Prawie 2 mld zł dla TVP? Te pieniądze im się po prostu należą

Serial pt. "Co prezydent Duda zrobi z ustawą o 2 mld zł dla TVP" dobiegł końca. Ustawa została podpisana, co oznacza, że prezes TVP (którym nie będzie już Jacek Kurski) nie ma się co bać o brak środków na swoje działania. Parafrazując słynne słowa Beaty Szydło - te pieniądze Telewizji Polskiej się po prostu należały.

Jeszcze przed decyzją prezydenta jednym z często zadawanych pytań było to, po co właściwie mediom publicznym aż 2 mld zł (głównie TVP - ostatnio blisko 90 proc., teraz zgodnie z warunkiem prezydenta nieco więcej pieniędzy ma trafić nie do centralnej kasy TVP, ale do ośrodków lokalnych). Oczywiście z jednej strony politycznej barykady padały zdania o koniecznych pieniądzach na propagandę "Wiadomości TVP" czy stacji TVP Info, z drugiej o kosztach np. transmisji wydarzeń sportowych, przygotowania Teatru Telewizji, transmisji obchodów świąt narodowych, realizacji reportaży itd. 

Ale "po co?" nie było tu najodpowiedniejszym pytaniem, bo mogło sugerować, że rząd ma tutaj jakikolwiek wybór. Tymczasem od początku retoryka była zupełnie inna - że te pieniądze się TVP po prostu należą. A to oznaczało, że rząd właściwie nie ma tu nic do gadania i kasą trzeba sypnąć. 

Skoro my, jako państwo, nakładamy jakiekolwiek obowiązki na spółki prawa handlowego [którą jest też TVP - red.], to musimy im za te obowiązki najzwyczajniej w świecie zapłacić, bo są to obowiązki de facto państwa. W konstytucji jest napisane, że to państwo zapewnia obywatelowi prawo do informacji itd.

- mówił podczas senackiej debaty nad projektem ustawy wiceminister kultury i dziedzictwa narodowego Paweł Lewandowski. W piątek te same argumenty powtarzał m.in. premier Mateusz Morawiecki czy Witold Kołodziejski, przewodniczący KRRiT.

Potrzeba kolejnego przelewu z kasy państwa do mediów publicznych była uzasadniana tak jak poprzednie - że państwo musi zrekompensować TVP i Polskiemu Radiu wpływy z abonamentu utracone wskutek ustawowych zwolnień z abonamentu. Od opłat abonamentowych zwolnione są np. osoby z I grupą inwalidzką, osoby po 75. roku życia, osoby po 60. roku życia z niską emeryturą czy osoby niewidzące lub niesłyszące.

TVP bez pieniędzy z budżetu upadnie?

Związkowcy z TVP kilka dni temu apelowali do prezydenta Andrzeja Dudy o podpisanie ustawy gwarantującej dodatkowe blisko 2 mld zł dla instytucji w tym roku. Przekonywali, że "niezwłocznie po ewentualnym ogłoszeniu weta przez prezydenta, w spółce nastąpi stan grożącej niewypłacalności", a "faktyczna niewypłacalność nastąpi kilka tygodni później".

W Telewizji Polskiej pracuje około trzech tysięcy osób, a ewentualne zawetowanie ustawy doprowadziłoby nie tylko do zahamowania rozwoju firmy, ale także możliwych zwolnień grupowych. To oznaczałoby tragedię wielu pracowników

- można było przeczytać w liście pracowników TVP do prezydenta.

Ale oczywiście trudno byłoby przewidywać, żeby PiS pozwolił Telewizji Polskiej umrzeć. Kwestia rekompensaty stała się elementem kampanii wyborczej - za sprawą retoryki opozycji, iż PiS przeznacza 2 mld zł na TVP a nie na onkologię - oraz targów pomiędzy Dudą a prezesem Kaczyńskim. Prezydent miał zażądać dymisji Jacka Kurskiego po tym, jak w Pałacu Prezydenckim uznano, iż w "Wiadomościach TVP" w pozytywny sposób przedstawiono występ żony Władysława Kosiniaka-Kamysza podczas jego konwencji. Paulina Kosiniak-Kamysz mówiła tymczasem, że będzie aktywną Pierwszą Damą, co miało zostać przez prezydenta Dudę uznane jako przytyk w kierunku jego żony.

W piątek wieczorem Jacek Kurski w liście do prezydenta Dudy poinformował, że oddaje się do jego dyspozycji i że nie będzie "przeszkodą w zapewnieniu TVP stabilnych podstaw finansowania". Potem w "Gościu Wiadomości TVP" przekonywał, że weto Dudy byłoby "śmiercią telewizji".

To jakby zabrać telewizji i radiu 70 proc. planowanych przychodów. Telewizja to nie jest kiosk z cebulą, gdzie jak nie ma płynności, to można zmienić dostawcę

- mówił Kurski. Z całej rozmowy wybrzmiewało przekonanie, że Telewizja Polska przysłużyła się prezydentowi i to po części dzięki niej notowania Dudy są tak dobre.

Sposób zawsze się znajdzie

Nikt nie ma jednak wątpliwości, że nawet gdyby prezydent ustawy nie podpisał, do "śmierci telewizji", do jej niewypłacalności, zwolnień grupowych i "tragedii wielu pracowników" by nie doszło. Jak sugerował na antenie RMF FM Robert Kwiatkowski, poseł Lewicy i były prezes TVP, nawet gdyby Telewizja Polska nie dostała pieniędzy w ramach rekompensaty, to znalazłoby się inne wyjście.

PiS musi doprowadzić do sytuacji, w której zapewni finansowanie TVP. Jak on to zrobi, to jest już kwestia inżynierii finansowej. Może na przykład poprowadzić do tego, że jeden z państwowych banków państwowych zapała taką miłością do TVP, a szczególnie do Jacka Kurskiego, że udzieli mu kredytowania na kilka najbliższych miesięcy. A po wyborach może sytuacja będzie zupełnie inna 

- komentował Kwiatkowski.

Szerokim echem odbiły się także słowa Adama Hofmana wypowiedziane na antenie RMF FM kilka dni temu. Choć były poseł i rzecznik prasowy PiS nie jest już związany z partią Kaczyńskiego, jego sugestie zostały przez wielu odebrane jako wciąż aktualny w PiS sposób myślenia. Pytany, co doradziłby prezydentowi Dudzie, odparł:

Ja mówię mu tak: zawetujmy. Zrobimy sobie na tym cojones. A po wyborach podpiszemy nową ustawę. Telewizja w międzyczasie wyemituje sobie bony, zaciągnie pożyczkę, bo i tak ma to klepnięte

Czy tę kroplówkę można wyciągnąć?

To, że w jakiś sposób pieniądze dla TVP by się znalazły, jest pewne. Nie zmienia to jednak faktu, że obawy z listu związkowców do prezydenta Dudy czy słowa Kurskiego w "Gościu Wiadomości" były w stu procentach prawdziwe. Telewizja Polska przy obecnym poziomie kosztów jest uzależniona od kroplówki finansowej. 

Dobrze widać to na podstawie sprawozdania TVP za 2018 r. Przychody spółki wyniosły wtedy ok. 2,2 mld zł. W tej kwocie rekompensata z budżetu państwa wyniosła 593 mln zł. Gdyby nie ona, w kasie spółki nie byłoby co czwartej złotówki. Koszty działalności operacyjnej wyniosły wówczas ok. 2,07 mld zł.

Danych za pełny 2019 r. nie ma, ale na podstawie danych za pierwsze trzy kwartały, do których dotarł "Dziennik Gazeta Prawna", można szacować, że cały rok dał TVP przychody na poziomie ok. 2,4-2,5 mld zł. Rekompensata z budżetu wyniosła natomiast ponad 1,1 mld zł, czyli około 40 proc. całości przychodów.

Sukcesywnie rosną koszty działalności TVP. Jeszcze w 2017 r. zamknęły się na poziomie niespełna 1,7 mld zł. Ale te przyrosty są możliwe właściwie wyłącznie dzięki rekompensacie z budżetu. Gdyby tych pieniędzy nie było, Telewizja Polska miałaby do dyspozycji (m.in. z wpływów z abonamentu i z reklam) raptem ok. 1,5 mld zł rocznie. Jeszcze kilka lat temu takie kwoty wystarczały, ale teraz potrzeby TVP są znacznie większe.

Jeśli więc ktoś pyta, na co TVP pieniądze z rekompensaty, to chyba odpowiedź jest banalna. Na wszystko. Na przeżycie.

Więcej o: