł, ale nie dramatycznie, a "jedynie" o 2 p.proc. - do 36,1 proc.

Dane wskazują także, że tylko 11,4 proc. osób deklaruje, że wciąż nie udało się im dostosować do zakazu. Większość Polaków zmieniła po prostu swoje zwyczaje zakupowe.

Na rynku podkreśla się przy tym, że odbiór społeczny ograniczenia handlu byłby gorszy, gdyby nie to, że w niedziele niehandlowe otwarta jest część mniejszych sklepów, w tym te korzystające z wyjątku dla placówek pocztowych. To dla rządu pewien "wentyl bezpieczeństwa". Mimo, że "Solidarność" żąda zmiany przepisów raz po raz apelując o to do rządu, ten do wprowadzania zmian się nie kwapi i nie wiadomo, czy i kiedy zmieni zdanie. Szczególnie trudno przewidywać, aby stało się to przed wyborami prezydenckimi. Zresztą projekt ustawy zaostrzający ograniczenie handlu właśnie poprzez zmiany dotyczące placówek pocztowych został już złożony w Sejmie w ubiegłej kadencji. Został jednak skutecznie "zamrożony" i ostatecznie trafił do kosza.

Czytaj też: Niedziele bez handlu. Miała być zapaść, ale Polacy są bardzo kreatywnym narodem

Zobacz wideo Zakaz handlu w niedzielę staje się fikcją.

Ubywa niedziel handlowych

O ile w 2018 r. handlowe były dwie niedziele w miesiącu, a w 2019 r. jedna, o tyle w 2020 r. wszystkie sklepy otwarte mogą być łącznie w siedem niedziel, z czego jedna już za nami (ostatnia niedziela stycznia). Kolejna okazja do niedzielnych zakupów bez ograniczeń "dopiero" 5 kwietnia.

Ogólnie w 2020 r. i kolejnych latach ograniczenie handlu nie obowiązuje wyłącznie:

  • w ostatnie niedziele stycznia, kwietnia, czerwca i sierpnia (w 2020 r. 26 stycznia, 26 kwietnia, 28 czerwca i 30 sierpnia)

  • w ostatnią niedzielę przed Wielkanocą (w 2020 r. 5 kwietnia)

  • dwie ostatnie niedziele przed Bożym Narodzeniem (w 2020 r. 13 i 20 grudnia).
embed