Prezydent Andrzej Duda: Mam nadzieję, że będzie piętnasta emerytura

Prezydent Andrzej Duda podczas uroczystego podpisania ustawy wprowadzającej trzynastki dla emerytów stwierdził, iż jego celem jest podnoszenie poziomu życia Polaków. Wyraził też nadzieję, że emerytury znacząco wzrosną, a uprawnieni otrzymają w przyszłości nie tylko trzynastkę i czternastkę, ale i piętnastkę.

>>> Zobacz także: Kłótnia posłanek opozycji o emerytury w "Studio Biznes". "Pani sprzedaje neoliberalny mit!"

Zobacz wideo

Prezydent Andrzej Duda podpisał we wtorek ustawę o dodatkowym rocznym świadczeniu dla emerytów i rencistów. Trzynastka będzie wypłacana co roku - zgodnie z przepisami w ciągu 10 lat będą kosztowały 137 mld zł

Emeryci trzynastki mają w kieszeni, czternastki obiecane. Czas na piętnastki?

Trzynaste emerytury to nie wszystko, na co mogą liczyć seniorzy. Na wtorkowym posiedzeniu rząd zajął się bowiem ustawą dotyczącą czternastek, których wypłata ma nastąpić pod koniec przyszłego roku.

Jeżeli ta ustawa trafi do mnie, a wierzę w to głęboko, że trafi, możecie państwo być spokojni, że także i to świadczenie zostanie podpisane

- stwierdził.

Prezydent Andrzej Duda liczy, że na czternastej emeryturze się nie skończy.

Cieszę się, że w zeszłym roku, w tym roku i dalej - wierzę w to głęboko - w kolejnych latach te wsparcia będą. Mam nadzieję, że będzie czternasta, daj Boże potem piętnasta emerytura.

- stwierdził prezydent. Dodał też, że liczy na podwyższenie "wszystkich świadczeń emerytalnych w sposób bardzo znaczący".

Trzynasta emerytura już w kwietniu

Trzynastki będą wypłacane w kwocie odpowiadającej emeryturze minimalnej w danym roku. W tym roku emeryci świadczenie otrzymają w kwietniu i wyniesie ono 1200 zł brutto, co daje to kwotę 981 zł netto.

Opozycja zwraca uwagę na to, iż sposób finansowania trzynastek, a także czternastek jest kontrowersyjny. Dodatkowe świadczenie zostanie bowiem wypłacone z tzw. Funduszu Solidarnościowego. Wpływy do niego, pochodzące m.in. ze składek pracujących, na wypłaty jednak nie wystarczą. Pieniądze będą więc pochodzić m.in. z pożyczek z budżetu państwa, albo z ZUS.

Czytaj też: Andrzej Duda wzrost cen tłumaczy kryzysem na Bliskim Wschodzie. "Ceny rosną, ale przejściowo"

Manewr daje rządowi znacznie więcej swobody budżetowej. Taka pożyczka formalnie wydatkiem budżetowym bowiem nie jest, dzięki czemu łatwiej utrzymać tzw. regułę wydatkową czyli zbiór norm określających, jak bardzo może zadłużyć się państwo. Dzięki "ukryciu" w ten sposób ok. 12 mld zł tylko w tym roku rządowi łatwiej też twierdzić, że budżet jest zrównoważony.